Nie pamiętałam dokładnie mieszkania więc zadzwoniłam pod przypadkowy numer, dopytując z obawą (w świetle RODO) o reakcję mieszkańców. Bez najmniejszego kłopotu udzielono mi informacji. Otworzyła sąsiadka gospodyni, uprzedzając że wszyscy już zapamiętale śpiewają kolędy.

W pokoju pełnym starych mebli i obrazów siedziało z ok. 20 osób. Przy pianinie akompaniował pan Marek Dyżewski, były rektor Akademii Muzycznej we Wrocławiu a kolędnicy mogli korzystać ze śpiewników przygotowanych dla każdego. Podobno spotkanie było jubileuszowe, odbywało się po raz trzydziesty. Wśród gości rozpoznałam kilku znajomych Taty, przyjaciółkę Mamy z pracy, Grażynkę Najnigier, Bohdana Aniszczyka oraz moją ukochaną polonistkę panią Marię Sonię Krok, która zaproponowała odśpiewanie także kilku pieśni patriotycznych.

Pod koniec śpiewów głos zabrał ks. Aleksander Radecki, obecnie ojciec duchowny Wyższego Seminarium we Wrocławiu, członek-założyciel Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta a kiedyś kapłan, którego pamiętałam z płomiennych kazań na pielgrzymkach pieszych do Częstochowy. Opowiedział kilka anegdot i uprzedził o konieczności wcześniejszego opuszczenia towarzystwa przed poczęstunkiem. Zażartował, że choć wierzy że „nie musi być mały byle był smaczny”, niemniej go nie doczeka i przed rozstaniem chce odmówić z nami modlitwę. Pomodliliśmy się także za zdrowie ks. Stanisława Orzechowskiego, który bywał tu w przeszłości, a ktoś przeczytał jeszcze modlitwę św. Tomasza Morusa, któremu nigdy nie brakowało poczucia humoru:

„Panie, daj mi dobre trawienie i coś do przetrawienia. Daj mi zdrowie ciała i pogodę ducha. Daj mi prosty umysł bym umiał gromadzić skarby ze wszystkiego co dobre i abym się nie przerażał na widok zła ale raczej bym potrafił wszystko dobrze zrozumieć. Daj mi takiego ducha, który by nie znał znużenia, szemrania, wzdychania, skargi. I nie pozwól bym się zadręczał tą rzeczą, tak zawadzającą, która się nazywa moim ja. Panie, daj mi poczucie humoru. Udziel mi łaski rozumienia żartów, abym potrafił odkryć w życiu odrobinę radości i mógł sprawiać radość innym”.

Pan rektor Dyżewski nie omieszkał nawiązać do imiennika świętego, żyjącego ponad dwa wieki wcześniej św. Tomasza z Akwinu. Ten genialny teolog, filozof i Doktor Kościoła dla niemarnowania czasu dyktował kilku skrybom równocześnie trzy różne swe dzieła.

Potem gospodyni zaprosiła nas na poczęstunek. Nie mogłam uwierzyć: w pokoju naprzeciwko, na dwóch dużych złączonych stołach przykrytych wzorzystym obrusem srebrzyły się sztućce rodowe i pyszniła piękna zastawa. Wymyślne sałatki rodzimej produkcji i przybyłych gości konkurowały o pierwszeństwo w wyborze. Nie każdy zdążył a już wjechał pachnący barszcz z fasolką i brukselką, potem drugie danie z gorącym puree ziemniaczanym, sufletem rybnym i warzywami. Następnie przepyszny deser z rozmaitością ciast, wspaniały koktajl owocowy – istny eliksir zdrowia oraz wino. Wreszcie na stole pojawiły się filiżanki i na stół wjechała herbata. Gospodyni pomagały cały czas młodsze przyjaciółki więc były chwile kiedy i ona usiadła przy stole. Z naprędce zgromadzonych statystyk wynikała wielka różnorodność dziedzin, reprezentowanych przez gości: matematyka, fizyka, biochemia, medycyna, historia, muzyka, architektura i filologie. Więc rozmowy toczyły się rozmaite, tematy aktualne i z przeszłości. Po prostu ciekawie.

O mój Boże westchnęłam, oby i nasze dzieci też takie spotkania kolędowe organizowały. I nie chodzi o tak wykwitną zastawę.

72 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here