Pracują solidnie na rzecz swojego regionu i nikt ich poza regionem nie zna. A to są skarby naszej kultury, oświaty, gospodarki, handlu, rolnictwa Dlatego należy ich znać, szanować, podziwiać, a nawet kochać. Bo oni ważne, sensowne, pożyteczne rzeczy robią. Ale w końcu powiedzmy, kim jest dr Lisewska. I co takiego robi, że się zachwycam. Dr Sławomira Lisewska jest nauczycielem akademickim w PWSZ w Głogowie. I robi to, co ja niezwykle cenię, pokazuje swoim studentom, co to jest dobro, prawda, piękno i mądrość, i co to jest twórczość, literatura, nauka i sztuka. Głównie zajmuje się badaniami naukowymi, publikacją prac i dydaktyką. Ale robi też coś więcej, dużo więcej, poza zajęciami, w wolnym czasie. Uczy studentów, jak szanować pamięć narodową, zabytki, krajobrazy, dzieła historyczne. Uczy, jak ocalać dzieje. Razem ze studentami przygotowuje filmy dokumentalne, miniatury, twórcze obrazy. Wspomaga ją w tym dr Jakub Rawski, także twórczy pracownik naukowy tej uczelni. Obejrzałem ponad 20 obrazów filmowych studentów i wiem, że z tej mąki będzie chleb. To naprawdę odważne poszukiwania własnej tożsamości i życiowej drogi. Studenci mierzą się z wielką tradycją literacką i artystyczną, ale także w bieżącymi problemami swojego środowiska. Opowiadają, jak widzą takich pisarzy jak Stanisław Grochowiak, Ewa Lipska, Krzysztof Kamil Baczyński, Rafał Wojaczek, Tadeusz Różewicz, Bruno Schulz, Zbigniew Herbert, ale też Kafka i Cervantes.

Ostatnim jednak zbiorowym dziełem studentów, które się rodziło pod opieką dr. Lisewskiej, jest film o Cukrowni Głogów. Film ten podbił serca mieszkańców tego miasta. Szczególne zainteresowanie wzbudziła walka o przetrwanie jednego z zabytków w tej niegdyś słynnej głogowskiej cukrowni, której część budynków popada w ruinę. I właśnie dr Lisewska i jej studenci walczą o ocalenie zabytkowych fragmentów. W liście, który otrzymałem od dr Lisewskiej, opowiada, jak realizowała poza zajęciami ten ambitny projekt. Nazwała go „ Głogów. Miejsca i ludzie. Od dworca PKP do Cukrowni”. W wyniku tego projektu, jak pisze: (…) „powstał m.in. amatorski film o Cukrowni Głogów. Premiera filmu odbyła się rok temu, wywołała lawinę: płakali byli pracownicy zakładu, płakali też młodzi, (…) dostałam setki maili, nawet spoza kraju, m.in. od Niemców, przedwojennych mieszkańców Cukrowni. Chodzi o upamiętnienie dziedzictwa kultury. Jest nim zabytkowy budynek suszarni, o którego istnienie walczymy” (…).

Dalej dr. Lisewska prosi o wsparcie jej działań, liczy na to, że po licznych udostępnieniach filmu, a także po setkach komentarzy i apeli, uda się zabytek ocalić, bo to bezcenne dziedzictwo kulturowe. Budynek został wpisany do rejestru zabytków i jest to ostatni moment, by zabezpieczyć go i ratować przed ruiną. Obecnie znajduje się on w opłakanym stanie. Obejrzałem film i istotnie, bardzo on porusza, pokazuje, jak się rozpada kawałek Polski. Zmusza do wspomnień i przypomina, że przez długie lata zakład ten zapewniał ludziom pracę i życie. Nie jest ich winą dzika prywatyzacja i rozkradanie majątku narodowego. Polskie cukrownie znikały jedna po drugiej, a na ich miejsce pojawiały się zakłady zagraniczne. Nic dziwnego, że dawni pracownicy Cukrowni Głogów w filmie z wielkimi emocjami opowiadają o tamtych czasach. Niegdyś było to przedsiębiorstwo samowystarczalne, z gabinetem lekarskim, z własnym laboratorium, z dwoma zakładowymi sklepami, z biblioteką, przedszkolem, hotelem pracowniczym, stołówką, maglem, klubem, świetlicą, a nawet z własnym kinem.

Mają też pracownicy tej cukrowni swoją głęboko patriotyczną, antykomunistyczną kartę zapisaną złotymi zgłoskami. Jak pokazują dokumenty, w 1949 r. „Na terenie Cukrowni Głogów działała tajna organizacja podziemia antykomunistycznego, która została rozbita przez Urząd Bezpieczeństwa. Aresztowani członkowie zostali skazani na wieloletnie więzienia, a ich dowódca, Marian Rączka, ps. „Kościuszko”, skazany na karę śmierci. Uniknął jej w wyniki amnestii”. Lokalni działacze z Fundacji B. Chrobrego pragnęli ten epizod historyczny uchronić przed niepamięcią i kilka lat temu postanowili zachować dla przyszłych pokoleń ślad historyczny w postaci scen filmowych. Fundacja Batorego wmurowała też tablicę pamiątkową poświęconą AK „Zawisza” na jednym z budynków.

Ale ma też za sobą ta cukrownia chwile dramatyczne, a nawet tragiczne. Oto co czytamy w relacjach dotyczących wielu lat wstecz: „To była jedna z największych tragedii w mieście. Wybuch warnika w cukrowni Głogów zabił trzy osoby, kolejne cztery zmarły w szpitalu. (…) Siła wybuchu była ogromna. Ważąca 32 tony część warnika przebiła dach fabryki, wzniosła się w powietrze, przeleciała 80 metrów, a potem wryła się w plac, kilka metrów przed wartownią. Dziś o tej tragedii przypomina pamiątkowa tablica (…) – Mało kto tu zagląda – mówił jeszcze kilka lat temu jeden ochroniarzy. – Czasem ktoś zapali znicz i to wszystko(…)”. Przeczytałem też: „Cukrownia Głogów powstała w 1897. Pierwsza powojenna kampania ruszyła 25. 10. 1947 r. Zatrudniono wówczas 1532 pracowników. W roku 2001 Cukrownię Głogów przejęła spółka Pfeifer & Langen. (…) Obecnieobiekty należą do prywatnego właściciela. Od dwóch lat właściciel cukrowni równa z ziemią stary zakład”.

Nic dziwnego, że po dziesięcioleciach, kiedy dawni pracownicy patrzą na film studentów o historii ich zakładu i widzą, jak wieloletnie miejsce ich życia rozpada się, nie potrafią kryć łez. Filmzostał udostępniony w mediach społecznościowych, ale to za mało, powinien on być wyświetlany we wszystkich placówkach oświatowo-kulturalnych Głogowa i całego regionu, bo jest on tego wart. Powinna ten film obejrzeć młodzież wszystkich szkół miasta. Bo ślady giną. Pamięć się zatraca.Już obecnie nie ma wielu miejsc, które studenci pokazali na filmie, jak powiada dr Lisewska, opartym też o archiwalne zdjęcia ze zbiorów własnych byłych pracowników zakładu. Chciałbym zapytać konserwatora zabytków, dlaczego nie podejmie ostrych i kategorycznych działań? Dlaczego władze miasta pozwalają, by na ich terenie rozpadała się historia? Czyżby w Głogowie byli aż tak źli włodarze? Niekompetentni? A może to zwykłe lenistwo ich tak rozkłada? W każdym razie będziemy się przyglądać, co lokalne władze zrobią, by ocalić od zagłady ważny zabytek kultury. No i mamy pytanie do właściciela tego majątku, co robi, by nie pozostały z niego tylko szczątki? Czy chce, by zapamiętano go, jak niszczyciela i destruktora ważnego fragmentu polskiej tożsamości? I na koniec posłuchajmy opinii studentów, mieszkańców regionu wyrażanych w Internecie. Michał Rutkowski: „ Z Głogowa co jakiś czas w ciszy i zapomnieniu znikają architektoniczne perełki naszego regionu. Zakład naprawy taboru kolejowego, popularna „parowozownia”, tradytor kolejowy przy wylocie na Leszno, kładka pocztowa nad peronami. Teraz jest okazja uratować cukrownię i to co jeszcze zostało z jej świetności”. Martyna Nw: „(…)Przykro jest patrzeć jak na naszych oczach niszczą tak wspaniały zabytek”. Anita Banasiak: „ (…) urzędnicy nie dbają o przyszłość miejsc, które w losach Głogowa odegrały ważną rolę”. Katarzyna Kołcz: „(…)Warto opowiadać o nich innym, młodszym pokoleniom (…) spoza Głogowa. (…)Trzeba walczyć o cukrownię i to na prawdę mocno!”. Klaudia Żarczyńska: „(…) to nasze dziedzictwo kulturowe. (…) Mieszkańcy Głogowa mają bardzo dużo cudownych wspomnień związanych z tym miejscem. Nie pozwólmy innym zniszczyć te wspomnienia”. Ola Gembiak: „To miejsce tworzyli i wciąż tworzą wspaniali ludzie”. Karolina Stępień: „To pozbawianie ludzi historii, wspomnień i zaburzenie tożsamości lokalnej”. Spytajmy też, co robi w tej sprawie Towarzystwa Ziemi Głogowskiej. Jaki przykład daje młodemu pokoleniu?

Dr Lisewską należy kochać za to, że uruchomiła niemalże społeczny ruch niezgody na rujnowanie lokalnych zabytków, że pamięta o Kresowiakach, którzy odbudowywali po wojnie Głogów. Będziemy sprawdzać, czy władze miejskie Głogowa nadal będą spały, czy się obudzą i zaczną chronić zabytkową budowlę. I przyjrzymy się, jak się zachowa właściciel.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here