Gdy kupujemy produkt firmy polskiej, pieniądze zostają w kraju i wzmacniają nasz gotówkowy krwiobieg. Gdy kupujemy towar z zagranicy, duża część zysków, zostaje wytransferowana gdzie indziej i wzmacnia inne rynki. Jakiej wielkości są to kwoty?

Firma audytorska Grant Thornton przedstawiła wyliczenia, jaka część z każdej złotówki wydanej na polskie i zagraniczne produkty zostaje w naszym kraju. Okazuje się, że jeśli wybierzemy produkt, który wyprodukowała firma zagraniczna za granicą, to z każdej złotówki wydanej na jej produkty w Polsce zostaje tylko 25 groszy. Z kolei jeśli kupimy produkt wyprodukowany w Polsce przez polską firmę, to już 79 groszy. Zostaje w naszym kraju. Te pieniądze zostaną wydane na produkty i usługi w Polsce i będą napędzały nasz wzrost gospodarczy.

Patriotyzm konsumpcyjny prowadzi nie tylko do rozwoju rynku i gospodarki, ale również do wzrostu innowacyjności. Jak to możliwe? Wyjaśnijmy na początku co to jest innowacja.

Innowacja kojarzy się przeciętnemu człowiekowi z wielkimi koncernami takimi jak: Google, Microsoft Apple… I z wielkimi nazwiskami wielkich innowatorów: Linus Torvalds, Steve Jobs, Bill Gates. Innowację często myli się ze słowem „wynalazek”, co jest interpretacyjnym błędem. Termin innowacja został wprowadzony do gospodarki przez Josepha Schumpetera, według którego jest to:

1. Wprowadzenie nowego produktu, z jakim konsumenci nie mieli jeszcze do czynienia, lub nadanie nowych cech produktowi.

2. Wprowadzenie nowej metody produkcji jeszcze praktycznie niewypróbowanej w danej dziedzinie przemysłu.

3. Otwarcie nowego rynku, czyli takiego, na którym dany rodzaj krajowego przemysłu uprzednio nie działał i to bez względu na to, czy rynek istniał wcześniej, czy nie.

4. Zdobycie nowego źródła surowców lub półfabrykatów niezależnie od tego, czy źródło to już istniało, czy też musiało być dopiero stworzone.

5. Wprowadzenie nowej struktury organizacji jakiegoś przemysłu, np. stworzenie monopolu bądź jego złamanie.

Wyraźnie widać, że bez własnych firm, naukowców i inżynierów, zatrudnionych w polskich firmach, trudno zbudować innowacyjną gospodarkę. Zawsze będziemy klientem lub montownią. Dlatego warto wspierać własnych przedsiębiorców, bo tylko oni mogą zagwarantować rozwój technologiczny. A jak zbudować swój innowacyjny przemysł produkcyjny? Odpowiedź jest prosta. Można to zrobić tylko dzięki sprawnemu państwu i konsumentom.

Dzisiaj największe sieci handlowe w Polsce, które zbyt mało uwagi poświęcają polskim produktom, szczególnie spożywcze, w większości należą do zagranicznego kapitału. Polska jest dużym producentem zdrowej, bardzo dobrej jakościowo i niedrogiej żywności. Mamy wyspecjalizowane służby, które pilnują jej bezpieczeństwa, takie jak Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcja Weterynaryjna, Inspekcja Sanitarna czy Inspekcja Artykułów Rolno-Spożywczych. Dla tych produktów jesteśmy 37 milionowym rynkiem zbytu i to my dokonujemy wyboru przy sklepowych półkach. To od nas zależy, czy wybierając polskie produkty, pomagamy polskim rolnikom i przedsiębiorcom.

Patriotyzm ekonomiczny to oczywiście nie tylko wybieranie za każdym razem tylko polskich towarów. Polskie produkty należy wybierać wtedy, kiedy wiemy, że są one dobrej jakości i spełniają nasze oczekiwania. Chodzi o mądre wspieranie polskich firm. Jeśli będziemy kupować tylko polskie produkty, także słabej jakości, to zaszkodzimy naszej gospodarce. W ten sposób utrzymamy na rynku towary, które powinny z niego zniknąć.

Wspieranie polskich producentów nie jest łatwe. W ostatnim okresie UOKiK wziął pod lupę ziemniaki, jabłka, cebulę, kapustę, marchew sprzedawaną w sieci Biedronka. Produkty oznaczone jako „polskie” nie były polskie. Ziemniaki – sprzedawane po promocyjnej cenie – były niemieckie. Marchew pochodziła z Belgii i Holandii, ogórki szklarniowe wyrosły na Ukrainie, a kapusta włoska przyjechała z Francji. Błędnie oznakowana była co piąta partia warzyw i owoców, a podpisana jako rzekomo krajowa co dziesiąta. Czy wysokie kary zatrzymają te praktyki?

Po tym przypadku widać wyraźnie, że wiara w „niewidzialną” rękę rynku jest złudna. Współczesny kapitalizm potrafi wypromować poprzez działania marketingowe każdy produkt i to wcale nie najlepszy. Po prostu najlepiej się sprzedają produkty dobrze rozreklamowane, a reklama kosztuje. I tak powstaje błędne koło. Żeby dużo sprzedawać – trzeba robić dobry i duży marketing. Żeby robić taki marketing – trzeba mieć ogromne pieniądze. Żeby mieć pieniądze – trzeba dużo sprzedawać.

W ostatecznym rachunku to my, konsumenci, decydujemy kto te pieniądze dostanie. Kto będzie się rozwijał, a kto nie. Codziennie w sklepach dokonujemy takiego wyboru.

#KOD590

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here