Po wypowiedzeniu przez komunistów wojny Polakom od razu stanął się na pierwszej linii frontu. Był już doświadczonym drukarzem i miał sprzęt, na którym powielał nie tylko ulotki, ale arkusze całych książek. Wraz z Arturem Nieszczerzewiczem i Markiem Marciniakiem założył organizację o nazwie „Piłsudczycy”. 10 lutego 1982 tych trzech nastolatków pod nosem Komendy Głównej MO dokonało brawurowej akcji: oblali farbą i obrzucili butelkami z benzyną pomnik Feliksa Dzierżyńskiego. Widok płonącego jak pochodnia posągu bolszewickiego ludobójcy wywołał szerokie zainteresowanie.

3 marca gdy Emil był zajęty drukiem, do drzwi zaczęła się dobijać SB. Mieszkanie znajdowało się na trzynastym piętrze ale próbował uciekać. Wyszedł przez okno, trzymając się piorunochronu, starał się zejść na któryś z balkonów niższych kondygnacji. Zrezygnował, kiedy esbecy, wychylający się z okien i stojący pod blokiem, zaczęli mierzyć do niego z pistoletów i z cynicznym śmiechem głośno dyskutować, czy lepiej uciekającego odstrzelić, czy poczekać aż sam odpadnie od ściany. Po przewiezieniu na SB natychmiast zaczęło się bardzo brutalne śledztwo. Torturami wymuszano na Emilu przyznanie się nie tylko do działalności antypaństwowej, ale także do aktów terroru, konstruowania bomb i zabicia milicjanta. Żądano podania nazwisk współpracowników – nie wymienił żadnego. W szybkim „wojennym” trybie prokuratura sporządziła akt oskarżenia, złożony z najpoważniejszych zarzutów.

Łaskawość PRL-owskiego sądu

Proces ruszył już w marcu, do sali sądowej udało się dostać także grupie zagranicznych dziennikarzy. Kiedy udzielono głosu oskarżonemu, powiedział, że wszystkie jego zeznania były wymuszane biciem i innymi formami przemocy. Na pytanie o nazwiska osób, do których odnoszą się jego zarzuty, odpowiedział: „Ci panowie, kiedy biją, nie przedstawiają się, ale gotów jestem w każdej chwili ich rozpoznać”. Sąd zakończył rozprawę, wyznaczając następną dopiero na 17 czerwca. Wówczas mieli być także sądzeni inni członkowie organizacji. Wtedy też miał być podjęty wątek traktowania szesnastolatka w czasie pobytu w areszcie i przesłuchiwania przez SB. Sąd podjął też decyzję, że do następnej rozprawy oskarżony będzie przebywał będzie na wolności. Jak się wkrótce miało okazać – decyzja o uwolnieniu służyła nie oskarżonemu, lecz jego prześladowcom.

Znikający przyjaciel” czyli profesjonalizm PRL-owskich szwadronów śmierci

Parę dni po tym, jak Emil wrócił do domu, na schodach bloku, w którym mieszkał poznał młodego człowieka, podającego się za studenta akurat tego kierunku, który po maturze zamierzał wybrać Emil. Rozmowa zaczęła się od książek, które niósł „student”. To były akurat te, które nastolatek chciał przeczytać. Nowy kolega powiedział, że wynajmuje pokój w tym samym bloku, w którym mieszka Emil. Od tego czasu jakimś trafem wpadali na siebie niemal codziennie. Emil uczestniczył w demonstracjach 1, 3 i 13 maja. Jak wspominała jego matka – wracał z nich ledwo żywy z oczami zapuchniętymi od gazu, prawie nic nie widział. Na ostatniej z tych demonstracji spotkał nowego kolegę. Przyjaciołom i rodzicom opowiadał o nim, że mają identyczne poglądy i zainteresowania i że student ten wie ogromnie dużo o wszystkich pisarzach, filozofach i artystach, którymi (jakiż niezwykły „traf”!) obydwaj fascynują się najbardziej. Rozmawiali ze sobą coraz częściej, dyskutowali o przeczytanych książkach, razem zaczęli chodzić m.in. do Biblioteki Uniwersyteckiej. Ostatni raz żywego Emila widziano 3 czerwca, właśnie w towarzystwie jego nowego przyjaciela.

Zwłoki Emila Barchańskiego wyłowiono z Wisły 5 czerwca 1982. Od tego też momentu zaginął wszelki ślad po jego nowym przyjacielu, rzekomym studencie. Człowiek, który przez kilka tygodni codziennie był w miejscu zamieszkania Emila, nagle jakby przestał istnieć. Okazało się, że nikt taki nie wynajmował pokoju w jego bloku ani nie studiował na kierunku, o którym opowiadał. W sprawie śmierci Emila milicja i prokuratura odmówiły wszczynania śledztwa, stwierdzając, że do utonięcia doszło bez udziału osób trzecich. Zignorowane zostały lekarskie świadectwa o hydrofobii, na którą cierpiał i z powodu której nie zbliżał się do rzek, zbiorników wodnych, nie pływał, nie chodził na basen. Przypadłość ta dobrze była znana kolegom pamiętającym, że w czasie obozu nad morzem nigdy nie zanurzył w nim nawet palca stopy.

Emil zginął trzy dni przed swoimi siedemnastymi urodzinami. Okoliczności jego śmierci w roku 2009 bezskutecznie badał Pion Śledczy Instytutu Pamięci Narodowej. 26 maja 2020 zmarła Krystyna Barchańska, której Emil był jedynym dzieckiem. 1 sierpnia 2020 komunistyczne zbrodnie popełnione na Polakach mają ulec przedawnieniu.

20 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here