Uzyskamy tam tyle miedzi, cennego palladu i niklu. Kanadyjskie złoże, jest niezwykle atrakcyjne. Zawiera aż ok. 14 mln ton rudy! Aby je wyeksploatować, trzeba zbudować dwa szyby. Tym wszystkim zachwycony jest obecny prezes KGHM i krajowe media kibicujące tej sprawie. Tu trzeba zauważyć jeszcze jedną kluczową specjalność zwolenników różnych atrakcyjnych przedsięwzięć tej firmy. Jest nią pomijanie informacji finansowych. Ile to będzie kosztować? Jaki będzie zysk jednostkowy? Choćby tak elementarny wskaźnik jak C1, czyli koszt w dolarach wyprodukowania jednego funta miedzi.

Na tej podstawie liczy się zwrot nakładów inwestycyjnych. Jeżeli koszty inwestycyjne są znacznie wyższe od przyszłych zysków, to cała ta inwestycja staje się nieopłacalna, mimo że medialnie zyski są łatwe, atrakcyjne i pewne. KGHM stosuje zasadę, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają – oni je mają. Tyle tylko, że ci brytyjscy dżentelmeni są coraz biedniejsi, a najczęściej przybierają pozę bo nie mają żadnego zaplecza finansowego. KGHM zmierza do tego celu, ale jak mówi angielskie przysłowie „nikomu nie można odebrać prawa do samobójstwa”.

Kanadyjskie koncesje w Polsce

Opublikowane 29.02.2020 stanowisko Ministerstwa Klimatu w sprawie koncesji na poszukiwania złóż rud miedzi, wydaje się, że ostatecznie kończy spór o ich przyznawanie. KGHM posiada trzy nowe koncesje, a Kanadyjczycy – 6 (Zielona Góra Copper – 3, Leszno Copper – 2, Wilcza Copper – 1). Trudno powiedzieć, czy są one porównywalne, bo ministerstwo nie ujawnia szczegółów. Prawdopodobnie Kanadyjczycy dostali dwa razy więcej od KGHM. Dlaczego?

Dzieje się tak przede wszystkim z powodu bardzo poważnych zaniedbań w przeszłości, które Kanadyjczycy wykorzystali. Trzeba zaliczyć do nich to, że KGHM nie wykazywał szerszego zainteresowania koncesjami na całym złożu. O ich przyznanie należało ubiegać się przez całe minione 25 lat, czyli od chwili zmian ustrojowych w 1989 r. Nie czyniono tego, bo wszystkim wydawało się, że to, co KGHM dotychczas osiągnął wystarczy mu na następne dziesięciolecia. Otrzeźwienie w tej sprawie nastąpiło dopiero ok. 10 lat po odejściu prof. Stanisława Speczika ze stanowiska prezesa KGHM. Ten niewątpliwy ekspert od geologii złóż rud miedzi swoje usługi w tej sprawie zapewne nie za darmo, powierzył kanadyjskim firmom. Te zaś pod jego kierunkiem szybko zdobyły przewagę organizacyjną, prawną i rzeczową, co zakończyło się przyznaniem im koncesji, na podstawie których firmy te będą mogły stać się konkurentem KGHM na jego własnym złożu. Kto w tej sprawie zawinił? Przede wszystkim sam KGHM, ale o tym mówić nie wolno, bo tworzy się zły obraz naszego górniczo-hutniczego giganta.

Zapomniana koncesja KGHM

Około 60 km na południowy zachód od Lubina znajduje się zatopiona w 2001 r. kopania rud miedzi „Konrad” k/ Bolesławca. Zachowała się tu podstawowa infrastruktura w postaci dwóch szybów, dróg i linii kolejowych. Zasoby geologiczne związanego z tą kopalnią złoża wynoszą ok. 100 mln ton rudy z zawartością ok. 1,4 mln ton miedzi oraz ok. 2 tys. ton srebra, co dokumentuje Ministerstwo Klimatu w corocznie sporządzanym „Bilansie zasobów złóż kopalin Polsce”. Jednym z argumentów braku zainteresowana tym złożem jest ta odległość 60 km, co utrudnia zarządzaniem kopalnią. Odległe o tysiące kilometrów kanadyjsko-chilijskie kopalnie nie sprawiają takich trudności! Problemem jest tu też niski statut krajowych partnerów KGHM, jakimi są wójtowie, i burmistrzowie reprezentujący tamtejsze władze.

Kanadyjskie i inne inwestycje zagraniczne KGHM

Obecnie inwestycja KGHM w kanadyjską kopalnię Victoria posiada znacznie gorsze parametry złożowe, aniżeli jej krajowa alternatywa w Iwinach pod nazwą ZG „Konrad”. Jej zasoby kanadyjskiej „Victorii” są ok. 7 razy mniejsze, a zawartość miedzi jest ponad 7 razy mniejsza (14 mln rudy – o zawartości ok. 2,5 proc. Cu, Ni i Pt)! Wartościowo z eksploatacji złoża Victoria można uzyskać co najwyżej ok. 1,5 mld USD, podczas gdy z kopalni „Konrad” – odpowiednio ok. 6 mld USD! Porównując wszystkie inne zalety tego mikroskopijnego złoża, to daleko im do wartości złóż towarzyszących kopalni „Konrad”. Wszyscy od dawna o tym wiedzą. Dlaczego zatem preferują gorsze zagraniczne rozwiązania, a pomijają znacznie lepsze krajowe pod tym względem możliwości?

Bo tam jest międzynarodowy splendor, który nie istnieje w rejonie Bolesławca. Zagraniczne diety, zarobki i koneksje nijak się mają do krajowych pod tym względem możliwości. Kolejni prezesi KGHM pragną zaistnieć na międzynarodowych rynkach górniczych nie zważając na związane z tym koszty. Afrykańska inwestycja lat 90-tych ubiegłego wieku w złoże „Kimpe” przyniosła blisko 100 mln USD strat. Twierdzono, że za doświadczenie trzeba płacić, a KGHM na to stać! Potem chilijska inwestycja zamknęła się wydatkami liczonymi w miliardach USD. Jej kontynuacja, w sytuacji, jak wszystko dobrze pójdzie, ma szansę na zwrot poniesionych nakładów w okolicach 25 lat! Nawet górnicze z reguły długookresowe inwestycje obliczane są na 10-15 lat zwrotu kosztów.

Swego nie znacie…

Zarówno zaniedbania KGHM w pozyskiwanie koncesji na własnym złożu, jak i rozmyślne pomijanie korzystnych inwestycji ze złóż krajowych oraz zapatrzenie się w zagraniczne splendory za poetą można skwitować znanym powiedzeniem:

Cudze chwalicie/ Swego nie znacie/ Sami nie wiecie/ Co posiadacie…”

15 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here