Problem wynika z błędnych rozwiązań systemowych, a nie zbyt skromnego finansowania, dlatego niczego nie zmieni licytowanie się, kto da więcej na oświatę, kto kupi więcej multimedialnych tablic ani kto załatwi więcej rzutników do wyświetlania powerpointowych prezentacji. Potrzeba nowej koncepcji szkolnictwa.

Kiedy nauka jest skuteczna

Miarą sprawności systemu edukacji jest jego zdolność do dostarczania potrzebnej wiedzy w sposób skuteczny, szybki i tani. Znamienne, że nie poświęca się tym kwestiom dostatecznej uwagi. W systemie liczy się przede wszystkim realizacja podstawy programowej, a nie faktyczna wiedza ucznia. i jej przydatność. Raczej nie zastanawia się, co zrobić, żeby rezultaty nauczania zwiększyć np. czterokrotnie. Dzięki temu uczeń mógłby: a) cztery razy szybciej zakończyć proces kształcenia, b) przyswoić sobie w szkole cztery razy większy zakres materiału. Uzyskanie takiej progresji w zdobywaniu wiedzy nie jest fantasmagorią. W odpowiednich warunkach proces nauczania szybko nabiera tempa. Żeby tak się jednak stało, muszą być wypełnione trzy warunki: uczeń musi chcieć się uczyć, uczeń musi mieć czas, żeby się uczyć i wreszcie uczeń musi uzyskać dostęp do kogoś, kto mu tę wiedzę przekaże w przystępny sposób.

Chęć do nauki i atrakcyjne przekazywanie wiedzy

Jedynie niewielki odsetek nauczycieli to jednostki wybitne, reszta jest tylko dobra, średnia albo wręcz mierna (podobne proporcje są w każdym zawodzie). Biorąc pod uwagę, że postępy uczniów zależą od zdolności osób przekazujących im wiedzę, to statystyczny uczeń jest skazany na niesatysfakcjonujące efekty nauki. Mało prawdopodobne, trafi pod skrzydła nauczyciela-mistrza. Żeby uwolnić swój potencjał, uczeń potrzebuje kontaktu z nauczycielami, którzy nie tylko mają szeroką wiedzę, ale też potrafią ją przekazywać w przystępny sposób i porwać słuchaczy pasjonującym wykładem. Bez fascynacji daną dziedziną wiedzy nie można liczyć na pożądane efekty.

Tymczasem Internet daje możliwość, by każdy, absolutnie każdy, mógł się uczyć u nauczyciela-mistrza, geniusza w swoim fachu. Teoretycznie wystarczy sfilmować lekcję jednego wykładowcy matematyki i udostępnić je w internecie, aby nauczyć całą Polskę sprawnego rachowania. Zresztą już teraz są twórcy internetowych kursów, z których korzystają setki tysięcy osób. A ilu studentów może nauczyć zwykły (stacjonarny) wykładowca? W tym kontekście rola nauczyciela mającego fizyczny kontakt z uczniem też wymaga zmiany. Po pierwsze w dobie Internetu trzeba zachęcić uczniów do czerpania inspiracji z różnych źródeł rozwijania nowych kompetencji. Po drugie trzeba zmienić sposoby bezpośredniego nauczania. Dobry nauczyciel powinien nakłaniać podopiecznych aby używali nowo zdobytą wiedzę do rozwiązywania problemów w realnym świecie. Może na przykład polecić licealistom, aby w oparciu o równania Talesa ustalić, na jakiej wysokości trzeba zamontować panele słoneczne, aby nie zasłaniały ich drzewa rosnące przy budynku szkoły. Inaczej przekazywana wiedza wyda się uczniom abstrakcyjna, niezrozumiała, nieprzydatna i w efekcie nie zostanie przez nich przyswojona. Wykłady przez Internet z całą pewnością nie zastąpią kontaktów z otoczeniem. Wreszcie są też przedmioty, które wymagają fizycznego kontaktu, np. ćwiczenia laboratoryjne na chemicznych odczynnikach, majsterkowanie, zajęcia z wychowania fizycznego. Dla uczniów szkoły podstawowej nauczyciel jest także opiekunem i wychowawcą Przygotowuje ich do samodzielnego przyswajania wiedzy, wpaja im nawyki samodyscypliny i pracowitości. Krótko mówiąc Staromodne kształtowanie charakteru wychowanka nie straciło znaczenia w nowym modelu szkolnictwa.

Czas nauki

Uczenie się i nauczanie wymaga czasu. W dobie mediów społecznościowych, komunikatorów, gier, „netflixów” czas staje się szczególnie rzadkim zasobem. Niestety nieodnawialnym. Zmarnowanej chwili nie sposób odzyskać. Problem źle wykorzystanego czasu i rozproszonej uwagi u młodzieży dostrzeżono już we Francji. Wprowadzono tam zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach. Jest to jednak półśrodek. Należy przyjąć do wiadomości, że „rekreacyjne” korzystanie z komputera, smartfonu, Internetu jest uzależniające na równi z piciem alkoholu czy paleniem papierosów. Mając to na uwadze, trzeba pomyśleć o wprowadzeniu rozwiązań analogicznych do handlu alkoholem, tj. zakazać osobom niepełnoletnim dostępu do Internetu oraz urządzeń elektronicznych w celach rozrywkowych oraz przeprowadzić odpowiednie akcje uświadamiające. Zakaz mógłby być skuteczny, gdyby rodzice chcieli go zastosować wobec swoich pociech. Państwo powinno udostępnić rodzicom programy pozwalające chronić dzieci przed cyfrowymi nałogami i marnowaniem czasu. Pomocne byłyby odpowiednio skonfigurowane telefony z funkcjonalnością ograniczoną wyłącznie do przeglądania określonej grupy stron internetowych (przede wszystkim o profilu edukacyjnym), prowadzenia rozmów telefonicznych, wysyłania niewielkiej liczby smsów oraz używania aplikacji bez gier.

Systemowe rozwiązania

Należy jak najszybciej docenić tych, którzy dobrze uczą Polaków i ukrócić działalność szalbierzy pozorujących nauczanie. W tym celu warto wykorzystać pomysł Miltona Friedmana, aby wręczać obywatelom bony edukacyjne uprawniające do bezpłatnego korzystania z usług edukacyjnych do określonej wartości pieniężnej. Dzięki temu szkoły zaczną rywalizować, by jakością nauczania przyciągnąć do siebie uczniów. Żeby to jednak było możliwe, szkoły muszą mieć pełną swobodę działania. Trzeba więc zdjąć z nich obowiązek realizowania centralnie ustalanych programów nauczania.. Niech szkoły same decydują, czego i jak będą uczyć. Jeśli źle to zrobią to nikt nie będzie chciał się kształcić. Jeśli zrobią to dobrze będą musiały rozbudowywać swoje placówki i zakładać filie, żeby pomieścić tłumy chętnych.

Naturalnie powstaną też szkoły o podwyższonym standardzie z czesnym przekraczającym wartość bonu edukacyjnego i tam rodzice będą zmuszeni dopłacać z własnych pieniędzy. Z powstaną prawdziwie elitarne szkoły grupujące nie tylko najbogatszych, ale i najzdolniejszych (bogate szkoły, aby utrzymać najwyższy poziom nauczania, ufundują stypendia dla utalentowanych uczniów). Kiedy powstanie impuls do doskonalenia się, nawet gorsze szkoły zaczną się poprawiać. Chociaż teraz są pierwszorzędne, drugorzędne, prywatne i państwowe szkoły, nie przeprowadza się selekcji, tzn. promowania tego, co lepsze i eliminowania tego, co gorsze.

Bezpieczniki

Konieczne jest także wprowadzenie pewnych zabezpieczeń przed nadużyciami:

1. Określenie minimalnego i obiektywnie weryfikowalnego poziomu osiągnięć ucznia w danym wieku (np. uczeń ostatniej klasy szkoły podstawowej musi umieć: czytać, piać, wykonywać proste rachunki, komunikować się w języku obcym na podstawowym poziomie etc.).

2. Udostępnienie zainteresowanym podmiotom opracowanego przez ministerstwo edukacji wzorcowego programu nauczania, na podstawie którego szkoły stworzą własne programy. W takim wzorcowym programie powinny pojawić się owe cele nauczania, ze szczególnym uwzględnieniem zdobywania konkretnych, pożytecznych umiejętności. Warto też zadać kilka pytań. Dlaczego na zajęciach technicznych nie uczy się młodzieży umiejętności przydatnych w życiu dorosłym, np. przepychania zatkanych rur odpływowych oraz podłączania gniazdek elektrycznych do instalacji elektrycznej? Dlaczego nie wytwarza się ławek do siedzenia? Czy na lekcjach historii zamiast odpytywać uczniów z dat, nie lepiej byłoby pokazać im, jakie mechanizmy decydowały o wydarzeniach w przeszłości? Może zagłębić się „Wojnę peloponeską” Tukidydesa albo w pamiętniki Juliusza Cezara, a potem poszukać ewentualnych analogii do czasów nam bliższych? Czy język polski musi oznaczać analizę setek lektur i wierszy? A może lepiej ograniczyć ich liczbę i położyć nacisk na retorykę, umiejętność argumentowania, negocjowania, pisania SAMEMU książki/bloga, czyli posługiwać się słowem i piórem w praktyce. Czynie dałoby się zorganizować zawodów w konstruowaniu minikatapult, a potem strzelać z nich do celu w oparciu o matematyczno-fizyczne wyliczenia, zamiast rozpisywać na tablicy abstrakcyjne wzory z fizyki? Naprawdę przy odrobinie fantazji można bez trudu przykuć uwagę uczniów.

3. Przeprowadzanie ogólnokrajowych egzaminów sprawdzających wiedzę uczniów poszczególnych szkół i następnie udostępnianie statystycznych zestawień wyników oraz zakodowanych prac indywidualnych uczniów, aby zainteresowani podjęciem nauki mogli określić faktyczny poziom dydaktyczny szkół. W erze ogromnych zbiorów danych (tzw. Big Data) warto rozważyć stworzenie systemu informacji obejmującego zagregowane dane o dalszych etapach kształcenia absolwentów, tj. na jakie uniwersytety i kierunki zostali przyjęci, ile zarabiają etc. Dzięki temu przyszli uczniowie będą wybierać szkoły nie w oparciu o marketingowe hasła czy przeczucia, ale na bazie konkretnych danych.

Edukacja internetowa

O ile system stacjonarny powinien dążyć do wykształcenia elit, to system kształcenia przez Internet może, a nawet musi być całkowicie egalitarny. Każdy obywatel po zarejestrowaniu się w portalu edukacyjnym może mieć dostęp do najcenniejszej wiedzy niezależnie od swojej zamożności. Państwo powinno wynagradzać prowadzących kursy internetowe w zależności od liczby uczestników zajęć, czasu korzystania z nagranych lekcji oraz opinii użytkowników. Najlepsi nauczyciele wykładający w internetowym serwisie edukacyjnym powinni zarabiać nawet milionowe stawki. Zasługują na finansowe uznanie, skoro potrafią wykształcić dziesiątki tysięcy młodych ludzi na poziomie nieosiągalnym w inny sposób. Po wielokroć korzystniejsze dla społeczeństwa jest docenienie genialnego nauczyciela niż obsypywanie bogactwami jakiegoś aktora, piosenkarza, vlogera. Oby jak najwięcej nauczycieli-mistrzów jeździło porsche i nagrywało lekcje z własnego jachtu. Żeby zapewnić obywatelom dostęp do najlepszych kursów, warto nawiązać kontakt z już istniejącymi międzynarodowymi serwisami internetowymi o profilu edukacyjnym w rodzaju Udacity, Coursera, Udemy, EdX oraz szkołami wyższymi (Harvard, MIT etc.) udostępniającymi wykłady online, a następnie za ich zgodą przygotować spolszczone wersje nagrań, które na koniec znalazłyby się w ofercie naszego krajowego serwisu edukacyjnego.

Dodatkowe uwagi

Uzasadnione wydaje się wprowadzenie obowiązku zwrotu kosztów edukacji przez osoby, które zakończyły edukację i wyjechały z kraju. Celem takiego rozwiązania byłoby odzyskanie środków wydanych na ich kształcenie. Comiesięczna kwota spłaty mogłaby być zbyt obciążająca dla spłacającego, powinna też zależeć od intensywności korzystania z systemu stacjonarnej oświaty. Można też uwzględnić rekompensatę (przez zwiększenie kwoty wolnej od podatku) oraz ewentualne zawieszenie w przypadku choroby czy utraty pracy. Kwota spłaty rosłaby, gdyby dłużnik nie rozliczał podatku dochodowego w Polsce. To być może zniechęcałoby ludzi do opuszczania naszego kraju.

Uczniów po zakończeniu edukacji w szkole podstawowej powinno się zachęcać do podjęcia pracy, aby realnie ocenili swoje możliwości i poczuli potrzebę podniesienia kwalifikacji.

Niedorozwinięte szkolnictwo nie tylko ogranicza perspektywy rozwoju państwa, ale przede wszystkim odbiera każdemu obywatelowi z osobna prawo do lepszej, dostatniej przyszłości. Na ogół robotnik posługujący się tylko łopatą zarabia mniej niż robotnik sterujący koparką, pracownik biurowy posługujący się tylko edytorem tekstu zarabia mniej niż specjalista, który zna się na programowaniu, pomocnik, który cały dzień myje próbówki, zarabia mniej od naukowca potrafiącego dokonywać rekombinacji DNA. Różnice w wynagrodzeniach wynikają z tego, że osoba o wyższych kompetencjach potrafi pracować lepiej.

Musimy zbudować system edukacji, który pozwoli naszym obywatelom obsługiwać koparkę, programować, rekombinować DNA, a nie machać łopatą.

632 KOMENTARZE

  1. It’s the best time to make some plans for the longer term and
    it is time to be happy. I have learn this publish and if I
    could I wish to recommend you some attention-grabbing issues or tips.
    Maybe you can write next articles relating to this article.
    I desire to learn more issues approximately it!

  2. I have been browsing online more than 4 hours today, yet I never found any interesting article like yours.
    It’s pretty worth enough for me. In my opinion, if all
    site owners and bloggers made good content as you did, the
    internet will be much more useful than ever before.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here