Zuzanna wyssała z mlekiem matki miłośc do „ksiąg wszelakich”. Jej dom rodzinny był dośc szczególny: rodzice pochodzili z asymilowanej rodziny żydowskiej, byli wychowywani w kulcie patriotyzmu do Polski, utrzymywali szerokie kontakty towarzyskie z kręgami literackimi – Deotymy, Elizy Orzeszkowej, Bolesława Prusa i innych. Zuzanna dorastała w atmosferze bibliofilskich i literackich pasji. Wzorem dla niej była matka, która udzielała się w konspiracyjnym nauczaniu dzieci z biednych rodzin, pracując u boku Cecylii Śniegockiej i Stefanii Sempołowskiej. Ba, nawet w czasie wakacyjnych wypraw na wieś do Woli Boglewskiej koło Grójca, Jadwiga Kraushar zbierała niewielkie grono wiejskich dzieci, by z elementarza Promyka uczyć je czytania i pisania. Dom w Woli Boglewskiej należał do ojca Jadwigi, Mathiasa Bersohna. Starszy pan nie dbał zupełnie o gospodarstwo, skupiał się na poszukiwaniach archeologicznych i jeżdził po różnych zakątkach Europy. Swoje zbiory podarował Towarzystwu Zachęty Sztuk Pięknych. Na co dzień mieszkał w Warszawie, był bankierem. Latem przywoził z zagranicy różne dzieła o hodowli róż i próbował nakłonić miejscowego ogrodnika, by ten postarał się także na miejscu wyhodować gatunki o tajemniczych i nieznanych w tej okolicy nazwach. Oszołomiony ogrodnik przysłuchiwał się tyradom starszego pana, kiwał głową, niczego nie rozumiejąc. Dobrze, ze zapał właściciela domu szybko mijał i powracał do swoich archeologicznych pasji, zostawiając w rękach starego ogrodnika opiekę nad parkiem i roślinami.

Aleksander Kraushar w latach młodości dał się uwieść patriotycznemu uniesieniu i związał się z konspiracją antyrosyjską. W czasie powstania styczniowego edagował pisma Rządu Narodowego, „Niepodległość” oraz „Prawda”. W jednym z artykułów „Powstanie polskie i dyplomacja” zawartym w „Prawdzie”, Kraushar przestrzegał przed złudnym oczekiwaniem na pomoc Zachodu. Jego artykuł wywołał prawdziwą burzę w prasie podziemnej, wszak Francja miała dać nam króla… .

Po powstaniu autor uniknął zesłania i więzień, zajął się pracą adwokacką oraz badaniem dziejów Warszawy. W swojej pasji poszukiwawczej często wchodził w konflikty z Leopoldem Meyetem. Ten prawnik, żydowskiego pochodzenia, dał się poznać jako namiętny zbieracz polskich pamiątek, szczególnie związanych z Chopinem, Słowackim, Mickiewiczem, Krasińskim. Miał na przykład komplet listów Słowackiego do matki. Swoje mieszkanie zamienił z czasem w prawdziwe muzeum. Jak przyznawali współcześni, choć sam często klepał biedę, żadnej pamiątki nie zamienił na pieniądze. Swoje zbiory podarował różnym instytucjom: Muzeum Narodowemu, Bibliotece Ordynacji Krasińskich, Warszawskiemu Towarzystwu Muzycznemu. Kraushar, sam kolekcjoner, czasami zauważał „zniknięcie” jakiegoś eksponatu. Sprawcą był Meyet, który nie mógł powstrzymać się od zdobycia ciekawego przedmiotu. Ale obaj panowie nie mieli do siebie żalu, wszak każdy na swój sposób ratował pamiątki. Podobnie jak Meyet, Kraushar przekazał swoje zbiory instytucjom na publiczny użytek – księgozbiór podarował Bibliotece Sejmu Śląskiego w Katowicach, natomiast do Biblioteki Krasińskich trafiły zbiory grafik, obrazów i map związane z Warszawą. Tak więc obaj mecenasi, stali się mecenatami pamiątek narodowych.

Życie towarzyskie sfer inteligenckiej Warszawy toczyło się w salonach. Rozmowy intelektualne z ludźmi literatury, poezji, badaczami, artystami, podnosiło prestiż towarzyski i było formą oporu społecznego przeciwko zaborcy. Szczególnie, gdy w spotkaniach uczestniczyły postacie tej miary, co Eliza Orzeszkowa, Władysław Smoleński czy znajomi Aleksandra Kraushara z okresu powstania. Dyskutowano zawzięcie o literaturze, poezji, wydarzeniach kulturalnych i politycznych. Prof. Smoleński był nauczycielem na tajnych kompletach, na które uczęszczała Zuzanna. Był także przyjacielem domu Krausharów, podobnie jak sędziwy wówczas profesor Tadeusz Korzon. Gościem bywał facecjonista warszawski Franciszek Fiszer, posiadający tzw „wiedzę ogólną”, czego nigdy nie ukrywał, a nawet z tego robił zaszczyt („mam nad panem tę przewagę, że pan czytał Prousta, a ja nie”, powiedział kiedyś swemu interlokutorowi).

Na jednym z takich spotkań Zuzanna poznała swego przyszłego męża, Władysława Rabskiego. Ten krytyk literacki, dziennikarz, publicysta, dramaturg i doktor filozofii, był członkiem Ligii Narodowej potem Narodowej Demokracji. W 1922 roku został posłem I kadencji Sejmu, wybrany z listy Związku Ludowo-Narodowego.

Rabski był przyjacielem Ignacego Paderewskiego. Dzięki mężowi, także Zuzanna Rabska mogła poznać premiera. Wspomina Paderewskiego, który pryjechał do Warszawy w 1919 roku, by stworzyć Gabinet Jedności Narodowej. Pianista był fetowany w sali filharmonii, w której Władysław Rabski przygotował mowę powitalną. Motywem przewodnim mowy było: „Ojczyzna przede wszystkim, sztuka potem”. Zuzanna Rabska odwiedziła Paderewskiego w jego posiadłości w Morges. Zanim zaproszeni goście zasiedli do stołu, musieli zwiedzić kurniki, należące do żony premiera, która hodowała różne gatunki. Przy okazji zaprezentowała swoich ruchliwych wychowanków, informując przy okazji o ich pożywieniu, rozwoju i temperamentach. Mistrz Paderewski musiał czekać na swoją kolej…

Wiele lat starszy od swojej małżonki, zmarł w 1925 roku. Ich córką była Aleksandra Stypułkowska, dziennikarka i adwokatka, po wojnie zamieszkała w Londynie, przez wiele lat prowadziła program w RWE „Fakty, wydarzenia, opinie”, pod nazwiskiem Jadwiga Miecznikowska.

Po śmierci męża Zuzanna Rabska podjęła pracę recenzentki w „Kurierze Warszawskim”. Wzorem ówczesnych osób z tzw. towarzystwa, Zuzanna Rabska zwiedzała Europę. Była w Szwajcarii, Francji, Anglii, w Rumunii we Włoszech. W londyńskim antykwariacie Mr. Sotheby próbowała sprzedać listy Karola Darwina do badacza Gustawa Fritschego, z którym autor „Teorii ewolucji” utrzymywał koleżeńskie kontakty. Suchy jak tyka antykwariusz skrupulatnie obejrzał przez lupę każdy list, po czym kategorycznie stwierdził, że nie nadają się do sprzedaży antykwarycznej. Dlaczego? Bo w listach Darwina tylko się podpisywał, natomiast treść pisał jego sekretarz Dla antykwariusza nie miało znaczenia, że w listach mogły być jakieś informacje dotyczące badań naukowych. W Szwajcarii Rabska zwiedziła Muzeum Polskie w Raperswilu. Na własne oczy widziała ślady po pociskach pistoletowych w starych XVII wiecznych książkach, do których strzelał kustosz zbiorów Stanisław Różyczka de Rosenwerth. O niszczeniu zbiorów przez kustosza, Rabska wiedziała wcześniej od Stefana Żeromskiego, który zanim został pisarzem, był raperswilskim kustoszem. W Bukareszcie Rabska została przyjęta przez królową rumuńską Marię, wnuczkę angielskiej królowej Wiktorii. W czasie piętnastominutowej audiencji rozmawiano o literaturze. Okazało się bowiem, że królowa sama pisała powieści.

Oczywiście nie tylko zagranica była celem podróży Rabskiej.Również w Polsce odwiedzała znajomych. Była u Kasprowicza w jego „Harendzie” w Zakopanem. Tam poeta zgromadził doborową bibliotekę, która po śmierci trafiła do Muzeum Miejskiego w Poznaniu, a we wrześniu 1939 roku spłonęła. Do wielkopolskiego Śmiełowa, w dworze którego w 1831 roku przez kilka miesięcy przebywał Mickiewicz, trafiła dzięki ojcu Józefatowi Ostrowskiemu, miłośnikowi ksiąg, bibliotekarzowi w klasztorze benedyktyńskim w Lubieniu. Ojciec Józefat zginął podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku, gdy udzielał ludziom zgromadzonym na placu Zamkowym ogólnej absolucji.

Wielkanoc Rabska z córką spędzały w Rokitnie, w majątku rodziny Poleskich. Jednym z miejsc w majątku była baszta, w której zgromadzono stare książki. Był to zbiór mocno zdekompletowany, niektóre pozycje bardzo zniszczone, zbutwiałe, pokryte kurzem i pajęczynami. Kiedyś, gdy przeglądała egzemplarze, do baszty wszedł stary ogrodnik. Zaczął klarować „pani z Warsiawy”, że należałoby oczyścić to miejsce, bo „ksiązki do nicego niezdatne, nawet nie nadają się na podściółkę dla świniaków. A zabierają miejsce na półkach, a półki są mocne, dębowe, serokie, w sam raz do trzymania bojkenów i kronselki, pod wiesnę jabłka idą w cenę. Ale starego ogrodnika nikt we dworze nie słucha”.

Czas wojny Rabska przeżyła w Warszawie, drżąc ze strachu o swoją córkę i jej rodzinę. Wszak były żydowskiego pokolenia, co prawda mocno zasymilowane, ale jednak. Wszyscy znali pochodzenie Rabskiej, mimo to żaden donos do Niemców nie wpłynął. Nie udało się natomiast zachować całego księgozbioru, tylko część został wywieziony. Reszta spłonęła w czasie Powstania Warszawskiego. A kiedy Niemcy wyrzucili mieszkańców miasta, Rabska przez kilka miesięcy tułała się po wioskach, które znała do tej pory z kart „Chłopów” Reymonta. Zamieszkała w Drzewcach, niedaleko Lipiec. Uczyła wiejskie dzieci języków obcych, za co płacili jej słoniną, jajkami, masłem, serem. Brakowało jej książek. Pytała miejscowych szabrowników, którzy jeździli do Warszawy po łupy, pozostawione przez mieszkańców, czy znajdują książki. Jeden z nich nawet przywiózł jakiś średniowieczny inkunabuł, z którego zdarł skórę, by zrobić cholewki do butów dla swojej żony. Habent sua fata libelli.

Zuzanna Rabska powróciła do Warszawy po wojnie, zmarła w 1960 roku, została pochowana w grobowcu swego ojca na Powązkach. Pozostawiła po sobie dzieło życia, świadectwo swego umiłowania dla książek i zapis świata, którego już nie ma – dwutomowe dzieło „Moje życie z książką”. Wydane w 1959 roku stanowi dzisiaj rarytas bibliofilski dla jednych, dla drugich jest „lekarstwem duszy”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here