Śląski tygiel

O zajęciu Zaolzia, uprzedzającym wchłonięcie go przez Niemcy, prof. Roman Ospica powiedział, że było dokonane w złym stylu, złym momencie i złym towarzystwie. Polska nie zrobiła wtedy jednak niczego, czego Czechosłowacja nie zrobiłaby w stylu niewspółmiernie gorszym kilkanaście lat wcześniej.

Śląsk w swojej historii wiele razy przechodził z rąk do rąk i nie inaczej było z małym jego fragmentem, leżącym na południe od Olzy. Wg spisu z roku 1910 na jego terenie mieszkało 22 tys. Niemców, 32 tys. Czechów i aż 123 tys. Polaków. Zamiar przyłączenia go do II Rzeczpospolitej wydawała się, więc w pełni uzasadniony. Inaczej uważali Czesi, wg, których większość Polaków na Zaolziu osiedliła się dopiero w XIX w., w związku z dynamicznym rozwojem przemysłu i możliwością zdobycia zatrudnienia. Bliższe prawdy jest jednak to, że czeska elita, formująca swoje państwo od roku 1918, miała bardzo duże apetyty terytorialne. W granicach swojego państwa widziała nie tylko część Dolnego Śląska, ale też większość Beskidów, całe Tatry z Zakopanem i Bielsko. Prezydent Tomasz Masaryk o jakimkolwiek kompromisie nie chciał słyszeć. Do końca życia zresztą uważał, że jakakolwiek rozmowa z Polską jest stratą czasu, gdyż nasz kraj to byt tymczasowy, który prędzej czy później znów zostanie rozebrany przez Rosję i Niemcy.

Polacy na Zaolziu stanowili zdecydowaną większość, więc w listopadzie 1918 znalazło się ono pod kontrolą polskiej Rady Narodowej Śląska Cieszyńskiego. 23 stycznia 1919 południowe polskie pogranicze zostało jednak najechane przez przeważające siły czeskie. Polacy zdołali się obronić np. w Tatrach (do jednego z większych starć doszło w Dolinie Pięciu Stawów), ale w związku z wielką przewagą – zostali wyparci z dużej części Śląska Cieszyńskiego. Akcja była brutalna – rozstrzeliwano cywilów, podejrzanych o współpracę z polskimi obrońcami. A było ich tam wówczas niewielu – Polska przeżywała wówczas jeden z bardziej dramatycznych momentów walk w obronie swych granic wschodnich. Czesi wybrali czas agresji także z tej przyczyny, że w Paryżu zbliżały się decyzje w sprawie przebiegu granicy z Polską i chcieli mieć wszystkie atuty po swojej stronie. W Paryżu zaproponowano jednak rozstrzygnięcie przynależności Zaolzia drogą plebiscytu. Zanim jednak do niego doszło, w czasie uginania się Polski pod naporem ofensywy bolszewickiej latem 1920, Czesi zajęli teren Zaolzia i zdołali doprowadzić do zatwierdzenia swej zdobyczy przez aliancką Radę Ambasadorów.

Odrzucona oferta

Zbliżenie z Czechosłowacją było w okresie międzywojennym wielką szansą dla obydwu państw. Pogląd ten podzielała część czeskich elit. Rządzący w Pradze uważali jednak Polskę za państwo tymczasowe a jednym z przejawów wrogości było wspieranie działających na terenie naszego kraju separatystów i terrorystów. W Pradze powstała nawet uczelnia, formująca antypolski ukraiński nacjonalizm. O tym, jak samobójcza była to polityka okazało się w czasie Rzezi Wołyńskiej, kiedy to OUN – UPA wymordował także całą zamieszkującą tam mniejszość czeską.

Tuż przed konferencją monachijską, decydującą o rozbiorze Czechosłowacji, do prezydenta Benesza udał się poseł Rzeczpospolitej Polskiej w Pradze Kazimierz Papee. W imieniu polskiego rządu złożył on ofertę, w myśl, której jeśli Czechosłowacja nie ugnie się przed terytorialnymi żądaniami Niemiec – Polska będzie gotowa na każdą formę współpracy z Czechosłowacją. Ta propozycja de facto wspólnego stanięcia przeciw Hitlerowi została jednak odrzucona. Wobec dokonującego się już rozbioru naszego południowego sąsiada 30 września 1939 roku Polska zażądała zwrotu spornego obszaru Zaolzia. Był to udział w rozbiorze, ale duża część czeskich opinii na ten temat sprowadzała się do słów:, „Jeśli mają to zabrać Niemcy – to niech lepiej biorą Polacy”. Stąd nie napotykając na opór w pierwszych tygodniach października 1938 polskie wojsko zajęło terytorium o powierzchni 906 kilometrów, zamieszkane wtedy przez 200 tys. Polaków, 45 tys. Czechów i 8 tys. Niemców.

Czy zajęcie Zaolzia bardzo pogorszyło wówczas nastawienie Czechów do Polaków? Zapewne tak, ale większość wiedziała przecież, że sprawcą nieszczęścia były Niemcy, zdrajcami – sojusznicy Czechosłowacji z Paryża i Londynu a do upadku państwa przyczyniła się także uległość rządu w Pradze. Polska – brała tylko to, co i tak miało być utracone. Stąd pomimo tego wydarzenia do Polski zaczęli się przedostawać czescy wojskowi, spodziewający się wybuchu wojny i pragnący walczyć przeciwko Niemcom pod polskim dowództwem. Należał do nich m.in. pilot Josef Frantiszek, który największą sławę zdobył w czasie Bitwy o Anglię, kiedy walczył w szeregach polskiego dywizjonu 303. Oprócz Frantiszka do Polski przedostało się kilku innych pilotów a dwustu kolejnych uciekinierów rozpoczęło formowanie Legionu Czesko – Słowackiego. We wrześniu 1939 walczył on u boku polskiej armii.

Znaczenie Zaolzia w Kampanii 1939

Zajęcie Zaolzia spowodowało, że w polskich a nie niemieckich rękach znalazł się bardzo ważny węzeł kolejowy oraz początek linii, prowadzącej na wschód, łączącej się z torami biegnącymi w stronę Lwowa. Szybkie zajęcie Zaolzia umożliwiłoby błyskawiczne przetransportowanie wojska przez górzysty teren i po jego obsadzeniu – odcięcie Polakom drogi odwrotu w kierunku granicy z Rumunią i Węgrami. Pamiętajmy, że pod koniec Kampanii Wrześniowej, co najmniej 7% polskich żołnierzy, uczestniczących w walkach, przedostało się przez południową granicę. Z owych 85-90 tys. ludzi niemal natychmiast sformowano Brygadę Karpacką, Brygadę Strzelców Podhalańskich a następnie dywizje, które w 1940 walczyły we Francji. Wśród ewakuowanych była też brygada pancerna pułkownika Maczka, która w ramach polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie rozwinęła się do rozmiaru dywizji i której zwycięski szlak bojowy stawia ją w rzędzie najznakomitszych jednostek całej II wojny światowej. Bez zajęcia Zaolzia wszyscy, którym udało się wycofać, by walczyć dalej, prawdopodobnie znaleźliby się w niemieckiej lub sowieckiej niewoli. Zamiast wielkiej chwały wojennej, jaką cieszyć się mogli żołnierze generałów Kopańskiego, Szyszko – Bohusza czy Maczka – mogliśmy mieć większą ilość pomordowanych w Katyniu.

We wspólnym obozie

Wraz z dobieganiem końca II wojny światowej spory graniczne wybuchły na nowo. Generał „polskiego ludowego” wojska Rola-Żymierski dążył do ponownego przyłączenia Zaolzia do Polski. Sprzeciw strony Czechosłowackiej był stanowczy. Nasi południowi sąsiedzi żądali też dla siebie Kotliny Kłodzkiej, która wraz z Dolnym Śląskiem przypaść miała Polsce. Czesi argumentowali, że kłodzka część Śląska przez wieki miała dużo większe związki z ich państwem, niż z Polską. Wg niektórych relacji – czechosłowacka armia podejmowała nawet zbrojne próby zajęcia żądanego obszaru. W powojennych realiach głos decydujący miała strona sowiecka, zarówno w kwestiach polskich, jak i czechosłowackich rozstrzygająca niemal o wszystkim. Skutkiem moskiewskiej ingerencji Zaolzie przyłączone zostało do Czechosłowacji a Kotlina pozostała przy Polsce. Przez ponad 13 lat rządy w Warszawie i Pradze nie podpisywały jednak traktatu granicznego. Niektóre z drukowanych map przedstawiały podwójną linię granic i podobno dochodziło do rozmów, których przedmiotem miało być wymienienie spornych obszarów – Kotliny Kłodzkiej na Zaolzie. Ostatecznie do żadnej korekty granic nie doszło i w roku 1959 weszła w życie umowa, skutkiem, której uznany został znany nam dzisiaj bieg granic.

Historia każdego sąsiedztwa zawiera w sobie mniejsze lub większe konflikty. W przypadku relacji z Czechami i Słowakami było ich jednak względnie niedużo i nie są to zaszłości trudne do przezwyciężenia. A obszarów korzystnego dla wszystkich stron zbliżenia i współpracy – jest całe mnóstwo.

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here