Artur Adamski: Od ponad dwóch lat mamy w Polsce prawo, umożliwiające prowadzenie drobnej aktywności gospodarczej bez jej rejestrowania. Jeśli dochód z niej nie przekracza połowy minimalnej pensji – nie są potrzebne żadne formalności i płacenie od niej podatków. Skąd wziął się zamysł wprowadzenia takiego rozwiązania?

Premier Mateusz Morawiecki: Apelowałem o jego wdrożenie wielokrotnie, już kilka lat temu. Szedłem do rządu z przekonaniem, że jest ono konieczne. To, z czym przez całe dziesięciolecia mieliśmy w tym zakresie do czynienia, było całkowicie bezsensowne – groszowe wpływy podatkowe z tak małych działalności nie równoważyły kosztów, które państwo ponosi w związku z koniecznością ich ewidencjonowania czy kontrolowania. Był to przejaw nieprzyjaznego ludziom modelu państwa bezdusznego, tłumiącego aktywność obywateli.

AA: Przypomnijmy, że wcześniej mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której świadczenie nawet najdrobniejszych usług wiązało się z obowiązkiem zarejestrowania działalności gospodarczej, prowadzenia księgowości, obliczania i odprowadzania podatku…

PMM: I to nawet wtedy, gdy chodziło o jednorazową usługę, polegającą na uszyciu czy choćby przerobieniu sukienki przez sąsiadkę, mającą w domu maszynę do szycia. Każde wykonanie jakichś najmniejszych nawet prac – wyplewienie ogródka za jakąś drobną zapłatę, udzielenie doraźnych, pojedynczych korepetycji – wszystko to wymagało dopełnienia formalności, związanych z prowadzeniem zarejestrowanej działalności gospodarczej. Rzecz jasna większości usług o takiej skali ludzie nie formalizowali.

AA: Narażano się wtedy jednak na kary. W większości wypadków do nich nie dochodziło. Sam znam jednak przypadki wymierzania grzywien za udzielanie korepetycji przez nauczycieli, którzy nie mieli zarejestrowanej działalności gospodarczej. Bo tym samym nie rozliczali się z tego z fiskusem i nie odprowadzali podatku od tych paru lekcji, jakich w ciągu miesiąca udzielili. Te grzywny były dotkliwe, miały wysokość paru miesięcznych nauczycielskich pensji.

PMM: Zawsze uważałem to za absolutnie niedopuszczalną, bezmyślną represyjność państwa. Niczemu nie służącą, ograniczającą aktywność obywateli, sprzyjającą wypaczaniu międzyludzkich relacji.

AA: Czy jednak takie poszerzenie wolności gospodarczej nie sprzyja nadużyciom?

PMM: Takie ryzyko oczywiście istnieje. Może pojawić się pokusa prowadzenia działalności nieco większej, pod pozorem mieszczącej się w zakresie uprawniającym do jej nieewidencjonowania. Do zasad naszej cywilizacji należy jednak prawo do wszystkiego, co nie jest zabronione czy wolność dla stu winnych, jeśli miałoby to oznaczać ryzyko skrzywdzenia jednego niewinnego. Nie wolno więc ograniczać wolności wszystkich tylko dlatego, że niektórzy być może tej wolności nadużyją.

AA: Brzmi logicznie, ale w stosunku do rzeczywistości sprzed kilku lat, to rewolucyjna zmiana, nie tylko w podejściu do gospodarki, ale do samej istoty państwa. Poprzednicy PiS-u gros represyjnej polityki i obciążeń fiskalnych zrzucali na barki najsłabszych, w ogóle nie zajmując się mafiami VAT-owskimi, permanentnie i całkowicie bezkarnie wykradających miliardy. Teraz nie odpuszcza się dużym, a mali, ci na dorobku, mogą liczyć na pobłażliwość.

PMM: To przecież oczywiste, że tak jest bardziej uczciwie i „zwyczajnie po ludzku”. Per saldo budżet nic nie traci na tym, że nawet miliony drobnych transakcji nie są przedmiotem zainteresowania organów państwa. Przeciwnie – Polska już ma z tego wymierne korzyści. Przedtem najdrobniejsza nawet aktywność gospodarcza wiązała się z koniecznością rejestracji w urzędzie gminy, urzędzie skarbowym, oddziale Głównego Urzędu Statystycznego, ZUS-ie oraz założenia specjalnego rachunku bankowego. Już „na starcie” oznaczało to stałe, comiesięczne koszty, często powiększone jeszcze o usługi księgowe, gdyż rozliczenia w niektórych branżach nie były sprawą prostą. Tym bardziej, że prawo podatkowe ciągle ulegało różnym zmianom. Sama ustawa o działalności gospodarczej z 2004 roku była przecież nowelizowana prawie sto razy. Duzi przedsiębiorcy nie potrafili się w tym chaosie odnaleźć, a co dopiero małe, jednoosobowe firmy. Teraz każdy, kto aktywność gospodarczą podejmuje z niskiego pułapu i, co jest przecież bardzo częste, nie wie, jak ta jego aktywność się potoczy, może zacząć od działalności nieewidencjonowanej. I jeśli ta miniinicjatywa się nie powiedzie, to bez formalnych kłopotów i bez znaczących strat można ją przerwać. Wprowadziliśmy też „pas startowy” – nowa działalność gospodarcza w ogóle nie musi płacić składek ZUS przez pół roku. Widzimy bardzo wyraźnie, że to zachęca do aktywności, że z tego się rodzą i rosną małe firmy. Inne inicjatywy wychodzą z szarej strefy – od kiedy nie ma ryzyka, prawie nie ma kosztów, to dlaczego nie? Podmiotów, które przeszły drogę od działalności ukrytej, przez nieewidencjonowaną do wcale nie tak małych firm, mamy w Polsce coraz więcej. Nasz wzrastający PKB i coraz większy budżet, wystarczający na rzeczy, przez naszych poprzedników uważane za całkowicie niemożliwe, jedno ze swoich źródeł ma w tych właśnie rozwiązaniach.

AA: Czyli, że te wielomiliardowe, powszechne, prorodzinne świadczenia w jakiejś mierze są też owocem poszerzenia wolności gospodarczej?

PMM: Z natury rzeczy rozsądne deregulacje wyzwalają aktywność. Wzrasta też ona wraz z malejącym ryzykiem. Korzystanie z prawa do małej nieewidencjonowanej działalności to też sposób podnoszenia jakości życia bardzo wielu ludzi, np. emerytów, mogących sobie dorabiać sprzedażą drobnego rękodzieła, ogródkowych plonów czy świadczeniem jakichś małych usług. Narzucenie im obowiązków, typowych dla zarejestrowanej działalności gospodarczej, większość tej aktywności zabijało, a część spychało do podziemia. Poszerzenie marginesu wolności gospodarczej zwiększyło znacząco dostępność przeróżnych usług i asortyment rozmaitych drobnych produktów. Skutkiem tego bardzo wielu Polakom żyje się lepiej. A o to przecież chodzi nam wszystkim. Nie brakuje też tych, którym po spróbowaniu gospodarczej aktywności udaje się całkiem szeroko rozwijać skrzydła. A to już oznacza nie tylko indywidualny sukces, rozwój gospodarki, nowe miejsca pracy, ale też wzrost wpływów do budżetu.

AA: W gospodarczej historii III RP aż nadto mamy dowodów zabójczych skutków nadmiaru regulacji i obłędnej pazerności państwa, dążącego do obłożenia absolutnie wszystkiego maksymalnymi podatkami. Na przykład podniesienie VAT-u na książki spowodowało likwidację wielu księgarń, upadek wydawnictw, mniejsze zakupy dla bibliotek, spadek czytelnictwa. Dlatego z tych właśnie podatków mniej pieniędzy zaczęło wpływać do budżetu. Jedynym, co wtedy wzrosło, było bezrobocie. Wzrosnąć też mógł funkcjonalny analfabetyzm. Tyle uzyskano.

PMM: Jeśli chcemy żyć w poważnym, bezpiecznym państwie – podatki oczywiście musimy płacić. Nie ma jednak sensu ani dla państwa, ani dla pracodawców, ani dla pracowników płacenie takich podatków, które aktywność Polaków czynią nieopłacalną. Warto mieć państwo zasobne, bo takie może więcej swym obywatelom dać.

AA: W wyniku uruchomienia Tarczy Antykryzysowej mnóstwo przedsiębiorców ostatnio stwierdziło, że po raz pierwszy dostało konkretną, finansową pomoc. Wielu dziś mówi, że „nigdy wcześniej nie odczuło w ten sposób, że to jest naprawdę ich państwo”.

PMM: Tak, uratowaliśmy miliony miejsc pracy i tysiące podmiotów gospodarczych, zwłaszcza tych rodzinnych, małych i średnich. I o to nam chodzi. Polacy muszą mieć w pełni uzasadnione poczucie, że państwo jest naszym wspólnym dobrem. Nie tylko powodem do dumy, ale też przedmiotem powszechnej troski oraz źródłem pomocy wtedy, gdy jest ona potrzebna. Wiem, że w dziele budowy takiego państwa wiele mamy jeszcze do zrobienia, ale póki jesteśmy u władzy – nigdy nie zejdziemy z tej drogi. Chcemy państwa sprawnego i silnego, ale zarazem państwa z sercem, państwa pomocnego. To jest nasza odpowiedź na pełną niesprawiedliwości transformację 25 pierwszych lat wolnej Polski.

AA: Własne przyjazne państwo jeszcze tak niedawno uchodziło za marzenie nierealne. Życzę pomyślnego jego urzeczywistniania i dziękuję za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here