Polskie Porozumienie Niepodległościowe ograniczyło jednak swoją działalność do studiów i prac programowych. Z kolei Konfederacja Polski Niepodległej była śmiałą inicjatywą, niestety w dużej mierze zniweczoną decyzjami jej liderów. Stan wojenny zastał Leszka Moczulskiego na przepustce z więzienia. W apogeum konfrontacji z reżimem i wielkiego zapotrzebowania na prawdziwych przywódców, dobrowolnie wracając do celi Moczulski wybrał los męczennika. Przyczyniło się to do osłabienia roli KPN-u w zmaganiach lat osiemdziesiątych. Decyzją na miarę przekreślenia własnego dorobku był udział Klubu Parlamentarnego KPN w obaleniu pierwszego niekomunistycznego rządu i głosowanie wespół z przeciwnikami lustracji.

Młodość na gruzach

Kornel Morawiecki dorastał w Warszawie w wielkiej części wymordowanej i przeobrażonej w wypaloną pustynię za podjęcie walki o niepodległość. Świadectwa ceny, jaką Polska płaci za pragnienie wolności, Kornel spotykał na każdym kroku. Z komunistycznym terrorem i zniewoleniem ojczyzny przez sowieckie imperium nie sposób było się pogodzić, ale trudno było o znalezienie drogi, mogącej prowadzić do zrzucenia okowów niewoli. Będąc uczniem, włączył się w aktywność, formujących się w warunkach półkonspiracyjnych, duszpasterstw akademickich. Po maturze, zdanej w siedemnastym roku życia, ubiegał się o przyjęcie na Akademię Medyczną. W otchłani cierpienia, jaką była ówczesna Polska, zawód lekarza wydawał mu się najbardziej potrzebny. Los rzucił go jednak do Wrocławia, zniszczonego podobnie jak stolica, w którym ukończył uniwersytet, obronił doktorat z fizyki, założył rodzinę i wychowywał kilkoro dzieci.

W roku 1968 włączył się w akcje protestacyjne, których zarzewiem była obrona narodowej kultury, niezgoda na cenzurę i inne formy opresji. Wydarzenia marcowe we Wrocławiu, jak i w wielu innych miastach, nie były nacechowane znanymi ze stolicy rozgrywkami nomenklaturowych frakcji „chamów” i „żydów”. Strajkom studentów Wrocławia towarzyszyły manifestacje w wielkiej mierze złożone z robotników, uczniów i osób starszego pokolenia. Dla tych ludzi celem rewolty była walka o obywatelską wolność i niepodległość Polski. To samo miał na celu Kornel Morawiecki, wchodzący wówczas na ścieżkę łamania komunistycznego monopolu medialnego przez powielanie swoich pierwszych ulotnych druków. Kolejnymi akordami tej działalności była obrona relegowanych i więzionych, sprzeciw wobec interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji i zbrodni na Wybrzeżu w Grudniu 1970.

Inkubator inicjatyw opozycyjnych”

W latach siedemdziesiątych skromny kawałek ziemi pod lasem opodal podwrocławskiego Pęgowa, z wznoszonym na niej powoli drewnianym domem, stawał się mekką przyjaciół i znajomych ze środowisk zarówno naukowych, jak i chłopskich, ośrodkiem dyskusji i formowania patriotycznych inicjatyw. To tam w 1979 roku narodził się pomysł witania papieżabPolaka hasłem „Wiara i Niepodległość” we wszystkich miejscach jego spotkań z rodakami, do których tylko „grupa transparentowa” zdoła dotrzeć. Niemal w tym samym czasie, w oparciu o bywalców tego miejsca, zwanego „Kornelówką”, zaczęła się rozrastać siatka podziemnych drukarzy. Rygory konspiracji, zaczerpnięte przez Morawieckiego z AK-owskich doświadczeń własnego ojca, licznych kuzynów i wujków, przyniosły wielkie owoce. „Biuletyn Dolnośląski”, najważniejsze bezdebitowe pismo południowo-zachodniej Polski, pomimo permanentnych i kolosalnych zabiegów bezpieki, przez jedenaście lat ukazywało się z punktualnością szwajcarskiego zegarka. W Sierpniu 1980, wydrukowane w rekordowym nakładzie, wzywało do masowego przyłączania się do zainicjowanych na Wybrzeżu strajków. Drukarze i redaktorzy „Biudola” stali się zaczynem licznych kolejnych inicjatyw wydawniczych. Kornel Morawiecki i jego współpracownicy przekazywali innym swoje umiejętności z zakresu podziemnej poligrafii. Zalecali stosowanie technik niewymagających posiadania kosztownych urządzeń. Owocem tych działań był lawinowy wysyp podziemnych tytułów prasowych. W samym Wrocławiu do końca lat osiemdziesiątych pojawiło się ich blisko pół tysiąca.

Niepodległość nie tylko dla Polski

W Sierpniu 1980 Kornel Morawiecki po raz pierwszy musiał się ukrywać. W związku z wybuchem strajków SB zamykała w aresztach osoby, które mogłyby się przyczynić do eskalacji narodowego protestu. Poszukiwany przez komunistyczne służby Kornel przyczyniał się do tego najpierw drukując ulotki z informacjami o rozwoju wydarzeń i postulatami, potem wspomagając dolnośląskie centrum strajkowe na terenie wrocławskiej zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej. Natychmiast po podpisaniu Porozumień Gdańskich włączył się w budowę NSZZ Solidarność i w liczne działania, poszerzające zakres obywatelskich wolności. W stosunku do władz PRL zachowywał jednak sceptycyzm – nie tylko nie ujawnił swojej siatki tajnej poligrafii, ale dążąc do jak najlepszego jej zakonspirowania nieustannie ją rozbudowywał. Erupcję niezależnych od władz inicjatyw – związków zawodowych, studenckich, chłopskich, łamanie komunistycznej kontroli informacji – postrzegał jako szansę na zrzucenie zależności Polski od ZSRS. Zarazem uważał jednak, że wyzwolenie spod jarzma komunizmu należy się też innym krajom sowieckiego więzienia narodów. W wielkiej mierze dzięki niemu I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność ogłosił Posłanie do Ludzi Pracy Europy Wschodniej, wskazujące mieszkańcom Europy Środkowej i Wschodniej łączącą ich z Polakami wspólnotę losu i celu. Drukował też rosyjskojęzyczne gazetki, przeznaczone dla stacjonujących w naszym kraju żołnierzy armii sowieckiej, tłumaczących istotę zachodzących w Polsce wydarzeń. Przez reżim komunistyczny zostało to poczytane jako podważanie sojuszu z ZSRS, skutkiem czego jesienią 1981 Kornel Morawiecki został aresztowany. Uwolniono go dzięki solidarnej postawie dolnośląskich związkowców, którzy zagrozili strajkiem całego regionu. W natychmiast wszczętym procesie sądowym odpowiadał z wolnej stopy. Jako członek Komisji NSZZ Solidarność Związek wobec Zagrożeń Morawiecki zalecał przygotowania do działalności w warunkach otwartej konfrontacji z reżimem. Jak się wkrótce miało okazać – nikt w Polsce nie był do tej sytuacji przygotowany tak dobrze, jak siatka kierowanych przez niego konspiratorów.

O wyzwolenie z komunizmu przysięgam walczyć”

Pierwszą rzeczywistą strukturą solidarnościowego podziemia, która zaczęła działalność natychmiast po wprowadzeniu stanu wojennego, była wydawnicza i kolportażowa organizacja Kornela Morawieckiego. To za jej sprawą „Z Dnia na Dzień” zaczęło się ukazywać już od 14 grudnia 1981, trzy razy w tygodniu, by stać się pod każdym względem (ilości wydanych numerów, nakładu itd.) największym w Polsce podziemnym pismem lat osiemdziesiątych. Obok potęgi wydawniczej ludzie Morawieckiego uruchomili radiofonię, kontrwywiad i wielką ofertę wsparcia wszystkich walczących z sowiecką opresją. Tym sukcesom towarzyszyło jednak rozczarowanie brakiem jakiejkolwiek koncepcji walki w głównych kręgach liderów Solidarności. Storpedowali m.in. dążenie do ustanowienia ośrodka koordynującego zmagania w skali całego kraju, zainicjowane przez Eugeniusza Szumiejkę w postaci Ogólnopolskiego Komitetu Oporu. Wiosną 1982 ze strony opozycji zaczęły się pojawiać deklaracje gotowości do kompromisu, zresztą całkowicie zlekceważone przez reżim. Stanowisko Morawieckiego było do tych tendencji odwrotne. Uważał, że wprowadzenie stanu wojennego przekreśla władające Polską sowieckie marionetki jako podmiot jakiejkolwiek ugody, a nikczemny atak reżimu i rządy terroru wymagają postawienia jako cel całkowite obalenie panującego ustroju i pełną niepodległość. Można to było osiągnąć przez rozsadzenie Związku Sowieckiego, stąd utworzona w czerwcu 1982 Solidarność Walcząca zakładała rozszerzenie działalności również na teren innych krajów, zniewolonych przez ZSRS. Już w 1982 roku SW zaczęła wydawać „Nazory” – biuletyn w języku czeskim. W kolejnych latach organizacja Morawieckiego rozwinęła swą działalność nie tylko na wiele regionów Polski, ale pojawiła się także na Litwie, Ukrainie, w Gruzji i innych krajach.

Konspiracja o charakterze ofensywnym

Solidarność Walcząca rozwinęła się do rozmiarów największej politycznej organizacji polskiej opozycji. Nie tylko wykazała się wyjątkową odpornością na działania służb reżimu, ale też jako jedyna została przez reżim zdefiniowana jako konspiracja o charakterze ofensywnym. Biuro Studiów MSW oceniało, że organizacja Morawieckiego dysponuje możliwościami zadawania dotkliwych ciosów siłom reżimu a także – przenika jego najbardziej wrażliwe organy, działając także w łonie Służby Bezpieczeństwa. SW posiadała ogromne możliwości oddziaływania za pomocą prasy podziemnej (łącznie 147 tytułów), a jej radiofonia stanowiła wielokrotność wszystkich innych działających w kraju niezależnych stacji radiowych. Solidarność Walcząca była organizacją, wzbudzającą respekt reżimu a zarazem niewygodną dla wielu środowisk opozycji. Kornel Morawiecki i jego ludzie głośno bowiem artykułowali żądanie pełniej niepodległości i zniszczenia Związku Sowieckiego. Podnosiło to poprzeczkę narodowych celów i utrudniało zawieranie partykularnych kompromisów gremiom dążącym do ugody z reżimem. W szczególności tzw. lewicy laickiej i dysydentom, czyli kręgom wywodzącym się z komunistycznej nomenklatury (nieraz związanym z nią także rodzinnie) i dążącym do zawarcia dilu de facto często z bliskimi im partyjnymi towarzyszami. Przeszkodą w zawarciu kompromisu, gwarantującego bezkarność i zabezpieczenie wszystkich interesów „właścicieli Polski Ludowej”, była Solidarność Walcząca – dążąca do pełnej niepodległości i sprawiedliwego ładu wolnej Polski.

Przeszkoda na drodze do Ubekistanu

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych coraz częściej pojawiały się informacje o potajemnym kontaktowaniu się części opozycji z reżimem komunistycznym. Na przełomie roku 1986 i 1987 oferta zawarcia porozumienia została skierowana także do Solidarności Walczącej. Przedstawiciele reżimu proponowali dołączenie do politycznych, ekonomicznych, medialnych elit przyszłej Polski w zamian za rezygnację z jedynie paru celów programowych organizacji Kornela Morawieckiego. Przede wszystkim – porzucenie wszelkich działań i kontaktów na terenie Związku Sowieckiego. Oferta ta została w całości odrzucona. Morawiecki i jego współpracownicy propozycję tę rozumieli jako część dążeń do fasadowych przemian, zasadniczo nienaruszających imperialnych interesów Związku Sowieckiego. De facto to, co reżim proponował elitom opozycji, polegało na ich dokooptowaniu do gremiów reżimowych. W efekcie późniejsze przemiany miałyby charakter w dużej mierze fikcyjny – ceną uczestnictwa w sprawowaniu władzy byłaby bezkarność komunistycznej nomenklatury, przekształcającej się w finansową elitę kraju. Kornel Morawiecki i Solidarność Walcząca wykluczali jakikolwiek swój udział w takim modelu transformacji. Nawet, jeśli miałoby to oznaczać ich odejście w polityczny niebyt. Stanowili główną przeszkodę w transakcji reżimu z częścią opozycji. Władze dążyły więc do wyeliminowania Kornela Morawieckiego i jego organizacji. Po aresztowaniu przywódcy Solidarności Walczącej w listopadzie 1987 (a wkrótce potem jego zastępcy, Andrzeja Kołodzieja) reżim rozpoczął kampanię, mającą uwięzionych skompromitować jako rzekomych liderów związku terrorystycznego, a następnie wytoczyć im proces. Uzyskali w tym wsparcie liderów ugodowej opozycji, która przekonała Amnesty International do nieinterweniowania w sprawie Morawieckiego i Kołodzieja. Rzekomi druhowie z opozycji – uznali uwięzionych przedstawiali jako niegodnych zainteresowania… terrorystów! Ostatecznie komuniści wybrali wariant wyeliminowania Morawieckiego drogą podstępnej deportacji bez prawa powrotu do kraju. Kolejnym sposobem marginalizacji było udostępnienie pozyskanej części opozycji dostępu do mediów elektronicznych oraz udzielenie jej przywileju wydawania własnych tytułów prasowych, opatrzonych logiem Solidarności. Podobny precedens miał miejsce wyłącznie między sierpniem 1980 a grudniem 1981. Zaowocowało to masowym złudzeniem, że to rzekomo cała Solidarność autoryzuje uczciwość uruchamianych przemian. Nie ulegających temu złudzeniu aparat propagandy zaszczuwał obelgami (najczęściej miotana kalumnia brzmiała: „oszołom!”).

Wierny zasadom i niepodległościowym celom

Morawiecki powrócił z wygnania do ojczyzny nielegalnie w dniach, w których Wałęsa oficjalnie spotykał się z Kiszczakiem. Morawiecki, jak i jego organizacja, nadal był zwalczany przez SB (Sprawę Operacyjnego Rozpracowania „Ośmiornica” zawieszono dopiero w maju 1990). Od 1988 część Solidarności Walczącej działa też jawnie – za sprawą Klubu Myśli Politycznej „Wolni i Solidarni” oraz oficjalnych przedstawicieli. Także za ich pośrednictwem Morawiecki żądał ujawnienia ustaleń, zawieranych w Magdalence przez część opozycji z kierownictwem resortów siłowych i Biura Politycznego KC PZPR. Na zapowiedź kontynuacji ich obrad odpowiedział obszerną analizą pt. „Kanty okrągłego stołu”. Wskazywał na dokonujące się na kolosalną skalę uwłaszczenie nomenklatury. Doceniał ustawę Wilczka z grudnia 1988 roku, otwierającą możliwość niemal nieograniczonego prowadzenia działalności gospodarczej. Zwracał też jednak uwagę na to, że korzystają na niej przede wszystkim kręgi liderów partii komunistycznej, legalizując grabież najbardziej wartościowych przedsiębiorstw. Porozumienie, zawierane z częścią przywódców NSZZ Solidarność, stanowiło gwarancję przeprowadzania tych procesów bez otwartych protestów społeczeństwa.

Już w 1989 roku Morawiecki pisał, że przyjęty model transformacji ustrojowej zagwarantował komunistom nie tylko bezkarność, ale też przeobrażenie się w finansową elitę a nieuchronna kompromitacja ugodowej frakcji Solidarności może doprowadzić do legalnego już powrotu do władzy wczorajszych „właścicieli PRL-u”. Przestrogi Morawieckiego zakrzykiwane były jednak wspólnym atakiem reżimu i bratających się z nim lewicowych gremiów niegdysiejszej opozycji.

Skazywany na zapomnienie

W roku 1990 rosły już fortuny i kwitły polityczne kariery wczorajszych liderów Solidarności, teraz dokooptowanych do elit PRL-u, przepoczwarzającego się w III RP. W tym czasie Kornelowi Morawieckiemu odmówiono nawet powrotu do miejsca pracy, któr musiał opuścić w związku z koniecznością ukrywania się po wprowadzeniu stanu wojennego. Żeby zrozumieć siłę oddziaływania ówczesnych mediów elektronicznych należy przypomnieć sobie, że Polacy mieli wówczas dostęp jedynie do dwóch kanałów państwowej telewizji. W latach, w których kierowali nimi Jerzy Urban, a następnie Andrzej Drawicz, pozwolili na ich antenie wypowiadać się m.in. Konfederacji Polski Niepodległej i Januszowi Korwin-Mikkemu. Skutkiem tego KPN (pod względem rozmiaru działalności wielokrotnie mniejszy od Solidarności Walczącej), jak i stojący na czele malutkiej partii Korwin-Mikke – znaleźli się wśród posłów na Sejm. Dla Morawieckiego i jego ludzi nadszedł natomiast długi czas zamilczania, marginalizacji, okradania z historycznego dorobku.

Na łamach ciągle wydawanej prasy, mającej jednak niewielki zasięg, przewodniczący Solidarności Walczącej (od 1990 także Partii Wolności) ostrzegał przed zagrożeniami, w których pogrążyć się może Polska. Jako pierwszy opublikował ustaloną na polecenie rządu Jana Olszewskiego listę agentów wśród posłów, senatorów i ministrów. Nie ustawał w kierowanych apelach do Lecha Wałęsy, by przyznał się do swojej działalności w charakterze tajnego współpracownika SB. Zwracał uwagę na to, że nierozliczona agenturalność najważniejszych osób w państwie stanowi zagrożenie dla interesów Polski, a nawet dla jej niepodległości. Wskazywał, że tzw. prywatyzacja ma charakter grabieżczy, a często likwidacyjny, prowadzący do nędzy milionów bezrobotnych, demograficznej zapaści, wydrenowania narodowych zasobów i podporządkowania naszego kraju cudzym interesom.

Niosę Ciebie, Polsko…”

Po kilkunastu latach gorzkich polskich rozczarowań, następstwem których było zwycięstwo postkomunistów w wyborach prezydenckich z roku 1995 i 2000 oraz parlamentarnych w 2001, coraz większa część Polaków dochodziła do wniosków zbieżnych z przewidywaniami Kornela Morawieckiego. Wraz z rozpoczęciem rzeczywistej działalności przez Instytut Pamięci Narodowej zaczęła się też przebijać prawda o dorobku przewodniczącego Solidarności Walczącej – twórcy największej niepodległościowej organizacji lat osiemdziesiątych. Niegdyś wykpiwane cele, stawiane przez Morawieckiego, po latach okazały się racjonalne i oczywiste. Ujawniane dokumenty aparatu represji zaś dowodzą, że formy działalności Solidarności Walczącej były dla reżimu najgroźniejsze i że w wielkiej mierze to one torowały drogę do wolności.

Ukoronowaniem działalności Kornela Morawieckiego było objęcie w roku 2015 godności Marszałka Seniora Sejmu RP. W przemówieniu, otwierającym VIII kadencję Sejmu przewodniczący SW przedstawił listę stojących przed Polską zadań, m.in. skończenia z szalejącym bezprawiem, umocnienie ciągle zagrożonego państwa i zmianę konstytucji na odpowiadającą polskiej tradycji a zarazem wyzwaniom XXI wieku. Celom tym poświęcił cztery lata sejmowej pracy, które okazały się też czterema ostatnimi latami jego życia.

Doprowadzenie do ich urzeczywistnienia jest dziś zadaniem, przekazanym nam w testamencie tego Ojca Współczesnej Polskiej Niepodległości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here