Jako byli opozycjoniści z czasów PRL nie mogliśmy dłużej czekać. Stawiliśmy się na apel Adama Borowskiego, aby znowu razem jak za dawnych lat walczyć o Polskę. Każdy z nas rozumie rozmiar zagrożenia, jakie wynika z rozpowszechniania za granicą nieprawdziwego przekazu na temat naszej Ojczyzny, każdy wie jak ją to osłabia. Do komitetu Suwerenni codziennie dołączają kolejne osoby a lista wciąż nie jest zamknięta. Za nami pierwsza udana akcja.

Zew-Odzew

Postanowiliśmy sprawdzić ilu nas jest w skali Polski – obywateli oburzonych deprecjonowaniem naszego kraju wśród obcych, prze ludzi, którzy dla własnych korzyści i dla zachowania przywilejów gotowi są poświecić dobro Ojczyzny i jej suwerenność.

Adam Borowski wraz z Tomaszem Sakiewiczem ogłosili miejsce zbiórki: sobota 8 lutego przed Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie. Za pomocą Gazety Polskiej, TV Republika, portalu niezależna.pl i mediów społecznościowych zaprosiliśmy tam tych, którzy domagają się reformy sądów. Jako osoba zaangażowana w pomoc innym zdaje sobie sprawę, ilu Polaków jest niezadowolonych z wymiaru sprawiedliwości. Nie przypuszczałam jednak, że odzew na ten apel, bez wsparcia różnych organizacji czy partii politycznych może być tak wielki.

Gniew tłumu

Przed Trybunałem spontanicznie stawiło się około 20 tys. ludzi, z biało czerwonymi flagami, transparentami, aby zademonstrować swoje oburzenie na środowiska sędziowskie i wyrazić, żądanie reform wymiaru niesprawiedliwości, jak go już powszechnie nazywają. Hasło przewodnie „BASTA KASTA” jest wielce wymowne. Oburzenie Polaków na upolitycznione środowisko sędziowskie jest powszechne. Z zażenowaniem obserwują groteskowe podrygi sędziów na ulicach, którzy jak Małgorzata Gersdorf (I Prezes Sądu Najwyższego) biega po wiecach politycznych, czy jak sędzia Żurek bez zażenowania obraża Prezydenta RP. Na Marszu Tysiąca Tóg widać było wyraźnie, że zwolenników utrzymania przywilejów „Nadzwyczajnej Kasty” jest coraz mniej. Środowisko powoli się wykrusza. Powoli zaczyna pewnie do nich docierać, że problem jest systemowy, od lat nierozwiązany, a sytuacja w Polsce robi się zerojedynkowa. Może pojęli, że część ich koleżanek i kolegów walcząc nikczemnymi metodami o własne interesy doprowadziło do wewnętrznego i zewnętrznego zagrożenia państwa. A może dociera do nich powoli, że na skutek swoich działań: zażyłość i wspólne akcje z politykami opozycji i starymi SB-kami pokroju Mazguły kompromitują się w oczach społeczeństwa. Dlatego to społeczne oburzenie to nie tylko zwykłe niezadowolenie z działania sądów, ale prawdziwy gniew tłumu. Mogłam się o tym przekonać podczas sobotniej demonstracji.

Zryw polskich serc

Kiedy weszłam na scenę, aby zabrać głos ujrzałam tysiące głów i morze biało czerwonych flag.

Ludzie z całej Polski, ale i przedstawiciele Polonii stawili się na nasz apel. Serce rosło na widok takiego zrywu. Wzruszenie zapierało dech w piersiach. Powiedziałam:

„Jest to ten moment, kiedy musimy rozprawić się z demonami przeszłości, kulawą, niedokończoną transformacją i powstrzymać raz na zawsze szkodliwe dla Polski działania ludzi, którzy utrudniali nam wprowadzenie reform w latach osiemdziesiątych. To Lech Wałęsa, prof. Adam Strzembosz i Donald Tusk hamowali lustrację w środowisku sędziowskim, czego skutki odczuwamy do dziś.

Teraz ramię w ramię ze starymi SB-kami defilują po ulicach w obronie postkomunistycznego status quo. Bezczelnie przywołują swój status opozycjonisty z czasów PRL, choć są tak samo niewiarygodni jak ofiara, która w obronie przywilejów kata protestowałaby na ulicach.

Dzięki takim jak oni w sądach zasiadają niezweryfikowani postkomuniści Miliony krzywdzonych spółdzielców nie mogą dojść sprawiedliwości, bo postkomunistyczni sędziowie dogadani z postkomunistycznymi prezesami spółdzielni trzymają ich w szachu. Tysiące ludzi poszkodowanych w wyniku dzikiej reprywatyzacji straciło dach nad głową, bo beneficjentami jej często byli prawnicy, w tym sędziowie, którzy uznawali ustne testamenty, których nie było, czy sfałszowane dokumenty. Dość już tego. Nie zgadzamy się na dalsze szkalowanie Polski i Polaków w świecie. Mamy prawo do suwerennych decyzji. Dokończymy to, czego nie udało się zrobić w latach 80. To nasz moralny obowiązek. BASTA KASTA. W Traktacie Moralnym polski noblista Czesław Miłosz mówił: „Nie jesteś jednak tak bezwolny, a choć byś był jak kamień polny, lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach. I jak zwykł mawiać już ktoś inny – możesz, więc wpłyń na bieg lawiny”. Dzięki tym wspaniałym ludziom, którzy nie bacząc na dużą odległość czy niedogodności stawili się na nasz apel gotowi bronić Ojczyzny zmienimy bieg lawiny nienawiści, oszczerstw szkalowania Polski za granicą, ograniczania naszych suwerennych decyzji. To nasz patriotyczny obowiązek. BASTA KASTA”.

Pełen entuzjazmu biało-czerwony tłum klaskał, skandował, a błysk nadziei pojawił się w wielu oczach.

Pod lupą suwerena

Lekceważeni, wyszydzani, tracący lata życia i cały dorobek, ludzie pokrzywdzeni przez polski wymiar nie-sprawiedliwości zrozumieli, ze nie możemy się już cofnąć. Słowa bohaterów opozycji lat osiemdziesiątych – Andrzeja Gwiazdy, Krzysztofa Wyszkowskiego – zapadły im do serca. Gdy Adam Borowski zwrócił się ze sceny bezpośrednio do rządzących z apelem: ANI KROKU W TYŁ, dla wszystkich stało się jasne, że będziemy bronić dokończenia reform sądów jak niepodległości.

Nie może być tak, że niektórzy sędziowie zamiast stać na straży prawa stawiają się ponad nim. Suweren będzie kontrolował każdą władzę. Również sądowniczą. Naród żąda zdyscyplinowania bezkarnych sędziów i jestem pewna, że następnym razem przyjedzie nas znacznie więcej. Bo jesteśmy zdeterminowani, żeby zmienić ten chory system, który zwyczajnie nie działa. Robimy to nie tylko z myślą o poszkodowanych przez wymiar niesprawiedliwości, ale i o tych wszystkich przyzwoitych sędziach, którzy przez grupę rozbestwionych przywilejami i postkomunistynistycznymi praktykami, bezkarnych hucpiarzy w togach cierpią na utratę zaufania publicznego. A przecież są funkcjonariuszami publicznymi. Im też trzeba pomóc. STOP KASTOKRACJI.

Rozgniewany suweren odzyska kontrolę. Jesteśmy dumnym, polskim narodem. Nie pozwolimy sobą manipulować. Nie będziemy bezrefleksyjnie słuchać nakazów z Brukseli tak jak kiedyś próbowano nam je dawać z Moskwy. Sami zdecydujemy jak urządzimy dla dobra wspólnego nasz polski dom. Hiszpanie sprzeciwili się decyzji TSUE w sprawie katalońskiego polityka, który siedząc w areszcie wygrał ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego. Nie zastosowali się do zalecenia i nie wypuścili go z więzienia. Wkrótce potem Parlament Europejski wygasił mu mandat.

Nie straszcie nas „konsekwencjami z Brukseli”. DAMY RADĘ. A hucpiarzom w togach, demolującym ustrój państwa i uważającym się za „nadzwyczajną kastę”, zafundujemy bilet do Indii. Tam jest miejsce dla kast i świętych krów. TU JEST POLSKA!

65 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here