Ciężka dola lokatora

Pandemia i wywołany przez nią kryzys odwracają uwagę od niektórych ważnych spraw. A zło nie śpi. Przekonują się o tym mieszkańcy prywatyzowanych kamienic. Nowi właściciele, nie bacząc na okoliczności i obostrzenia, wykorzystują sytuację i wyrzucają ludzi na bruk. Wcześniej jednak zamieniając ich życie w piekło.

Zajęci innymi sprawami pracownicy służb porządkowych nie reagują, działalność urzędów jest ograniczona. Powiadamiana o drastycznych działaniach prokuratura w wolnym tempie prowadzi postępowania wyjaśniające. Policja nie reaguje na wezwania. Zdarza się, że wezwani na miejsce policjanci ignorują problem.Tak było w kamienicy przy Wschodniej 56 w Łodzi, gdzie „czyszczący” kamienicę złosliwie zostawił odkręcone zawory, aby zalać dobytek lokatorów. Odmówił wyjścia na spotkanie patrolu policji wezwanego na interwencję. Policjanci odjechali, gdy powiedział im przez telefon, że przecież jest właścicielem budynku, więc może sobie zalać, co chce. Funkcjonariusze prawa nie zareagowali, gdy celowo niszczył cudzy dobytek.

Bezduszni urzędnicy

Los lokatorów w wielu miastach jest bardzo ciężki. I to nie tylko z powodu bezduszności niektórych właścicieli. Do niedoli mieszkańców przyczyniają się też urzędnicy. Lokalne władze często nie radzą sobie zarządzaniem mieniem komunalnym, zaniedbują zasoby, nie budują potrzebnych mieszkań, wreszcie źle nimi gospodarują. Obowiązkiem gminy jest zapewnienie mieszkań osobom najniżej uposażonym, jednak w wielu miastach kolejka uprawnionych do otrzymania lokalu wciąż się wydłuża. Wyliczono, że w Łodzi przy obecnym tempie remontów mieszkań komunalnych, oczekujący mogą spędzić w kolejce nawet 31 lat. Życia nie starczy!

Walka o prawa to poważna sprawa

Skoro służby i lokalne instytucje zawodzą, zwiększa się poczucie bezradności lokatorów. Nie mają bowiem żadnego wparcia. Trzeba rozumieć, że przeciętny człowiek nie wie, co jest w gestii prezydenta miasta, a o czym decyduje władza w Warszawie. Wie, że rządzący zostawiają ich samych z poważnymi problemami, że ich przeciwnikami są zorganizowane grupy kamieniczników czy prezesi spółdzielni. Wsparcie społeczników czy dziennikarzy pomaga w pjedynczych przypadkach. Ale przy tej skali nadużyć potrzebna jest pomoc zinstytucjonalizowana.

Lek na całe zło

Najwyższa pora powołać rzecznika lub pełnomocnika, który zająłby się prawami lokatorów i spółdzielców. Rzecznik Praw Obywatelskich czasem interweniuj, ale zajmuje się również wieloma innymi sprawami. Tymczasem problemy ludzi wynikają najczęściej z braku maieszkania – najważniejszej potrzeby człowieka. Prawa lokatorów podobnie jak prawa spółdzielców są łamane nagminnie.

Pełnomocnik (rzecznik) mógłby interweniować i wspierać ludzi z innego poziomu. Dla urzędów byłby równoprawnym instytucjonalnym partnerem.To o wiele więcej niż mogą zaoferować społecznicy. Mógłby sprawdzać dokumenty, uczestniczyć w postępowaniu administracyjnym. To byłoby realna pomoc dla wielu krzywdzonych ludzi, pod warunkiem, że uprawniona osoba miałaby potrzebną wiedzę i determnację w walce z nieprawidłowościami.

W szponach prezesów spółdzielni

Pełnomocnik (rzecznik) byłby pierwszą instytucją reprezentującą ogromne rzesze członków spółdzielni mieszkaniowych. Wszelkie organizacje, takie jak Krajowa Rada Spółdzielcza, Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP, zostały powołane przez, aby służyć ich interesom.

Tajemnicą poliszynela jest, że komuna przetrwała i ma się świetnie właśnie w spółdzielniach mieszkaniowych, które są państwem w państwie.Wielokrotne próby wprowadzenia rozwiązań korzystnych dla spółdzielców kończyły się fiaskiem. A i zapisane prawate prawa członków spółdzielni zbyt często są łamane bezkarnie. Żadna instytucja nie miesza się do spółdzielni mieszkaniowych, a to utrwala patologię. Głos pełnomocnika (rzecznika) byłby na pewno bardziej słyszalny.

Chocholi taniec

W wielu spółdzielniach w maju miały się odbyć walne zebrania. Niestety z powodu obostrzeń związanych z pandemią zostały odwołane. Władze spółdzielni (rady nadzorcze) postanowiły wykorzystać tę sytuację do dłuższego okupywania swoich stołków. Po wieloletnich staraniach ograniczono im kadencje ale teraz sami chcą ją przedłużyć o kolejne dwa lata (czyli tyle ile według prognoz może walka z pandemią ). Dla spółdzielców pragnących zmian to straszna wiadomość.

Wykorzystując odwrócenie uwagi związane z pandemią, rady nadzorcze wcielają w życie najbardziej absurdalne pomysły. Z powodu pandemii rząd chciał ulżyć płatnikom w łódzkiej SM Śródmieście (tzw Manhattan). Mimo to, po cichu podniesiono czynsze, tj. fundusz remontowy. Potwierdza się to, o czym pisałam od kilku lat, że przejście z upadłości likwidacyjnej w układową było mocno naciągane. A możliwości finansowe spółdzielni zawyżone. Szef lokalnych struktur Komite Obrony Demokracji (KOD) Mirosław Michalski, który z rady nadzorczej został oddelegowany do zarządu tej spółdzielni, nie bacząc na interes sąsiadów, wyegzekwował podniesienie pensji o pokaźną kwotę. Zarabia ponad 9 tys zł.

Mieszkańcy płaczą i płacą. Ludzie, wynajmujący od spółdzielni mieszkania, dostają wypowiedzenia umów. Mają opuścić lokale w czasach zarazy, bo zarząd ma co do nich inne plany. Nikogo nie obchodzi, że nie mają gdzie pójść. Kilka dni temu były prezes gdańskiej SM Ujeścisko okupował jej siedzibę. Doszło do przepychanek ze spółdzielcami. Spółdzielnia tonie w długach. A spółdzielcy nie mogą dojść swoich racji.

Apel do rządzących

Przykłady można mnożyć. Im szybciej rząd zinstytucjonalizuje pomoc dla lokatorów i spółdzielców, tym chętniej ci poprą działania rządu.

O prawach lokatorów przebąkiwał na razie Robert Biedroń. Jednak nie wydawał się wiarygodny. W lewicowej Łodzi grasują czyściciele kamienic, spółdzielnie upadają ale żaden ze zwolenników Biedronia nie zaangażował się w działania na rzecz lokatorów.

Dlatego apeluję do rządzących – przemyślcie tę sprawę. Powołajcie rzecznika czy pełnomocnika, który pomoże ludziom.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here