Życie w środowisku zanieczyszczonym oznacza naruszenie praw obywatelskich – to orzeczenie sądu na życzenie pewnego celebryty, który „wziął sprawy w swoje ręce”. Za jego „postawę obywatelską” zapłacą podatnicy, a nie niezależny sąd.

Awaria kolektora ściekowego, niedziałająca spalarnia osadów, aresztowanie dyrekcji stołecznych wodociągów pod zarzutem niegospodarności, na dodatek wybuch sieci ciepłowniczej – im więcej plag, tym większa popularność Rafała Trzaskowskiego (75 proc. ankietowanych ocenia go pozytywnie). Pytanie nasuwa się samo: gdyby nie było tych awarii, gdyby miasto funkcjonowało normalnie, to popularność prezydenta Warszawy byłaby mniejsza? Podobnie jest z sędziami, sprzeniewierzającymi się swemu zawodowi.

Na barykadach

– Sędziów jest około 10 tysięcy i będzie 10 tysięcy barykad – wykrzykiwał Igor Tuleya podczas antyrządowej demonstracji, nawiązując do słów Jarosława Kaczyńskiego: „Sądy to ostatnia barykada starego systemu”. Swego czasu Tuleya przekonywał, że nie może być sędziów pokoju, bo mogliby skazywać opozycyjnych aktywistów. Wsławił się orzeczeniem, przyznającym aresztowanemu przestępcy 250 tys. zł odszkodowania za uciążliwości więzienia. Okrzyknięto go bohaterem, dzielnie walczącym z ustawą dyscyplinującą sędziów. Na banerach pojawiło cyniczne hasło: „Cześć i chwała sędziom niezłomnym”.

Nie rozliczono zbrodni komunistycznych, nie ukarano wszystkich sprawców zbrodni na ks. Jerzym Popiełuszce. Sąd umorzył sprawę dotyczącą jego rzekomej kompromitacji (podrzucenie obciążających materiałów do mieszkania księdza). Sędziowie z PZPR przeszli w stan spoczynku, ale wyszkolili godnych siebie następców. Emerytury PRL-owskich sędziów obciążają podatników 1,4 mld zł rocznie, zaś post-PRL-owskie sądownictwo to – zdaniem opozycji „ostatnia reduta demokracji”. 746 orzekających obecnie sędziów powołała Rada Państwa PRL.

Kwestionując prawo swych kolegów do orzekania, sędziowie kompromitują się zawodowo, a ogłaszając „stan wojenny w sądownictwie” – politycznie. Konkretem dla podsądnych pozostaje rodzaj strajku włoskiego, skoro w 2018 roku rozpatrywano o 1 mln spraw mniej niż w 2017. Jestem przekonany, że sędziowie nie pozwolą się złamać i pozostaną wierni zasadom – zapewnia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik stowarzyszenia „Iustitia”, nie precyzując, co to za „zasady”. Natomiast „niektórzy sędziowie zastanawiają się, czy nie podjąć bardziej radykalnych form protestu”. Mogą organizować „marsze protestu” czy „dzień bez wokandy”. Rzecznicy dyscyplinarni zapowiadają działania wobec sędziów, biorących udział w anarchizacji prawa.

Dobra, jasna energia przesłana senatowi przez Olgę Tokarczuk zmobilizowała marszałka do korespondencji z komisarz Verę Jourovą. Mimo ciążących na nim zarzutów korupcyjnych (słynna szuflada w prywatnym gabinecie), nie zamierza ustępować, a tym bardziej studzić zapału legislacyjnego. Przygotowuje ustawę według brukselskich wskazówek, jakby nie wiedział, że sądownictwo krajów członkowskich nie jest prerogatywą biurokracji unijnej (nie mówiąc o tym, że Polska sygnowała protokół brytyjski, gwarantujący jej samodzielność i wyłączność w stanowieniu prawa). Zapomniał też o orzeczeniach TK z 2005 i 2011 roku, określających wyższość prawa krajowego nad zagranicznym (jest on sądem ostatniego słowa).

Tymczasem Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego – wbrew opinii opozycji – okazała się właściwa i kompetentna. Uchyliła zawieszenie sędziego Pawła Juszczyszyna. Co prawda, nie powinien kwestionować prawa innych sędziów do orzekania, nie powinien żądać wyłączenia ich z postępowania ze względu na legalność, lecz tylko ze względu na bezstronność – niemniej jego zamiary i winy nie zostały dostatecznie udowodnione. Dalsze postępowanie będzie prowadził rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych. Natomiast obrońców sędziego nie było w sądzie, bo go nie uznają, nawet zawiązali komitet obrony sprawiedliwości, by skuteczniej anarchizować system prawny i „bronić represjonowanych sędziów”. Walka z demokracją przez sądy trwa. A sejmowa opozycja za bicie piany pobiera poselskie wynagrodzenia.

Stanowienie i egzekucja

Teoretycznie każdy ma praw do sprawiedliwego sądu, ale w praktyce różnie to wygląda. Podobnie z prawem do informacji (sławetna ustawa o ochronie danych osobowych). Chyba jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by osoby, względem których toczy się postępowanie – występowały pod imieniem nazwiskiem (a nie pod inicjałami). Skoro podaje się nazwiska pokrzywdzonych, to powinno się też podawać nazwisko sprawcy. Tym bardziej, że podanie nazwiska „oskarżonego” lub „podejrzanego” bynajmniej nie określa jego winy. Dochodzi bowiem do paradoksu, że skazani zbrodniarze komunistyczni pozostają anonimowi (znane są tylko inicjały) i tak przechodzą do historii. Tymczasem – wobec iluzorycznych kar – podanie nazwiska byłoby właśnie elementem kary.

Co do owego sprawiedliwego sądu, to podsądni muszą zdać się na wiarę, bo większość z nich nie zna np. orzecznictwa SN. Uchwała z 2007 roku – prawo może działać wstecz za czyny, które nie były przestępstwem w czasie ich popełnienia. Uchwała z 2012 roku określała, że zbrodnie sądowe z czasów komunistycznych uległy przedawnieniu. Podsądni nie są też świadomi, że w TK zasiadali partyjni funkcjonariusze, urzędnicy czy agenci. Za rządów PO-PSL nikomu to nie przeszkadzało. Także to, że sędziowie pobierali horrendalne wynagrodzenia za „niewykorzystane urlopy”, czy brali pensje – nie orzekając.

Sędziowie jako służba publiczna podlegają tylko konstytucji i ustawom. Tymczasem w przypadku tzw. frankowiczów, lekceważą i ustawy, i orzeczenia TSUE. Niezależne sądy ociągają się z wyrokami na rzecz kredytobiorców (trudno przypuścić, by obawiały się zachodnich banków). Jak widać, prawo unijne, na które tak chętnie się powołują, stosują wybiórczo.

Tymczasem NSA dzielnie walczy z PiS i dekomunizacją przestrzeni publicznej, a także z komisją weryfikacyjną w sprawie dzikiej reprywatyzacji. I nic dziwnego, skoro Jerzy Chomicki, rzecznik dyscyplinarny NSA, dyrektorował w stanie wojennym w resorcie sprawiedliwości i działał w komitecie zakładowym PZPR.

I jeszcze jedno dokonanie wymiaru sprawiedliwości. Łódzki sąd rejonowy domaga się od dziennikarzy „Sieci” ujawnienia źródeł informacji o finansowaniu Fundacji Otwarty Dialog i firmy Silk Road. Byłoby to przestępstwo (kk i prawo prasowe). Czy łódzcy prawnicy tego nie wiedzą czy idą na łatwiznę – w każdym razie tajemnica dziennikarska zawsze była przestrzegana.

Oświadczenia i świeczki

Można zrozumieć niechęć kolekcjonerów nieruchomości i walut wszelakich do ujawnienia własnych majątków, ale znacznie trudniej pojąć wspaniałomyślność wymiaru sprawiedliwości wobec komunistycznych zbrodniarzy, partyjnych funkcjonariuszy (niektórzy obecnie na brukselskich synekurach) czy sprawców stanu wojennego. Czy naprawdę tak trudno było orzec więzienie, dożywotnią eliminację z życia publicznego (bierne prawo wyborcze), średnią emeryturę krajową dla sędziów stanu wojennego czy pozbawić stopni oficerskich juntę wojskową. Jak palestra mogła tak nie zdać egzaminu? To pytanie nie tylko do historyków.

Tymczasem sędziowie zabawiają się w politykę, organizują stowarzyszenia – quasi-polityczne, quasi-związkowe. Mówią, że czynią to dla obywateli, ale to przecież oni wybrali władzę ustawodawczą, a sędziowie podlegają ustawom. Jednak w innych krajach wszelkie działania sędziów przeciw wymiarowi sprawiedliwości czy obowiązującym ustawom podlegają sankcjom karnym (w Niemczech – więzienie).

Sędziowie protestujący razem z oskarżonymi, tolerujący nieparlamentarne nawoływania opozycji, I prezes SN paradująca ze świeczką na znak protestu – to krajowy folklor antyrządowy, niespotykany w cywilizowanym świecie. To wszystko przekonuje o konieczności gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości.

Miękkie przejście z ustroju do ustroju, od PRL do Polskiej Rzeczpospolitej Grubokreskowej, udało się sędziom nadzwyczajnie. Zapomnieli, że funkcjonariusze publiczni podlegają ludowi wyborczemu, a ten chce przecież reformy sądownictwa. Tymczasem sędziowie chcieliby decydować o konstytucyjności przepisów. A przecież ich powołanie i obowiązek to wydawanie orzeczeń. Jak na razie nie opiniują kandydatów na stanowiska sędziowskie (już 700 nieobsadzonych etatów).

Ukraść godność

Marsze równości usankcjonowały liczne profanacje i obrażanie uczuć religijnych. Przestępcy nie są skutecznie ścigani, nie ma mowy o karaniu. A przecież obywatele mają prawo do ochrony uczuć religijnych. Tak zwana wolność słowa i ekspresji artystycznej są ponad wszystkim prawami człowieka konstytucją, a sędziowie nie chcą pamiętać o treści art. 196 kk.

Próżno oczekiwać po wymiarze sprawiedliwości (który sam miał się oczyścić), by wydawał sprawiedliwe wyroki. Można wszakże oczekiwać, by zachował nieco powagi urzędu, np. karząc kłamliwych świadków czy dyscyplinując obrońców. Obywatel podsądny też ma swoja godność.

Występując wbrew ustawom i konstytucji, sędziowie powołują się na swoją niezawisłość, nie wspominają jednak o naciskach środowiskowych czy szczególnym nadzorze brukselskim. Teraz przekonują, ze ustawa dyscyplinująca prowadzi do państwa autorytarnego i jest zamachem na wolne sądownictwo.

Tymczasem samowola sędziów destabilizuje praworządność, niszczy demokrację i lekceważy zwierzchnictwo narodu.

34 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here