Wszyscy chyba znają Ziemkiewicza jako komentatora rzeczywistości, a nawet twórcę pojęć, stających się „skrzydlatymi słowami”. Takich, jak słowo „leming”, trafnie oddającego postawy osób uformowanych przez propagandę pookrągłostołowego Ubekistanu. „Cham niezbuntowany” to jednak nie zbiór felietonów, to coś w rodzaju „dzieła całościowego”, stawiającego diagnozę wszystkim najważniejszym schorzeniom, toczącym dziś nasz naród i nasz świat.

Zdumiewajace „deja vu”

Pamiętający publicystykę, zamieszczaną na łamach prasy Solidarności Walczącej i wywodzących się z niej periodyków zauważą, że wiele podobnych obserwacji i ocen pojawiało się już na łamach „Biuletynu Dolnośląskiego”, „Dni” czy „Opcji na Prawo” z czasów, gdy jej naczelnym redaktorem był Romek Lazarowicz i na łamach której publikowało kilkoro działaczy organizacji Kornela Morawieckiego. Przyjęty w 1989 roku jednoznacznie Polskę degradujący model ustrojowej transformacji, sztucznie wykreowane w PRL-u fałszywe „elity”, zabójczy dla naszego kraju ład medialny – to dla środowiska Solidarności Walczącej fakty oczywiste. Tak, jak prawda o Wałęsie czy kapitale, który według marionetek zagranicznych bonzów miał „nie mieć narodowości”, o cynizmie „prywatyzacji likwidacyjnych” itd. My o sprawach tych głosiliśmy już 30 lat temu a nawet wcześniej, choć nasze poglądy były wtedy „wołaniem na puszczy”.

Najbardziej zakrzyczana prawda prędzej czy później dochodzi jednak do głosu, artykułowana wtedy bywa bardzo celnie i w końcu przebija się do najszerszych kręgów. O tym, jak trafne mogą być spostrzeżenia Ziemkiewicza przekonaliśmy się jesienią 2015, kiedy postać i pierwsze sejmowe wystąpienie ówczesnego Marszałka Seniora Kornela Morawieckiego przedstawił on jako nagłe pojawienie się na mównicy polskiego parlamentu kogoś z kategorii Żołnierzy Wyklętych: „Sędziwy, od ćwierci wieku całkowicie zamilczany, zepchnięty w niebyt Niezłomny jednak przetrwał. Pomimo wszystkich przeciwności przez dziesięciolecia stał na straży najświętszych zasad i praw. Powrócił, by przypomnieć o sprawach zapomnianych, a najważniejszych. Przemówił nagle jako Marszałek Sejmu RP. I to tego pierwszego od kilkudziesięciu lat, w którym nie ma partii komunistycznych namiestników”.

Dość pastwienia się nad Polską!

Rzekomą nikczemność polskiej obyczajowości, tradycji, historii – przez wszystkie lata PRL-u starali się ugruntować w umysłach stalinowscy agenci, przywiezieni nad Wisłę na pancerzach sowieckich czołgów. Dziś ich dzieło kontynuują dzieci tych szumowin, tak jak ich ubeccy rodziciele uprzywilejowani posiadaniem mediów. A w związku z upływem wielu lat od II wojny światowej, do swej propagandy dorzucają jeszcze kretynizmy o nowo wymyślanych polskich winach – antysemityzmie czy „polskim uczestnictwie w Holokauście”. Ziemkiewicz przypomina, że te kalumnie ciskają w Polskę bezpośredni spadkobiercy hitlerowskich kolaborantów, własnymi pieniędzmi płacących Niemcom za przyjęcie do zagazowania kolejnych partii swych żydowskich współobywateli. Europosłowie z Belgii, Holandii i innych krajów, wsławionych wystawianiem dywizji SS u boku Hitlera, zarzucają wojenne nikczemności Polsce, która temu samemu Hitlerowi nie dała nawet szczątkowej drużyny ciur obozowych. Polsce, która wystawiła podziemną armię, większą od ruchu oporu całej reszty Europy i bohaterskie dywizje, walczące o cudzą wolność na wszystkich frontach wojny. Stawiać nam zarzuty mają dziś czelność Francuzi, co do których trudno ustalić, po której stronie byli w czasie wojny z Hitlerem. Przecież ich flotę (nie z niemieckimi, lecz francuskimi marynarzami) w 1940 musieli wytopić Anglicy, w Afryce to oni byli pierwszą przeszkodą desantujących aliantów a ostatnie oddziały francuskiego SS jeszcze w Berlinie w maju 1945 strzelały do dobijających Trzecią Rzeszę żołnierzy sowieckich i polskich. Co sprawiło, że od 1989 roku przedstawiciele polskiego państwa pokornie milczeli, gdy spadkobiercy francuskich czy niderlandzkich hitlerowców bezczelnie i bezkarnie potrafili zarzucać Polsce jej rzekomo nieprzyzwoite zachowanie w czasie wojny?

Byle łajza z Brukseli”

Ziemkiewicz przypomina fakty elementarne, które powinny być znane każdemu polskiemu dziecku. A nie są znane „elicie” III RP – epoce dyplomatołectwa, płaszczenia się przed zagranicznymi szubrawcami, których państwowe dziedzictwo nie dorasta do czubka pięty naszej Rzeczpospolitej. Przez 45 lat PRL wytrwale formował Polaków, dążąc do przekształcenia naszego narodu w zbieraninę zakompleksionych kundli. Prawdziwi mistrzowie tego rzemiosła pojawili się jednak w naszym kraju w roku 1989. To im wreszcie udała się sztuka przekonania wielkiej części obywateli naszego kraju, że jedna z największych państwowych tradycji w Europie, jednak z najbardziej oryginalnych kultur kontynentu, największe na jej terenie dziedzictwo wolności, tolerancji i podmiotowości człowieka – to powód do wstydu. A wzorem dla nas mają być byle półgłówki z Zachodu, kapuściane głąby z urzędów Brukseli czy inne żałosne buractwo Berlina czy Strasburga. Jak to się stało, jak to w ogóle jest możliwe, że wzorem prawa mogą być w Polsce Niemcy, ze swym sądownictwem wyrosłym na gruncie tysięcy hitlerowskich sędziów, masowo uniewinniających dziesiątki tysięcy najbardziej nawet jednoznacznych nazistowskich zbrodniarzy? Niemców jakoś można zrozumieć – innych kadr u nich nie było. Dlaczego jednak Polska ma cokolwiek czerpać z tak krańcowo nikczemnych wzorów? Kto kogo w Europie ma słuchać? Przedstawiciele państw, w których jeszcze kilkanaście lat temu homoseksualistów za ich upodobania zamykano w więzieniach pouczają dziś Polskę, w której tenże homoseksualizm penalizowany nie był nigdy. Państwa, w których prawa wyborcze kobiet są nowością występują w roli mentorów dla Polski, jednego z pierwszych państw świata, w których bierne i czynne prawa kobiet są przez nikogo niekwestionowaną oczywistością. Kiedy wreszcie Polacy ostatecznie przepędzą tych wszystkich kuriozalnych mędrków, których życiowym powołaniem jest wymazywanie ze świadomości wszystkiego, czegokolwiek Polacy dokonali?

Cham niezbuntowany” to katalog wszystkich najważniejszych problemów, przed którymi stają dziś Europejczycy znad Wisły oraz ci, którzy jeszcze nimi są nad Tagiem, Renem, Loarą czy Sekwaną. Dla wielu będzie to spis oczywistości, ale jak zalecał mistrz Herbert: „Powtarzaj najważniejsze prawdy, powtarzaj je – z uporem”.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here