Prezydencka debata w drugiej osłonie udzieliła odpowiedź na tytułowe pytanie poprzedniego felietonu „Debata czy casting”. Tak, jednak casting! Casting w po części odmienionym, po części poszerzonym składzie. Pretendenci do pałacu, z wyjątkiem faworyta, gremialnie zawyrokowali, iż poddane pod dyskusję tematy są bezsensowne, nie na miejscu, bez wyczucia społecznych problemów, zupełny odlot – jak chciał Kosiniak-Kamysz, więc popłynął, itp. itd.

A było o czym rozmawiać:

  • Dziesiątki tysięcy uchodźców na granicy UE – Jak powinna zachować się Polska?
  • Czy jest Pan za umożliwieniem przygotowania do pierwszej komunii świętej na lekcjach religii w szkole.
  • Małżeństwa homoseksualne, później adopcja przez nie dzieci. Czy zgodzi się Pan na te zmiany?
  • Złoty czy euro? Czy, i ewentualnie kiedy, waluta euro?
  • Szczepionki na koronawirusa. Czy Polska powinna je kupić i czy powinny być one obowiązkowe?

Pytania, a właściwie zagadnienia, zostały przez telewizję postawione z dużym wyczuciem problemów jakimi żyje kraj. Trudno o dogodniejszą sytuację, aby się odnieść do polityczno-ideologicznych sporów, raczej wojny, w jaką wszelkimi sposobami i środkami chce się wciągnąć Polskę. Polacy tymi zagadnieniami nie chcą żyć, ale muszą.

Problem polegał na tym, że kandydaci starali się unikać „drażliwych” odpowiedzi aby nie narażać się tzw. „światowej” opinii publicznej. Starali się być mili, uprzejmi i elokwentni, jakby to Pawlak ujął „tacy amerykańscy”. A można było powiedzieć wiele, narażając się na krytykę tzw. opinii. Aktorzy wiedzieli kto na scenie wystąpi, jakie są słabe i mocne strony konkurentów. Czy ktoś próbował to rozegrać? Biedroń oczekiwał przeprosin za własny brak wychowania. Zresztą nikt inny nie wypadł tak żenująco jak on. Próbował mu dorównywać Kosiniak-Kamysz. Gdyby nie wsparcie partyjnych struktur zamykaliby peleton. Dokładnie na to zasłużyli.

Na szczęście to wyborcy w głosowaniu 28 czerwca powiedzieli co sądzą o zboczeńcach. Jaką walutą wolą płacić. Kogo chcą mieć za sąsiada we własnym kraju. W jakim kościele będą chrzcić dzieci. Kandydatów było jedynie stać na ożywioną dyskusję o szczepionkach. Spór z gatunku tych akademickich. Jak się większość zaszczepi to przeciwnicy będą mogli ogłosić światu, że mieli rację, ponieważ oni tego nie zrobili i też nie zachorowali.

Hołownia starał się udowodnić wyborcom wyższość monarchii nad republikańskim reżimem, pewnie nie zdając sobie z tego sprawy. A gdyby o tym wiedział i nazwał po imieniu wojnę domową partyjnych plemion, to byłby dla kraju jakiś pożytek z jego startu. Problem w tym, że on chce dokładnie powielić antysystemowy chwyt Kukiza. Skoro Kukiz nie potrafił tego wykorzystać, to Hołownia ma na to apetyt. A skończy jak Palikot.

Projekt Platforma Obywatelska jest nie do obalenia, czego byliśmy świadkami. Z opresji pod kryptonimem Kidawa-Błońska partia wyszła obronną ręką idąc na bezczelnego na niewyobrażalna skalę. Trzaskowski publicznie oświadczył, że nie był posłem, po chwili wrócił, i w domyśle, upomniał opozycję, że nie wolno kłamać, przyznając, że jednak był posłem.

Szczytem bezczelności Trzaskowskiego była deklaracja, iż nie pozwoli społeczeństwu odebrać zdobyczy socjalnych ostatnich lat. On, Trzaskowski, będzie bronił naród przed tymi, którzy to wprowadzili, wypalając PiS żelazem. Czy poskutkowało? Tak, poskutkowało! Kandydat KO z trzech powrócił do trzydziestu procent.

Przy takiej konkurencji Prezydent mógł rzeczywiście brylować. Należy przyznać, że do tych wyborów przygotowany jest jak nikt inny przed nim. Konkretny, merytoryczny, zdecydowany. Pierwsze głosowanie powinno zdecydowanie rozwiać wątpliwości kto w tej rywalizacji jest poważnym kandydatem – w stosunku 80 proc. dla Dudy i 20 proc. dla pozostałej dziesiątki.

Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Skoro poparliśmy Targowicę to dlaczego nie moglibyśmy poprzeć Trzaskowskiego, mamy w tym względzie doświadczenie jak mało kto w Europie.

Te 20 proc. to osobiste powiązania środowiskowo-rodzinne pozostałych kandydatów, religijna niechęć, zwykła zawiść, głupota, brak politycznego wyrobienia, niezrozumienie idei prezydenckich wyborów, ideologiczna nienawiść, co w końcu należy uznać za zupełnie naturalne, jak i za naturalne należałoby uznać oczekiwanie zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Co się stało z tymi ponad 35 procentami?

Rzeczywistość, na szczęście, okazała się okrutna – dla większości kandydatów. Oby nie okazała się okrutna dla Polski!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here