Romek należał do rodzinnej sztafety ludzi bez reszty oddanych Polsce. Przodkowie „po mieczu” wywodzili się z królewskiego, serbskiego rodu Lazarów, od XVII w. osiadłego w Rzeczpospolitej. Lazarowicze, świetni żołnierze doświadczeni na wojnach z Turkami, cieszyli się sławą mężnych obrońców kresowych rubieży. Kolejne pokolenia zapisały się udziałem w narodowych powstaniach. Dziadek Romka, Adam Lazarowicz, był tytanem społecznej aktywności. Obok zasług w organizowaniu oświaty czy straży pożarnej na biednych wiejskich terenach największą było chyba wyciąganie dziesiątek dzieci z pułapki życia w realiach społecznych nizin. Dzięki jego pomocy synowie i córki analfabetów kończyli licea, rozwijali często niezwykłe talenty, studiowali. Z powodu słabego zdrowia dziadkowi Romka nie pozwolono kontynuować kariery zawodowego oficera. Mimo to znany jest przede wszystkim jako żołnierz. Jako siedemnastolatek walczył na wojnie polsko-ukraińskiej, został ranny w walce z nawałą bolszewicką. W 1939 był komendantem Dębicy i dowódcą kompanii w bitwie pod Rawą Ruską. Okupacyjną konspirację dziadek Romka zaczął już w szeregach Służby Zwycięstwu Polski, dającej początek Związkowi Walki Zbrojnej i Armii Krajowej, w której dowodził 5. Pułkiem Strzelców Konnych. Zanim ten oddział ponad 1200 ludzi stoczy świetnie dowodzoną, największą bitwę partyzancką w Polsce południowo-wschodniej (pod Kałużówką 23-24 sierpnia 1944) zasługą Adama Lazarowicza była skuteczna obrona wielu polskich wiosek, udane akcje dywersyjne i udział w przechwyceniu z poligonu pod Blizną prototypu niemieckiej rakiety V-2. Jednym z żołnierzy dowódcy, mającego już stopień majora i znanego pod pseudonimem Klamra, był w tym czasie ojciec Romka, stojący na czele jednego z plutonów Zbigniew Lazarowicz (ps. Bratek). Z rozwiązanej w styczniu 1945 przez gen. Leopolda Okulickiego Armii Krajowej dziadek Romka niemal od razu przeszedł do organizacji Wolność i Niezawisłość. W grudniu 1946 został zastępcą prezesa IV Zarządu Głównego WiN. Po aresztowaniu przez UB „Klamrze” dano do wyboru: współpraca lub śmierć. Współpracy odmówił, prosowieccy oprawcy wykonali egzekucję 1 maja 1951 roku. Kilkanaście lat temu, na łamach „Opcji na Prawo” Romek Lazarowicz odpowiadał na pytania redakcyjnej ankiety, z których jedno dotyczyło największego nierealnego marzenia. Romek odpowiedział na nie: „Chciałbym osobiście poznać mojego dziadka”.

Urodził się dwa lata po jego zamordowaniu. Tak, jak i jego ojciec, do końca życia nie tracił wiary w to, że będzie mu dane doczekać odnalezienia doczesnych szczątek tej osoby jakże bohaterskiej a zarazem najbliższej. Zespołowi prof. Krzysztofa Szwagrzyka przekazano materiał genetyczny, poszukiwawcze prace dawały osieroconym przed laty rodzinom możliwość godnego pochowania ojców. Nigdy nie zapomnę maili od Romka: „Znaleźli współpracowników i przyjaciół dziadka! Rozstrzelanych w chyba tej samej egzekucji! Możliwe, że i jego wkrótce odnajdą!” Jedna z rozdzierających serce myśli, które zakołatały mi się w głowie po wiadomości o śmierci Zbigniewa Lazarowicza i niespełna dwa lata później Romka brzmiała: „Nie zdążyli znaleźć, nie doczekali, nawet to nie było im dane”.

Co nie zabije – to uszlachetni

Kto nie żył w PRL-u, ten nie może nawet sobie tego wyobrazić, jaka była skala piętnowania postaci takich, jak Adam Lazarowicz i inni, zwani dzisiaj żołnierzami niezłomnymi, lub wyklętymi. I tego, co przeżywały ich rodziny. W serialach czy książkach, w których wrogami byli żołnierze Hitlera, często pojawiał się jakiś „dobry Niemiec” (Kugel z „Czterech pancernych” czy Kurt z „Gwiazd porannych” Henryka Bielskiego). Natomiast ci, którzy czynnie przeciwstawiali się sowietyzacji, w filmach, zawsze byli pokazywani w komiksach (m.in. z serii „Relax”!), spektaklach jako uosobienie wszystkich najgorszych wynaturzeń. Nawet 20 lat po egzekucji ojca SB nękało przesłuchaniami jego dzieci. W latach pięćdziesiątych dręczenie zaliczanych, przez władze z obcego nadania, do najgorszych wrogów, polegało nie tylko na zamykaniu możliwości kształcenia czy zawodowego awansu, ale pozbawianiu środków do życia. W swoich wspomnieniach Zbigniew Lazarowicz pisał: „Bywało, że główny posiłek naszej rodziny musiał się składać z zupy, ugotowanej z grzybów, które zbieraliśmy w Parku Szczytnickim”. Okazywało się jednak, że właśnie wśród tych przez PRL-owski reżim spychanych na margines postaci szlachetnych, wspaniałych, legitymujących się bohaterską przeszłością – było najwięcej. Romek dorastał więc w otoczeniu ludzi okrutnie skrzywdzonych, ale zarazem niezwykłych, wybitnych, niepogodzonych z komunistycznym zniewoleniem, oddanych sprawie niepodległości. Dla tych zaszczuwanych, prześladowanych, skazywanych na wegetację pojęcia Bóg, Honor i Ojczyzna były największymi świętościami. Romek dorastał wśród takich ludzi, pochłaniając też ogromne ilości książek o polskiej historii. Prosowiecki reżim wypełniał Polskę do cna zakłamanym, propagandowym przekazem. W takich realiach poznawanie prawdy za sprawą rodziny, wiary, Kościoła i ciągle zwalczanych depozytariuszy narodowej pamięci formowało niezłomne zasady, charakter i niezależność myślenia. W dekadzie gierkowskiej prześladowania środowisk weteranów walki o wolność zelżały, możliwe było nawet ukończenie studiów i znalezienie pracy (oczywiście żadnej, której dostąpienie wymagało jawnej lub tajnej przynależności do struktur reżimu).

Kontynuator dzieła swych przodków

Trudno się dziwić, że wydawnictwa, od połowy lat siedemdziesiątych ukazujące się poza zasięgiem cenzury, w pierwszej kolejności trafiały do środowisk, do których należał Romek. Stanowiły wyrywany spod totalitarnej kontroli obszar polskiej wolności. Pragnienie ich wspierania, rozwijania, pomnażania tej działalności – było więc czymś oczywistym. Służył pomocą Studenckiemu Komitetowi Solidarności, Klubowi Samoobrony Społecznej i innym formacjom opozycji. W tym też czasie Romek związał się z Heleną, która była nie tylko jego żoną i towarzyszką na wszystkich ścieżkach życia, ale też uczestniczką każdej aktywności. Chyba też kimś nawet więcej niż najbliższy przyjaciel. Oboje włączyli się w kolportaż wydawnictw drugiego obiegu, a kiedy zaczął się ukazywać „Biuletyn Dolnośląski” pospieszyli ze swoją ofertą wsparcia tej inicjatywy. Kierującemu tym pismem Kornelowi Morawieckiemu Romek zaproponował wprowadzenie treści pogodnych, tchnących optymizmem. Miał świetne pióro, znakomite satyryczne zacięcie, zawsze cechowała go oryginalność w oglądzie świata i wszelkich zachodzących w nim zjawisk. Był oczytanym erudyta, autorem znakomitej publicystyki wzbogaconej humorem. Nie poprzestawał na pisaniu, wraz z Heleną i innymi członkami rodziny rozwijał kolportaż, wziął się też za drukowanie.

Kiedy w sierpniu 1980 na Wybrzeżu wybuchły strajki, komuniści odcięli połączenia telefoniczne, najpierw ukrywali wiadomości o wydarzeniach, potem siali dezinformację. Romek z Heleną postanowili osobiście sprawdzić, co tam się dzieje. Pod Stocznią im. Komuny Paryskiej zebrali do toreb wiele ulotek,, które zamierzali zawieźć do Wrocławia. W pociągu postanowili jednak rozdać je po drodze. Gazetki rozkolportowali więc po peronach w Bydgoszczy i innych miastach a po dotarciu na Dolny Śląsk ich treść przekazali Kornelowi Morawieckiemu. Druk specjalnego wydania „Biuletynu” ruszył w kilku miejscach. W jednym z poprzednich numerów Romek pisał, że każdy może uruchomić w swojej kuchni małą domową drukarnię.. W sierpniu 1980 dla potrzeb powielania i suszenia przeznaczył całą powierzchnię rodzinnego mieszkania. Natychmiast po podpisaniu porozumień sierpniowych włączył się w organizowanie NSZZ Solidarność. Służył związkowi głównie umiejętnościami edytorskimi i redakcyjnymi. W 1981 wraz z Kornelem Morawieckim i Wiesławem Moszczakiem zaczął wydawanie pisma plakatowego „Nasze Słowo”.

Na wypowiedzianej Polakom wojnie

13 grudnia 1981 uczestniczył w tworzeniu pierwszej w Polsce prężnej struktury solidarnościowego podziemia. Na jej czele stanął Kornel Morawiecki, który Romkowi powierzył funkcję redaktora naczelnego „Z Dnia na Dzień”. Helena Lazarowicz i Joanna Moszczak przygotowały matryce ze sporządzoną przez Romka zawartością pierwszego wydania, po czym Wiesław Moszczak je wydrukował. Do kolportażu weszło w nocy z 13 na 14 grudnia 1981. Pod redakcją Romka „Z Dnia na Dzień” ukazywało się co drugi dzień sprawiając, że pod względem ilości wydanych numerów, nakładu jednostkowego i łącznego oraz zasięgu pismo to przeszło do historii jako największy prasowy tytuł w dziejach konspiracyjnego obiegu wydawniczego.

Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego w konspirację zaangażowała się cała rodzina Lazarowiczów, co szybko wywołało represje. Internowany został ojciec i młodszy brat Romka. Błąd reżimu polegał na pozostawieniu na wolności tego, który w budowę podziemia wnosił najwięcej. Już w grudniu 1981 Romek zaangażował się w prace mające na celu uruchomienie solidarnościowej radiofonii. W styczniu 1982 wziął udział w eksperymentalnym jeszcze wyemitowaniu pierwszych materiałów radiowych. Tak, jak Kornel Morawiecki uważał, że Frasyniuk, Bujak i inni liderzy Solidarności nie tylko nie przedstawiali jakichkolwiek sensownych propozycji, ale forsowali działania prowadzące donikąd czy wręcz szkodliwe. Dlatego z entuzjazmem przyjął ideę utworzenia organizacji, która za cel postawiła sobie obalenie komunizmu i odzyskanie pełnej niepodległości. Znając poglądy Kornela Morawieckiego obawiał się jednak, że tworzona przez niego formacja będzie czymś w rodzaju partii solidarystycznej. Tymczasem Romkowi bliższe były idee konserwatywne a szanse przyszłej Polski widział w uruchomieniu maksimum potencjału ekonomicznego jej obywateli. Pełna wolność gospodarcza byłaby drogą do zbudowania państwa na tyle prężnego, by w swym fatalnym geopolitycznym położeniu mogło się cieszyć bezpieczeństwem i niezależnością. M.in. dzięki argumentom Romka Solidarność Walcząca uformowała się jako organizacja o szerokim profilu ideowym. Mimo, że pod jej szyldem ukazywały się zarówno periodyki liberałów, na przykład syndykalistów to stanowiła najsilniejszy w Polsce, zwarty związek walki z sowieckim zniewoleniem.

W bezprecedensowych aktywnościach podziemia

Lata osiemdziesiąte były dla Romka czasem mrówczej pracy, prowadzonej w sytuacji permanentnego zagrożenia aresztowaniem. Obok druku czy pisania artykułów, publikowanych w dziesiątkach tytułów podziemnych czasopism, uczestniczył w działaniach wyjątkowych. Takich, w których w skali całego sowieckiego imperium od Łaby po Kamczatkę nie uczestniczyło więcej niż kilkanaście osób.

Przed olbrzymią demonstracją we Wrocławiu 31 sierpnia 1982, Romek uczestniczył w przygotowaniu siatki radiowej, umożliwiającej nadanie serii audycji Radia Solidarność Walcząca, informujących o bieżących wydarzeniach. W tym celu w kilku dobrze wybranych punktach swoje stanowiska obserwacyjne zajęli działacze SW, wyposażeni w nadajniki radiowe. Ich krótkie komunikaty zbierane były przez usytuowanego w ścisłym centrum Pawła Falickiego. Drogą radiową, też krótkimi porcjami, wysyłał je do zespołu Romka, znajdującego się w mieszkaniu na dziesiątym piętrze bloku w pobliżu dworca głównego. Romek obsługiwał silny nadajnik z anteną. Towarzyszyła mu Helena, zajmująca się odbieraniem informacji i uczestnicząca w ich redagowaniu oraz Krystyna Jagoszewska, Która czytała komunikaty na antenie. Seria programów, słyszalnych na dużym obszarze miasta, zaczęła się od apeli do funkcjonariuszy ZOMO, by pozwolili na pokojowy przebieg Święta Solidarności. Kolejne mówiły już o barykadach, płonących samochodach, masowych aresztowaniach i zażartych starciach w kilku dzielnicach Wrocławia. Nad miastem krążyły śmigłowce i w pewnym momencie jeden z nich zawisł mad dachem bloku, wykorzystywanego przez zespół Romka jako wieża radiowa. Mógł być to znak skutecznie prowadzonej radiopelengacji, więc nadawaną audycję Romek natychmiast przerwał. Koniecznym okazało się wtedy skontaktowanie z przysyłającym informacje Falickim. Oczywiście inna metoda, niż radiowa. Przez kilka ogarniętych walkami ulic dotarła do niego Helena. Zdołała też wrócić przynosząc największy z pakietów informacji o dramatycznych wydarzeniach, wstrząsających miastem.

Dzięki licznym członkom Solidarności Walczącej, pracującym naukowo (głównie na Politechnice Wrocławskiej) organizacja ta jako pierwsza na wielką skalę zaczęła wykorzystywać technologie informatyczne. Wyprzedzała w tym służby reżimu, dla których najnowsze komputery i programy były nowością większą, niż dla naukowców. W oparciu o ten sprzęt Solidarność Walcząca stworzyła prawdziwą agencję prasową, regularnie rozsyłającą swoje serwisy informacyjne do paruset redakcji własnych i zaprzyjaźnionych redakcji podziemnych wydawnictw. Pierwszy raz w życiu miałem wtedy do czynienia z dyskietkami komputerowymi, z których za każdym razem dawało się wydobyć setki stron tekstu. Autorem tych materiałów był przede wszystkim Romek a zarówno wtedy, jak i dziś są one dla mnie czymś niebywałym. Niezwykła była już sama ilość przeróżnych, zakazanych wówczas przez władze, wiadomości z Polski i świata. Jako coś absolutnie nadzwyczajnego oceniam dziś analizy i prognozy rozwoju sytuacji politycznej. Opierały się one m.in. na informacjach o kontaktach części opozycji z najwyższymi funkcjonariuszami komunistycznego reżimu. Wtedy nie uwierzyłem ani tym faktom, ani wnioskom, że w perspektywie paru lat w Polsce mogłoby dojść do zmian, polegających na obecności w najwyższych organach państwa wielu znanych postaci Solidarności. Byłem w tamtych latach stałym słuchaczem zachodnich rozgłośni, czytałem też masę podziemnych wydawnictw, redagowanych przez najbardziej znanych działaczy warszawskiej opozycji. Pod względem trafności przewidywań żadne z nich nigdy nawet się nie zbliżyły do serwisów Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej, w której kluczową rolę odgrywał Romek.

Czas spychania na margines

Z czasów podziemnych Romek wychodził, dysponując unikatowymi w skali kraju kompetencjami analitycznymi, z przeogromną wiedzą oraz bardzo rzadkimi wówczas umiejętnościami używania wielu programów komputerowych. Wszystkiego nauczył się sam, krok po kroku rozgryzając potencjały najnowszego sprzętu i oprogramowania, do którego prawie nie było podręczników czy instruktorów. W wydobywającej się z komunizmu Polsce ktoś taki powinien być rozchwytywany jako bezcenny skarb. Od 1989 roku Polska jednak się z totalitarnego porządku nie wydobywała. Jej ustrój przepoczwarzał się w nową fazę, ciągle daleką od demokracji i wolności a ze sprawiedliwym ładem nie mającą już absolutnie nic wspólnego. Wychodząca z podziemia Solidarność Walcząca uruchomiła wtedy własne inicjatywy, także o charakterze gospodarczym, zaczęła też wydawać swoją gazetą. Jednym z jej najważniejszych filarów był Romek. W zderzeniu z konkurencją dysponującą miliardami i całym potencjałem mediów, odziedziczonym po aparacie propagandy PRL-u, inicjatywy niezależne, nie dysponujące fortunami, nie miały szans. Dla wielu działaczy Solidarności Walczącej lata dziewięćdziesiąte stały się czasem walki o byt. Szereg lat w lwiej części poświęconych konspiracji pozostawił po sobie wyrwy, dotkliwie odczuwane w bycie wielu rodzin. A gazety, rozgłośnie radiowe czy telewizje tego czasu pełne były wypowiedzi ludzi, przedstawianych jako najważniejsi bohaterowie walki z komunizmem i czasem wprost – twórcy podziemia, także tego z Dolnego Śląska. Wśród tych postaci, stających się wówczas mieszkańcami masowej wyobraźni, nie było ani Romka ani też żadnego z działaczy Solidarności Walczącej.

Zwycięstwo prawdy

Swoje umiejętności w drobnej części Romek wykorzystywał, zajmując się redakcją i składem cudzych wydawnictw i publikacji. Równocześnie z wielką pasją poświęcałał się jednak pracy nad często zupełnie zapomnianymi a arcyważnymi wątkami polskiej historii. Po latach zaczęły one owocować książkami a nawet całymi seriami wydawnictw. Cykl publikacji na temat organizacji Wolność i Niezawisłość po kilkunastu latach został uznany za dzieło fundamentalne i przyniósł Romkowi tytuł Kustosza Pamięci Narodowej. Na początku XXI stulecia Romek uruchomił też portal internetowy, poświęcony Solidarności Walczącej. Stał się on czynnikiem integrującym rozproszone środowisko byłych konspiratorów i przyczynkiem do kolejnych rocznicowych zjazdów. W czasie najbardziej przełomowego, upamiętniającego XXV rocznicę utworzenia organizacji przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Akt dekoracji każdego z kilkudziesięciu wyróżnianych wywoływał owację zgromadzonych w wielkiej sali Pałacu Prezydenckiego. Oklaskami najgłośniejszymi i najbardziej entuzjastycznymi przyjaciele nagrodzili wtedy właśnie Romka.

Wśród wielu aktywności dał się też poznać jako redaktor naczelny i publicysta miesięcznika „Opcja na Prawo” a przede wszystkim – pisarz. Kolejne tomy bardzo zapadających w pamięć opowiadań składają się z utworów, starających się odpowiedzieć na przede wszystkim dwa zasadnicze pytania. Pierwsze – z czym mieliśmy do czynienia w czasach sowieckiego totalitaryzmu, czy pozostawił on w nas nieodwracalne zmiany, uodpornił nas na przyszłość to doświadczenie czy wręcz przeciwnie? I drugie – w jaką fazę wchodzi ludzkość, w coraz większym stopniu wyzbywająca się wartości, pozwalających jej do tej pory istnieć, pokonując wszystkie kryzysy?

Przed rokiem, na wiadomość o śmierci Romka, długo nie mogłem otrząsnąć się z natłoku myśli i bolesnych uczuć. Przypomniał mi się też wtedy kawałek wiersza angielskiego poety – metafizyka sprzed czterech stuleci Johna Donne’a, który o odejściu innego człowieka pisał jako o wygaśnięciu cząstki także jego samego. Taką bez wątpienia miarę ma dla mnie i dla wielu mieć będzie śmierć kogoś tak wyjątkowego, jak Romek. Zdarzają się na tym świecie ludzie niezastąpieni.

I pozostają po nich wyrwy, których wypełnić się nie da.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here