Dlaczego zatem Putin, który tak stanowczo domagał się zniszczenia, konkurencyjnego dla rosyjskiej ropy, amerykańskiego przemysłu naftowego, teraz nagle zrezygnował z tego postulatu, biorąc na Rosję wszystkie negatywne skutki tej rezygnacji? Okazuje się, że jeszcze przed ostatnim porozumieniem OPEC+, prezydent Donald Trump z własnej inicjatywy trzykrotnie rozmawiał z Putinem przez telefon. W wyniku tych rozmów zostało zawarte wspomniane wyżej niekorzystne dla Rosji porozumienie krajów wydobywających ropę naftową OPEC+. Z góry trzeba zaznaczyć, że ten komentarz tylko w niewielkim stopniu wyjaśnia kulisy tego telefonicznego porozumienia nazywanego teraz „dyplomacją telefoniczną”. Jak wynika z rosyjskiej interpretacji tych wydarzeń, ich inicjatorem był Donald Trump, dla którego priorytetem jest powtórna elekcja na stanowisko prezydenta. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że arabsko-rosyjska wojna o ceny ropy naftowej była medialnym blefem. Było dokładnie odwrotnie. Zresztą każdy spostrzegawczy obserwator już tylko z zamieszczanych fotografii ze spotkań księcia koronnego Mohammada bin Salmana, zwanego także MbS, MBS lub M.B.S., ur. 31 sierpnia 1985 w Rijadzie) i następcy tronu Arabii Saudyjskiej z Putinem , dostrzeże ich pełne wzajemnego zaufania gesty i spojrzenia. Okazuje się, że zarówno Rosja, jak i Arabia Saudyjska były zainteresowane usunięciem z rynku konkurencyjnego dla nich amerykańskiego łupkowego przemysły ropy naftowej. Sprzyjały temu niskie jej ceny spowodowane zalewaniem rynku przez obu kluczowych jej producentów. Cena ta w granicach ok. 20 USD za baryłkę od ponad miesiąca rujnowała łupkowe wydobycie ropy naftowej w USA. Jej właściciele przybyli do prezydenta Trumpa i zażądali jego interwencji w celu ich podniesienia w celu uzyskania rentowności w wydobyciu ropy naftowej z łupków. Prezydent nie była w stanie zignorować tego żądania, gdyż sektor ropy naftowej w USA, jest jednym z najpotężniejszych działów amerykańskiej gospodarki. Tradycyjnie jego wsparcie finansowe decyduje o wyborach kolejnych prezydentów w USA.

Najpierw poradzono sobie z Arabią Saudyjską, co było stosunkowo prostym zabiegiem dyplomatycznym. Otóż, księciu koronnemu, w mniej lub bardziej zawoalowany sposób sam prezydent i jego sekretarz stanu, przypomnieli, jak skończyli iracki Hussain i libijski Kadafi, kiedy usiłowali stwarzać USA trudności na rynku ropy naftowej. Książę natychmiast podjął starania i naciski na Rosję w sprawie porozumienia. Metoda ta, nie była jednak skuteczna w stosunku do Rosji. Dlatego Donald Trump pierwszy zadzwonił do Putina.

Co obiecał Putinowi w zamian za odstąpienie od jego dotychczasowej polityki, nie zostało ujawnione. Podkreśla się jednak, że amerykańska inicjatywa porozumienia z Rosją, tym razem będzie wsparta przez wszystkie siły polityczne USA. Dzięki temu porozumieniu Rosja ratuje dziesiątki, a nawet setki tysięcy miejsc pracy w kluczowym dla USA łupkowym przemyśle wydobycia ropy naftowej. Nikt w USA o zdrowych zmysłach nie odważy się wystąpić przeciwko temu porozumieniu, nie narażając się multimilionerom bogacącym się na tym interesie w USA. Okazuje się, że trudna sytuacja gospodarcza Rosji również sprzyja temu porozumieniu. Putin chce jak najszybciej odzyskać swobodę na globalnym rynku z pominięciem amerykańskich sankcji. Te zaś, choćby nawet formalne nie zniesione, praktycznie zapewne od czasu tego porozumienia nie będą respektowane. I o to zapewne chodzi Rosji w tej sprawie.

Na koniec można zauważyć, że cała ta „telefoniczna dyplomacja” polega na zauważonej już przez Boya Żeleńskiego wzajemnej zależności określonej do dziś aktualnym powiedzeniem, że „z tym najwiekiszy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here