Oglądam w rosyjskiej telewizji Rosja 1 rozmowę z Jewgienijem Satanowskim, czołowym rosyjskim politologiem, prezesem Instytutu Bliskiego Wschodu, a w latach 2001-2004 prezesem Rosyjskiego Kongresu Żydów. Satanowski, występując 20 stycznia 2020 w Rosji 1, powiedział, że „Józef Stalin miał rację, nakazując rozstrzelanie polskich jeńców wojennych w Katyniu”.

Wypowiedź Satanowskiego pozostaje bez reakcji polskiej polityki, polskiego dziennikarstwa i polskiej opinii publicznej. Satanowski tymczasem już leci do Tel Awiwu, gdzie premier Netanjahu zapowiedział poparcie dla polityki historycznej prezydenta Putina. Wyjdzie na to, że jednak Polska wywołała II wojnę światową. Polska napadła na Rosję sowiecką i na Niemcy hitlerowskie. A zatem Katyń był tylko słusznym odwetem Stalina.

Zbrodnicza wypowiedź Jewgienija Satanowskiego, prezesa Instytutu Bliskiego Wschodu, a niedawno prezesa Rosyjskiego Kongresu Żydów, kwitowana jest milczeniem. I w Polsce, i w Europie. Sędziowie Europy przyjeżdżają do Warszawy, by „wyrazić obawy w sprawie reformy sadownictwa”. Nie zwracają uwagi na pochwałę zbrodni NKWD w Katyniu.

Kilka dni wcześniej Władimir Putin, następnie minister Siergiej Ławrow, oskarżyli Polskę o wywołanie II wojny światowej. Polska napadła na sowiecką Rosję i na III Rzeszę Niemiecką! Czy obydwaj Rosjanie mają coś nie tak z rozumem? Nie. Ot, dorzucili nowy element do sowieckiej narracji o Polsce i Polakach.

Ta rosyjska narracja jest konsekwentnie budowana od połowy lat dziewięćdziesiątych zeszłego wielu. Nie ma tam słowa o pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Nie ma tam o tym, że w czasie drugiej wojny światowej Polacy walczyli na wszystkich frontach świata. W podziale Europy, jakiej dokonali w Teheranie i w Jałcie trzej przywódcy, Stalin, Roosevelt i Churchill, Polska dostała się w strefę sowieckiej Rosji.

Friedrich Nietzsche mówił, że nie ma faktów, są tylko interpretacje. W wypowiedzi Satanowskiego nie ma faktów, nie ma historii, ale nie ma też interpretacji. Jest zwyczajna pochwała ludobójstwa, dokonanego na Polakach w Katyniu.

Polska w narracji prezydenta Putina jest krajem ksenofobicznym, agresywnym, antysemickim. Każde z tych określeń jest kłamstwem. To kłamstwo nie służy ani Polsce, ani Rosji. A jaką narrację o Polsce przekazywał w dziewiętnastym wieku Aleksander Hercen, rosyjski pisarz, polityk, walczący z samowładztwem Rosji, popierający powstanie styczniowe w Polsce.

„Polska to przedstawicielka młodości i wartości starego świata, to ostatni z żywych kwiatów na łacińskim krzyżu, Polska – nieznająca granic w poświęceniu, oddająca czwartego syna po śmierci trzech poległych, a piątego, gdy padło czterech – mężna, nieuchwytna, brocząca krwią, ginąca w jednym miejscu, a odradzająca się obok…” – pisał Aleksander Hercen w emigracyjnym „Kołakole”.

Hercen? Po stłumieniu powstania styczniowego, gdy rozszalała się w Rosji propaganda antypolska, Rosja już nie czytała Hercena. Dzisiaj też nie czyta Hercena, czyta Putina. A najbardziej czyta Dugina, doradcę Putina i ministra obrony, Gierasimowa. Dugin nie widzi dla Polski miejsca w Europie.

Czy my rzeczywiście jesteśmy w Europie? Mówią nam w Brukseli, że zanim przystąpiliśmy do Unii Europejskiej, byliśmy poza Europą. Czyżby? Związki kulturalne i gospodarcze Polski z Europą trwają od dawna. Polska integrowała się z Europą i ze światem chrześcijańskim od 966 roku. Proces ten uległ gwałtownemu przyspieszeniu po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Okazało się, że Polska rozumie integrację inaczej niż kraje twardego jądra Europy. Czy to, co w kulturze europejskiej jest typowo niemieckie, typowo francuskie i typowo belgijskie ma być także typowo polskie, typowo węgierskie? Na ile trafne jest dzisiaj powiedzenie, że Europa jest ojczyzną Mozarta, Hugo, Goethego, Chopina? A czemu nie Europa Petaina, czemu nie Quislinga albo Tiso?

Wiadomo, że lepiej dziś słuchać Verdiego niż Mussoliniego. To problem. Łatwiej mówić o Festiwalu Wagnerowskim w Bayreuth, trudniej przypomnieć Hitlera w Bayreuth. Polska ma swój problem do rozliczenia. To brudy komuny, zalegające w sądach, na uczelniach i w urzędach. To bolszewizm tzw. trzeciego pokolenia, bolszewizm po dziadkach, nawet po ojcach, mordercach Polaków.

Europie nie przeszkadza brud komuny. Europa pilnuje, żeby Polacy nie pozbyli się tego brudu, tych złogów, trupio cuchnących KPP/NKWD/PPR/UB/PZPR/SB. Syte i leniwe pieszczochy twardego jądra Europy nie mają pojęcia, czym była i czym wciąż jest utopia Lenina/Trockiego/Stalina, także polska wersja tej utopii, reprezentowana przez Bermana/Zambrowskiego/Minca.

Na ulicach Warszawy, Gdańska i Wrocławia, a także w Brukseli, Paryżu i Bonn, pojawiają się transparenty kwestionujące demokrację w Polsce. Rodzi się tutaj problem odczuwania i współodczuwania Ojczyzny, problem postawy wobec Polski i wrogów Polski. Krzywda się dzieje złogom PRL, polskiej komunie, renegatom.

Zapomnieliśmy, że Polska miała renegatów w PPR/UB/PZPR/SB. Miała renegatów w partiach satelickich: w ZSL/SD/PAX. Józef Piłsudski mówił w 1918 roku w Lublinie: „Jest w nas potencjał wielkości i jest potencjał małości. To wynika z tego, że istnieją tuż obok siebie dwie Polski. A jeżeli istnieją dwie Polski, to muszą też istnieć dwa narody Polaków… Jeden to naród patriotów, drugi – naród kolaborantów”.

To kolaboranci dokonali zmowy w Targowicy, a faktycznie w Petersburgu. To kolaboranci powołali bolszewicki rząd w 1920. Kolaboranci rządzili Polską po 1944 roku. Ale to patrioci zrywali się przeciw zaborcom, począwszy od Konfederacji Barskiej. Patrioci szli z Napoleonem. Patrioci pobili bolszewików. I patrioci Solidarności obalili komunę. Niestety, nie do końca.

Polacy w 1980 i w 1989 pokazali, jak zwyciężać. Za nami poszła i wybiła się na niepodległość Wschodnia Europa. A dziś twarde jądro Europy chce nas uczyć wolności,

parlamentaryzmu, demokracji i wolności. Zaś prezydent Putin chce uczyć Europę historii II wojny światowej – wbrew faktom, wbrew przyzwoitości i wbrew rozumowi.

Ale to jest tak na początku. Że wbrew rozumowi. Bo na początku, gdy gdzieś tam powiedzieli, że Polska jest odpowiedzialna za Holokaust, także wydawało się to niedorzeczne, wbrew rozumowi. A potem już wszystko było do uwierzenia.

I cóż z tego, że nie tylko dokumenty, ale i materialne fakty świadczą, że wojna Niemiec i Rosji sowieckiej przeciw Polsce miała raz na zawsze wyniszczyć Polaków w Europie. Najpierw miała być zagłada warstwy kierowniczej, wymordowanie inteligencji – oficerów, sędziów, nauczycieli, urzędników. Pierwsza konferencja NKWD i Gestapo w tej sprawie odbyła się 27 listopada 1939 w Brześciu nad Bugiem.

Natomiast 30 maja 1940 roku gubernator Hans Frank, przekazując zalecenia Adolfa Hitlera na tajnej naradzie funkcjonariuszy Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie, powiedział: „Führer wypowiedział się w ten sposób: to, co teraz uznaliśmy za kierowniczą warstwę w Polsce, należy zlikwidować; to, co wyrośnie na jej zmianę, trzeba unieszkodliwić i w odpowiednim czasie ponownie usunąć”. (Natalia Lebiediewa: Katyń. Bellona. Warszawa 1997, s. 140).

Putin nie zna tych faktów, tych racji? Ba! Dzisiaj ten ma rację i narrację, kto ma siłę informacji i mediów. Nośnikami wartości, ideologii i stylów życia są dzisiaj przede wszystkim media drukowane i elektroniczne, siła tych mediów, oparta na potędze gospodarki, finansów i handlu.

Twarde jądro Europy chce Polski niedojrzałej, niewyrosłej z dziecięctwa. Polska jest przedstawiana na Zachodzie, a ostatnio także na Wschodzie, jako kraj nierozumiejący nawet swej Konstytucji. Zaprzańcy, zdrajcy sprowadzają do Polski doradców, kaznodziejów politycznych i geszefciarzy, którzy próbują nas pouczać, jaka ma być w Polsce demokracja i jak ma pracować Sejm.

Gdzieś tam na Zachodzie nie wiedzą, że Sejm Walny już od 1382 roku stanowił o najważniejszych sprawach Królestwa Polskiego. Od roku 1569 zwoływany był Sejm Rzeczypospolitej Obojga Narodów, złożony z trzech stanów składający się z dwu izb – Izby Poselskiej i z Senatu oraz z trzech stanów sejmujących: króla, posłów i senatorów.

Odpowiednikiem polskiego Sejmu miała być rosyjska Duma, powołana 27 kwietnia 10 maja 1906 roku. Formalnie były kolejno cztery dumy w carskiej Rosji w latach 1906-7 i w latach 19212-1917. Trwały po kilka miesięcy, a czwarta Duma była w istocie klubem dyskusyjnym.

Za wzorcowy uchodzi brytyjski Parlament. Jego początkiem jest Magna Charta Libertatum z 1215 roku. To niejako dopiero prawo do rozmowy biskupów z hrabiami i baronami. A gdzie szlachta, mieszczanie? Pół wieku później do baronów dosiadło rycerstwo i przedstawiciele mieszczaństwa. Parlament był koślawy i funkcjonował z przerwami aż do 1642, gdy jego sytuację wyjaśniła wojna o Parlament.

Przywiązanie do wolności i do prawdy jest w Polsce konieczne, jak powietrze. Polacy nie umieją żyć bez wolności. To nasze powstania, zrywy narodowe podrywały też do wolności Europę.

„Febra powstania powtarza się w Polsce co lat szesnaście mniej więcej, to jest, gdy podrośnie pokolenie, które nie znało na sobie wszystkich nieszczęść powstania – pisał rosyjski historyk, Nikołaj Wasyliewicz Berg w „Zapiskach o polskich spiskach i powstaniach”. Warszawa 1906. – Polacy: my od pieluch jesteśmy pierwej Polacy niż ludzie, my na świat przychodzimy spiskowcami”.

Na naszych sztandarach nie bez powodu jest hasło: „Za Waszą i Naszą Wolność”. Nie prowadziliśmy wojen zaborczych, nie anektowaliśmy krajów i narodów. Walczyliśmy o wolność innych narodów i krajów.

Polska ma granice z czasów Mieszka, Chrobrego, Łokietka. Nasi sąsiedzi żyli spokojnie, nie obawiając się najazdu Polaków. Pasek notuje w swoich „Pamiętnikach”, że kiedy szedł z Czarnieckim na pomoc Danii, konie zaczęły chrapać, a kawalerzystom zrobiło się jakoś dziwnie, gdy koło Barnimia przekraczali granicę Królestwa Polskiego i wchodzili do Brandenburgii.

I oto my, Polacy, którzy przez wieki byliśmy przedmurzem cywilizacji zachodniej, broniąc jej przed nawałnicami Mongołów, później Turków, a przed stu przed nawałą bolszewików, dzisiaj jesteśmy coraz bardziej narodem bitym, może nawet pobitym, a na pewno rozbitym, zatomizowanym przez… Zachód. Ba! Jesteśmy narodem zawstydzonym. Kultura Zachodu staje się dla kultury polskiej lustrem, w którym Polacy doszukują się swoich wad, błędów, swojego upadku przed upadkiem.

Piłsudski! Jaka szkoda, jaki żal, że nie ma już Piłsudskiego. On nie rozmawiał z szubrawcami, ze złodziejami. Nosił głowę wysoko. Albo taki Mackiewicz. „Z komunistami nie rozmawiać, do komunistów strzelać”. A tu komuniści, przebrani za Wallenrodów, w Trybunale, w Sejmie, w mediach, a nawet nad mediami narodowymi. Zgroza!

Larum grają, komendancie Piłsudski. Larum grają, Józefie Mackiewiczu. Rzeczypospolita Was potrzebuje, a Wy gdzie?!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here