To niezwykle barwna, ciekawa i ważna postać we współczesnej polskiej kulturze. Dużo w nim Greka i dużo Polaka, a z całą pewnością najwięcej człowieka o światłym umyśle i wrażliwej duszy, słowem, mówimy o artyście, poecie i podróżniku przez światy piękna, mądrości i ludzkich zagadek. Telemach Pilitsidis mieszka w Głogowie, ale odwiedza też Grecję, skąd się wywodzą jego korzenie. O malarstwie Pilitsidisa nie będę pisał, choć jest ono niepojęcie zajmujące i prowokujące do poszukiwania i oznaczania swoich źródeł. Powiem jedno, artysta znalazł swój styl i od lat jest już rozpoznawalny. Doczekał się też swoich uczniów, a także naśladowców. Zajmę się głównie jego poezją, bowiem ukazała się kolejna książka, „Dwie rzeki”.

Co to za rzeki? Dlaczego dwie. Zadałem mu to pytanie i usłyszałem następujący wywód: „Jestem bardziej Wodnikiem niż Koziorożcem i ciągnie mnie do wody. Urodziłem się w dorzeczu Aliakmonu. ( Dodajmy, że źródło tej rzeki znajduje się w górach Pindos, a ujście w Zatoce Salonickiej – STS ). Ostatnio odkryto blisko niego źródła wody leczniczej. Za polem moich rodziców wykopano dobrze zachowane kły mamutów wielkości 5 metrów, największe na świecie. Wśród nich były kości innych zwierząt żyjących w okresie polodowcowym. Są i znaleziska z okresu pobytu Dorów (…). Mając niespełna 8 lat, opuściłem Grecję w wyniku wojny domowej. Przeszedłem boso całą drogę przez góry Gramos do Albanii. W Albanii panował głód. Trzeba było radzić sobie sprytem i pomysłowością, żeby zdobyć coś do jedzenia. Dziadek nauczył mnie łowić ryby, znalezioną agrafką, zamieniłem ją na haczyk i na końskim włosie łowiłem ukleje i dorodne płocie w małej rzeczce górskiej. Po przyjeździe do Polski, mieszkałem nad rzekami: Nysą, Wisłą, Skawą, Bobrem, a zakorzeniłem się nad Odrą. Po lekturze Hemingwaya o łowieniu pstrągów i lipieni na sztuczną muchę, zapisałem się do PZW, stając się pasjonatem wędkowania, ale dopiero po 40 latach złowiłem swoją rekordową rybę”.

No, dobrze, spytałem, ale co z wierszami? Dlaczego dwie rzeki? I usłyszałem odpowiedź. „O rzece napisałem wiele wierszy, bo zdaje mi się mało kto zna lepiej rzekę niż ja, z jej dąsami, gniewem i łaską, gdy obdarowuje mnie rybami. Ryby uwalniam, nigdy nie biorę ze sobą. One dają mi okazję, by przeżyć chwilę z adrenaliną, a ja dziękując im, wspieram zarybianie. Rzeka w meandrach swoich i wirach kryje to coś, co tylko poezją można wyrazić. Bliżej rzeki natura w swojej pierwotnej formie najlepiej uspakaja duszę i koi niepokoje. Pisałem o rzece zawsze tak, jak się pisze o przeznaczeniu. Rzeki mojego dzieciństwa wysychały i odradzały się, odpływały i znowu powracały z morzem do swoich źródeł w górach”.

Widoczny jest w jego wierszach bardzo silny nurt egzystencjalny. Dopytywałem więc, czym jest dla niego czas, historia, tradycja? I oto odpowiedź:

„Mam szacunek dla tradycji, która wnosi w nasze życie harmonię i ład. Ale trzeba być otwartym na wszystko, co nowe i dodające naszemu życiu polot. Historia mniej mnie interesuje niż fakty. Historię można interpretować, fakty pozostają faktami. Historia ma tendencje mitotwórcze, dobrze jak pod Termopilami wygrywają sprzymierzeni z Atenami, gorzej, gdy zwyciężający są największymi przegranymi. Pozostają cyfry, garstka Spartan”…

Można się z artystą spierać, nie godzić na takie sformułowania, jak to, że „trzeba być otwartym na wszystko, co nowe”, bo nie na wszystko trzeba być otwartym, na nowe zło trzeba być zamkniętym. Na wszystko, co nowe, należy patrzeć z zainteresowaniem, ale też z krytycznym okiem i z mądrą refleksją. Można też dyskutować o znaczeniu i sensie historii.

Wejdźmy trochę w filozofię, kontynuowałem pytania. Ma poeta spore doświadczenie życiowe, artystyczne. Jakie wartości są mu najbliższe, drążyłem temat. A on odpowiadał: „Wartości kojarzą mi się z kulturą Zachodu, gdzie wszystko podlega spekulacji w przeliczeniu na pieniądz. Fromm – „dasz mi, to ci dam”. Budzę się codziennie rano z nastawieniem, że jestem nowym bytem, który postrzega świat pierwszy raz w życiu, oczyszczony od obrazów wczorajszego dnia, miesiąca, roku. Mój świat jest przebudzeniem zawsze w nowej rzeczywistości, gdyż ja jestem za każdym razem inny, kiedy otwieram oczy. Jak rzeka Heraklita z Efezu, która nigdy nie jest taka sama. Rzeka odpłynęła, a my światkami nowej rzeki, w tym co teraz. Ulubionymi moimi mędrcami są wszyscy ci, którzy wnoszą coś do mojego myślenia: Deepak Chopra, Eckard Tolle, Heidegger, Cioran, filozofowie greccy, hedoniści z Epikurem, Parmenidesem i wszyscy, którzy rozprawiali o czasie i przestrzeni. Niemniejszym zainteresowaniem cieszą się nurty myśli wschodniej, które odmieniły mój sposób postrzegania świata, tak jak Zen. Wśród poetów wymieniłbym Kawafisa, Ritsosa, Rajnera Marię Rilkego, Josepha Brodskiego, Paula Selana i plejadę innych, których kocham za piękne wiersze… Nic beze mnie, ja przeżywający świat, tworzę go, a on tworzy mnie. Z największą uwagą odnoszę się do śmierci. Żyję świadomością umierania, doświadczam jej przemijaniem. Co do narodzin, wiem, że nic nie wiem. Pewnie nigdy się nie urodziłem. Byłem w jestem. Największą wartością dla mnie jest wiedza. Wszyscy jesteśmy wyposażeni w rozum, ale nie wszyscy wykorzystujemy go dla dobra. Pięknie brzmi człowiek, kiedy człowiekiem jest. Temat na doktorat”.

Ale idźmy dalej. Pisze poeta dużo erotyków. Czym jest więc miłość? – spytałem. A Pilitsidis po swojemu i na to pytanie odpowiadał, prowokując do dalszej dyskusji. Mówił tak: „Kiedyś w Łagowie miałem szczęście poznać pisarkę, znawczynię ludzkiej natury, uczuć i kochania, Michalinę Wisłocką. Dała mi swoje notatki o sztuce kochania dla dorosłych, prosząc, bym przeczytał. Po pewnym czasie zapytała, co o nich sądzę. Powiedziałem, że mam odmienne zdanie na temat kochania. Dla mnie kochanie jest predyspozycją miłowania i nie można go odnosić tylko do jednej osoby. Wymieniam kilka imion, które kocham, a pani już o siwiejącej fryzurze łapie się za głowę, po krótkiej chwili komentuje: „Wy, artyści, tak macie”. Jak to jest, czy w skali od 1 do 10 można ocenić miłość? Jestem za miłością bez granic, autentyczną i bez tabu, wszelkie kulturowe zachowania prowadzą do impotencji i psychicznej destrukcji”.

No, i pohasał sobie artysta. Poszalała jego wyobraźnia. Też można się spierać, a nawet kpić z tej „impotencji i psychicznej destrukcji”, ale artysta ma prawo do skrajnych myśli, niech więc mu sprzyjają. Miłość bez granic brzmi pięknie. Tylko, co to znaczy. Można się już porządnie pospierać. Przejdźmy jednak do czegoś innego. Chwila na ciszę, na milczenie. Sporo w tomiku wierszy o ciszy. Jak na nie patrzeć. Artysta tak mówi: „ Milczenie jest sposobem na oczyszczenie się z naleciałości pamięci. Zapominam, żeby oczyścić się z kurzu bełkotów, które ciążą myśleniu. W ten sposób dojrzewa się do nowego słowa, a umysł staje się bardziej odkrywczy i świeży. Burzę umysłu poprzedza cisza i tak jak przed burzą cichną żywioły. By doładować się energią żywiołów, człowiek potrzebuje ciszy, żeby odpocząć od zgiełku ulic. Czasami z nadmiaru informacji. Cisza jest miejscem, w którym budzą się niekoniecznie demony. Bywa, że wszystko, co ma początek w podświadomości, nosi znamiona uśpionego kamienia lub próżni. Milczenie może być chwilą katarzis. Niewątpliwie dzieli pewne stany umysłu od działania do jego braku”.

Zacytujmy na koniec kilka mądrych i pięknych wierszy poety. Dodajmy, poety w pełni sił twórczych, który pielgrzymuje pomiędzy wielkimi ideami świata. „Dwie rzeki” prowadzą czytelnika po nowych ścieżkach myślenia, pokazując, jak poezja splata się z naszym życiem duchowym, stając się jego symbolem. I jak piękno przenika ludzkie dramaty, a prawda zderza się ze złem. To książka wartościowa i bogata w znaczenia, w której stare mity greckie wadzą się z mitologią nowej rzeczywistości. Warto po nią sięgnąć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here