Geneza wydarzeń poznańskich była związana z sytuacją jaka powstała w obozie komunistycznym po śmierci Stalina. Proces powolnego odchodzenia od systemu stalinowskiego, jaki niewątpliwie miał miejsce w tym czasie, miał być, w zamyśle władzy, ściśle kontrolowany. Nie chodziło o pełną „liberalizację”, a jedynie o poszerzenie zakresu decyzyjnego względem aparatu bezpieczeństwa, który stanowił odrębny człon, mający największy wpływ na rządy w państwie. Był to człon nie tylko odrębny, ale i bezpośrednio podległy sowieckiemu aparatowi bezpieczeństwa. Tak więc tzw. „luzowanie” miało dotyczyć tylko najwyższych szczebli w państwie. Reszta kompetencji aparatu władzy na niższych szczeblach miały pozostawać bez zmian. Tym bardziej, że należało podwyższać normy produkcji w zakładach pracy, bowiem stan gospodarki nie tylko nie osiągał spodziewanych efektów, ale obniżał się w wielu gałęziach. O ile zaraz po wojnie w Polsce chleba raczej nie brakowało, gdyż piekarnie były w prywatnych rękach, o tyle w połowie lat 50 zaczynał być problem z pieczywem w większych miastach. No, ale wówczas chleb był wypiekany w piekarniach upaństwowionych. Dotyczyło to także innych produktów podstawowych, bowiem przemysł nakierowany był na produkcję zbrojną.

Wybuch niezadowolenia został zapoczątkowany przez pracowników Zakładów Przemysłu Metalowego im. Stalina, czyli dawnego H. Cegielskiego. Wyśrubowane normy pracy nie miały nic wspólnego ze zwiększonymi zarobkami, które relatywnie malały z miesiąca na miesiąc. Brak rozwiązań ze strony dyrekcji zakładu i aparatu partyjnego wyjazd do ministerstwa delegacji, która powróciła z zapowiedzią zmian w taryfikatorach wynagrodzeń oraz zobowiązań do zwiększenia dostaw do poznańskich sklepów. Kiedy jednak minister Fidelski odwołał swoje wcześniejsze zobowiązania, robotnicy ogłosili strajk. Rano 28 czerwca pracownicy Cegielskiego wyszli na ulice Poznania. Celem było dotarcie do centrum miasta, w którym odbywały się Międzynarodowe Targi. Do Poznania przybyło wielu przyjezdnych z całej Polski oraz zagraniczne delegacje. Jedną z nich był sekretarz generalny ONZ Dag Hammarskjold, który przebywał w Warszawie w tym czasie. Dlatego wyjście na ulice demonstracji miało wzmocnić jej efekt. Pochód, liczący w szczytowym momencie ok. 100 tys., wznosił hasła z żądaniami socjalnymi i politycznymi. Domagano się wolności, wolnych wyborów pod egidą ONZ, wycofania armii sowieckiej z Polski, wyjścia z paktu warszawskiego, zapewnienia swobód religijnych i zaprzestania antykościelnej propagandy.

Władze w Poznaniu nie były przygotowane na podjęcie negocjacji. Demonstranci domagali się przyjazdu delegacji rządowej z premierem Cyrankiewiczem. W międzyczasie zdobyto więzienie i uwolniono osadzonych tam więźniów oraz zdobyto broń z magazynu. To już nie była jedna demonstracja, a wiele niezależnych od siebie grup, które próbowały opanowywać kolejne punkty: budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR, obiekty zagłuszające stacje radiowe, budynek UB. Kiedy wiadomości o wydarzeniach w Poznaniu dotarły do Warszawy, sowiecki marszałek Rokossowski rozkazał aby do miasta wkroczyło wojsko, w tym Korpus Pancerny. Wojsko i milicja otrzymały rozkaz użycia broni – była to decyzja wydana przez Ochaba, I sekretarza PZPR, poparta później przez Biuro Polityczne partii komunistycznej. Walki w mieście świadczyły o determinacji ze strony demonstrantów i przypominały raczej powstanie. Po południu do Poznania przybyła delegacja partyjno-rządowa. Propaganda komunistyczna rozpoczęła starą śpiewkę, o „agentach imperializmu”, którzy kierowali walkami. „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”, tak wydarzenia poznańskie skomentował premier Cyrankiewicz w swoim przemówieniu radiowym, ostro potępiając „prowokatorów” i „agentów imperializmu”, którzy zakłócili spokojny rozwój ludowej ojczyzny. A, że ten rozwój był jedynie na papierze i odbywał się kosztem Polaków, tego władza komunistyczna nie zwracała uwagi na takie drobiazgi.

Dopiero pod wieczór 28 czerwca wojsko, kierowane przez gen. Popławskiego, opanowało główne punkty w mieście. Same walki trwały do rana dnia następnego, choć pełne opanowanie sytuacji nastąpiło dopiero 30 czerwca. Wydarzenia w Poznaniu odbiły się szerokim echem w całej Polsce. Nagłośnione przez RWE i inne zachodnie stacje, informacje docierały do najdalszych zakątków w kraju. Odzewem były protesty min. w FSO na Żeraniu, w bielskiej „Befamie”, w zakładach w Chorzowie, Tychach, w Dąbrowie Górniczej.

Wydarzenia poznańskie doczekały się analiz w partii komunistycznej. O ile na VII plenum PZPR w lipcu 56 roku głównym winowajcą obarczono „wrogie podziemie”, o tyle trzy miesiące później na kolejnym, VIII plenum, Gomułka, który został I sekretarzem PZPR, wskazywał, że protest robotniczy w Poznaniu był uzasadniony, wobec „błędów i wypaczeń” okresu stalinowskiego. Jednocześnie apelował o maksymalne wyciszanie rocznic poznańskich wydarzeń, na które należy „zapuścić żelazną kurtynę milczenia”, jak stwierdził podczas spotkania z załogą Cegielskiego w 1957 roku. Owa „kurtyna” działała aż do 1980 roku, do czasu powstania „Solidarności”. W czerwcu 81 roku w Poznaniu obchodzono rocznicę wydarzeń. Odbywały się seminaria, spotkania, podejmowano analizy wydarzeń. W holu poznańskiego dworca PKP zorganizowano wystawę, która cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem. Piszący te słowa, wówczas uczeń milickiego liceum, brał udział w wycieczce koła historycznego do stolicy wielkopolskiego grodu. Te tłumy przyjezdnych, którzy przybyli tylko na sam dworzec, aby obejrzeć wystawę i zaopatrzyć się w materiały wydane na te okazję, robiły niesamowite wrażenie.

Do dzisiaj nie udało się jednoznacznie ustalić liczby ofiar poznańskiego czerwca. W opracowaniach padają liczby od czterdziestu kilku do ponad stu osobach, które straciły życie. Dotyczy obu stron konfliktu. To samo dotyczy liczby osób, które zostały ranne. Na ogół podaje się około 600 przypadków ran powstałych w wyniku walk. Najmłodszą ofiarą był trzynastoletni Romek Strzałkowski, który został zginął od kuli. Do dzisiaj nie wiadomo, czy chłopiec zginął postrzelony przypadkowo czy w wyniku celowego postrzału. Młodych ofiar poznańskiego czerwca było więcej, podaje się szacunkowo kilkanaście osób, które zginęły, a których wiek nie przekroczył 18 lat.

Poznański czerwiec 1956 roku był krokiem w kierunku demokratyzacji w Polsce. Zmiany, jakie nastąpiły w wyniku wydarzeń z tego roku, a więc także z października, kiedy nastąpiła zmiana w kierownictwie PZPR, dawały nadzieję Polakom na stałą zmianę kursu podjętą przez komunistów. Chwilowa poprawa warunków bytowych, swobody wyznaniowej, zelżenie cenzury, zapowiedzi reform samorządów pracowniczych itp. były potrzebne komunistom na uspokojenie sytuacji w Polsce. To było złapanie przez nich oddechu, by przywrócić centralny system rządów, który już po kilku miesiącach mógł swobodnie funkcjonować. Tak więc, zapowiedź „żelaznej kurtyny milczenia” nad wydarzeniami czerwcowymi była potrzebna władzy komunistycznej do zupełnego zamknięcia w niepamięci społecznego protestu. Tym bardziej, że ekipa Gomułki nie miała zamiaru odejść od komunistycznego systemu sprawowania władzy, także w zakresie zależności od Sowietów. Podczas spotkania z Chruszczowem i Mołotowem, Gomułka poparł sowiecką interwencję na Węgrzech, a delegaci peerelowscy na forum ONZ głosowali przeciwko jej potępieniu.

Droga Polaków do wolności w okresie PRL była długa. A Poznań był jej pierwszym etapem, w którym zazębiła się spontaniczna walka zbrojna o charakterze powstańczym z masowymi protestami społecznymi, dominującymi w kolejnych latach.

26 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here