Trzeba przypomnieć, że Chile to pierwszy światowy producent miedzi, wytwarzający ok. 30 proc. światowego zapotrzebowania na ten surowiec. Do czasu rozpoczęcia tej wojny ceny miedzi utrzymywały się na przyzwoitym poziomie powyżej 6000 USD za tonę metalu. To dla Chile cena graniczna gwarantująca rozwój gospodarczy kraju. Przez ostanie dwie dekady ona znacznie wyższa. Kilkumiesięczne spadki rekompensowano dużymi wzrostami ceny. Jednak od dwóch lat utrzymuje się ona poniżej tej granicy. Skutki tego stanu okazały się katastrofalne.

Protesty

Od połowy października 2019 trwa fala protestów studenckich w Chile. Dla wielu ekonomistów śledzących rozwój globalnej gospodarki były one do przewidzenia. Nie znano tylko daty i przyczyny ich powstania. Z tego punktu widzenia teoria narastania tego rodzaju kryzysów, choćby tylko w zarysie, winna być brana pod uwagę w kontekście kapitałochłonnych surowcowych inwestycji poza granicami naszego kraju.

Podobne wydarzenia, jakie ostatnio dzieją się w Chile, nauka ekonomii porównuje do powstania lawiny w Alpach. Na początku obfite opady śniegu, gromadzącego się w szczytowych partiach gór, wywołują podziw i zadowolenie z atrakcyjnych narciarskich tras zjazdowych. Gdy śnieg nadal jednak pada, nawisy śnieżne stają się coraz groźniejsze. Nikt jednak na to nie zwraca uwagi. Widoki są coraz piękniejsze, a narciarskie wyczyny zjazdowe budzą dreszcz emocji. To wszystko trwa tylko do pewnego czasu. Krytyczny moment następuje kiedy jeden z kolejnych płatków śniegu spada na śnieżny nawis, powodując jego destabilizację. Rusza lawina, która niszczy wszystko na swojej drodze.. Który płatek śniegu spowodował tę katastrofę nikt dokładnie nie wie. Dla spostrzegawczych obserwatorów nie ma to jednak znaczenia, gdyż zdając sobie sprawę z nieuchronności tego wydarzenia, z daleka omijają zagrożone rejony.

Można jednak wcześniej przeciwdziałać powstaniu niszczącej lawiny. Doświadczeni alpiniści wczesnym rankiem, kiedy jeszcze nikogo nie ma na zjazdowych stokach sztucznie wywołują lawinę, która schodzi bez niszczycielskich skutków . Wydaje się, że w Chile zabrakło „alpinistów”, którzy mogliby wcześniej rozładować narastające zagrożenie. Tym ostatnim „płatkiem śniegu”, który spowodował tragiczną w skutkach chilijską „lawinę”, była wprowadzona podwyżka cen za przejazd w metrze. Wynosiła ona w przeliczeniu na polskie złote ok. 15 groszy (0,04USD) za jednorazowy przejazd metrem! Trwające blisko dwa miesiące protesty kosztowały zdemolowanie metra w stolicy kraju, życie straciło 26 osób, ok. 3000 zostało rannych, a starty wyniosły ok. 3 mld USD. Produkt krajowy brutto (PKB) w miesiącu październiku 2019 r. zmniejszył się o ok. 3,4%! Straty przemysłu ocenia się na ok. 1,5 mld USD.

Wydarzenia te są szeroko komentowane w kontekście stałego rozwoju gospodarczego Chile. Kraj ten postrzegany był dotąd jako jeden z gospodarczych liderów Ameryki Południowej. Jego dochody każdego roku się zwiększały. Dochód na jednego mieszkańca w wysokości ok. 2000 USD miesięcznie należał do najwyższych na tym kontynencie. Zwraca się uwagę, że obliczenia te mają charakter statystyczny, a rzeczywista średnia płaca wynosi ok. 550 USD i od kilku lat utrzymuje się na tym samym poziomie, przy stale rosnących kosztach utrzymania.

Zaniepokojenie KGHM

Zasygnalizował je Paweł Gruza wiceprezes KGHM Polska Miedź S.A w wywiadzie udzielonym agencji Reuters (22.11.2019). Powiedział: „ Sytuacja w Chile jest bardzo poważna i bardzo uważnie monitorujemy proponowane zmiany zarówno w prawie konstytucyjnym, jak i podatkowym … ponieważ mogą one znacząco wpłynąć na sytuację finansową naszych aktywów”, a trwające protesty stanowią wielki problem dla firmy”.

Napotkano trudności w transporcie siły roboczej, kontrahentów i dostaw, co spowodowało pewne opóźnienia w wysyłce. Nie miało to wpływu na roczną produkcję, ani na sprzedaż KGHM. Trwają dyskusje o wielu zmianach mających na celu usprawnienie systemu podatkowego z chilijskiego punktu widzenia przychodów, które są „bardzo niepokojące”. Minister górnictwa Chile, Baldo Prokurica odniósł się do wypowiedzi wiceprezesa KGHM i w długoterminowej perspektywie potwierdził jego obawy. Polską firmę zaliczył do najlepszych inwestorów w Chile. Zapewnił jednak: „Chile… rozwiązuje te problemy za pośrednictwem swoich instytucji i dlatego zrobimy wszystko, co możliwe, aby zapewnić bezpieczeństwo i zapewnić im pewność ich działalności”. Zwrócił uwagę na stabilność produkcji sektora górniczego: „Podczas gdy większość kopalń znajduje się w odległych obszarach, menedżerowie i analitycy obawiają się, że ciągłe niepokoje mogą zaszkodzić operacjom, które powodują, że Chile jest odpowiedzialne za około 28% światowej produkcji. Do tej pory jednak górnicy zgłaszali tylko minimalny wpływ na działalność.” Pomimo protestów aktywność wydobywcza największego światowego producenta miedzi wzrosła o 2,0% w porównaniu z październikiem 2018 r. Przyczyniła się do tego praca nowej kopalni Chuquicamata w Codelco, która zwiększyła całkowitą swoją produkcję. Dzieje się tak, gdyż kopalnie miedzi oddalone są setki kilometrów od wielkich miast Chile, które wstrząsane są protestami. Górnicy i załogi kopalń skoszarowane są na miejscu i co najwyżej podejmą oni symboliczne działania solidarnościowe. Górnicze załogi nie będą niszczyć kopalń, dzięki którym mają utrzymanie i dobrze płatne stanowiska pracy.

Protesty nie szkodzą miedzi

Od czasu zamachu stanu Pinocheta w 1973 r. w Chile nie było tak dużej skali protestów, jaki kraj ten obecnie przeżywa. Ceny miedzi na giełdzie nie reagują ujemnie na ten stan rzeczy. Przede wszystkim dlatego, że jak to już wyżej wspomniano produkcja chilijskich kopalń nie uległa znaczącemu zakłóceniu. Ceny te wahają się wskutek podejmowanych działań związanych z wojną handlową pomiędzy USA i Chinami. Szczególnie obniżenie tempa wzrostu Chin, które dotąd zużywały około 50 proc. światowej produkcji miedzi, ma kluczowe znaczenie dla wzrostu lub spadku cen tego metalu. Wyrażany niepokój o sytuację górnictwa rud miedzi w Chile, nie wynika z zagrożenia jego fizycznego zniszczenia, zablokowania działalności i podobnych możliwych destrukcyjnych działań. Jest on związany raczej ze skutkami przewidywanych znaczących zmian podatkowych w stosunku do tego sektora. Zmiany te miałyby na uwadze zwiększony dopływ dochodów do budżetu w celu sfinansowania znaczącego podniesienia zarobków i jakości życia mieszkańców Chile. Byłoby to o tyle niebezpieczne dla KGHM i jej kopalni Sierra Gorda w tym kraju, że po wielu reformach, kopania ta osiąga już zyski z prowadzonej tam działalności.

Chile ofiara wojny handlowej USA – Chiny

Jak wspomniano na wstępie pierwsze ostrzeżenia o możliwym kryzysie chilijskiej gospodarki pojawiły się po ogłoszeniu w połowie 2018 r. wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami. Chile, jako wiodący światowy producent miedzi i jedna z najbardziej otwartych gospodarek Ameryki Południowej jest szczególnie narażone na spadek cen miedzi, ponieważ metal ten stanowi ponad 43 procent jego eksportu. Gospodarka Chile może generować trwałe dochody z eksportu miedzi tylko w sytuacji, kiedy jej cena przekracza 3 USD za funt tj. ponad 6 000 SD za tonę. Na skutek trwającej już od półtora roku wojny handlowej jej cena od sierpnia 2018 r. utrzymuje się poniżej tej granicy. Informacje o podpisaniu porozumienia pomiędzy obu mocarstwami sprawiły, że w połowie 2019 r. była ona bliska przekroczenia tej granicy. Jednak trwałe różnice zarówno kulturowe, jak i organizacyjne oraz gospodarcze sprawiły, że rozmowy na ten temat mają być podjęte dopiero po kolejnych wyborach prezydenckich w USA, czyli po 2020 r. Jest to sygnał, że ta wojna będzie długotrwała i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

Skutkiem jest spowolnienie rozwoju gospodarczego zarówno w USA, jak i przede wszystkim w Chinach, które konsumują około 50% światowej produkcji miedzi. Powstałe z tego powodu głównie chińskie ograniczenia importowe uderzyły przede wszystkim w chilijską gospodarkę. Jednym z kolejnych skutków tej wojny jest 90% spadek eksportu minerałów litu do Chin. Aby zapobiec dalszemu pogłębianiu się kryzysu postanowiono rozwijać także rolnictwo, budowę przemysłu samochodów elektrycznych i inne działy gospodarki. Zdecydowano aby również zdywersyfikować dostawy surowców do innych krajów poza USA i Chinami.

Kolejna zapowiedź zawarcia porozumienia handlowego pomiędzy USA i Chinami znów winduje ceny w granicach 6000 USD za tonę i jest to najlepsza wiadomość dla Chile.

100 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here