Kornel zawsze potrafił powiedzieć krótko om sprawach wielkich i ważnych. A jak opowiedzieć krótko o Kornelu? Tylko raz mi się to udało, chwilę potym, jak dowiedziałem się o jego śmierci. Odebrałem wtedy telefon od którejś z telewizji, która informując mnie o wejściu na antenę, bezceremonialnie poprosiła o krótki komentarz. Nie zbierając myśli powiedziałem wtedy: „Polska utraciła właśnie swojego największego narodowego bohatera naszych czasów”.

Artur Adamski. Fot. Artur Waszkielewicz

Kornel Morawiecki był bohaterem nie tylko Polski. Za walkę o wolność innych narodów wysokimi odznaczeniami wyróżniły go Republika Czeska, Węgry a także Tatarzy Krymscy. Bo i o ich wolność w najtrudniejszych czasach czynnie się upominał. Tytuł honorowego obywatela przyznały mu m. in. województwo Dolnośląskie, miasto Wrocław i Trzebnica. Jego życie było wypełnione wielką służbą innym ludziom, tytaniczną pracą na rzecz Polski. A w największym stopniu związany był z czterema miejscami naszego kraju. Pierwszym była Warszawa, gdzie urodził się 3 maja 1941 roku. W stolicy spędził siedemnaście pierwszych lat życia i cztery ostatnie, w czasie których pełnił godność marszałka seniora Sejmu RP. Tamtejszy Cmentarz Powązkowski stał się też miejscem jego spoczynku.

Drugie miejsce, z którym był najbardziej związany, to ziemia świętokrzyska, z której pochodzili jego przodkowie i gdzie, wśród licznych krewnych, spędził dużą część swoich młodych lat. Wystarczy zajrzeć do indeksu którejkolwiek książki, poświęconej Świętokrzyskiemu Obwodowi Armii Krajowej, by zobaczyć, jak wielu wymieniają one Morawieckich. Wszystko to są wujkowie, kuzynowie Kornela, wiele spośród nich to postacie legendarne, wsławione udziałem w najbardziej bohaterskich akcjach podziemia, takich jak np. uwolnienie więźniów gestapowskiej katowni w Jędrzejowie. Wśród tych ludzi Kornel spędził dużą część dzieciństwa.

W czasie kolejnych wakacji chłonął opowieści o konspiracji, działalności dywersyjnej, walce leśnych oddziałów. Trzecim miejscem w jego ojczyźnie był Wrocław, do którego trafił, by w nim studiować, w którym pracował, założył rodzinę i który był początkiem jego historycznych dokonań.

Czwartą z tych części Polski, z którymi związany był najbardziej, są północne powiaty Dolnego Śląska, Góry Kocie, ziemia trzebnicka a w szczególności gmina Oborniki. We Wrocławiu w 1958 r. znalazł się m. in. dlatego, że w niedalekim Wilczynie Leśnym miał krewnych – rodzinę Rolanda Winciorka, człowieka w części wychowanego na kolanach Władysława Reymonta (matka była jego gospodynią), zasłużonego walką z najeźdźcami niemieckimi i sowieckimi oraz w oddziale AK, potem w organizacji WiN.

To tutaj z Wojtkiem Winciorkiem podjął pierwsze wielkie działania przeciw komunistycznemu reżimowi, tu założył swoją pierwszą drukarnię. W jego letnim domu, zwanym Kornelówką, miało początek mnóstwo wolnościowych inicjatyw, a pierwsi drukarze przedsierpniowego drugiego obiegu wywodzili się m. in. spośród zaprzyjaźnionych mieszkańców Pęgowa. Bo z tutejszą społecznością bardzo aktywnie współdziałał. Pracował tu jako nauczyciel, owocem tej pracy było zaangażowanie wielu ludzi w podziemną radiofonię, poligrafię, w konspiracyjne redakcje. W latach, w których był najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Polsce, ukrywał się także jako rzekomy pacjent, w jednym z obornickich sanatoriów.

Jakiekolwiek miałoby się poglądy to każdy przyznać musi, że Kornel Morawiecki należał do najwybitniejszych postaci, związanych z tą ziemią w całych jej dziejach. Kiedy więc kilka lat temu, wraz z Andrzejem Manasterskim, proponowaliśmy władzom miasta i gminy, by nadały Kornelowi tytuł honorowego obywatela, spotkaliśmy się z obojętnym a nawet negatywnym stosunkiem do tej idei. Tę niechęć potwierdza także kuriozalna sytuacja na dzisiejszej uroczystości. Nasuwa się retoryczne pytanie: Dla kogo byłby to większy zaszczyt? Dla Kornela być honorowym obywatelem czy dla miasta i gminy mieć za honorowego obywatela postać tak niepowtarzalną. Dziś nie chodziło jednak o honorowe obywatelstwo, ale o zwykły akt pamięci. Przypuszczam, że jakąkolwiek tablicę pamiątkową odsłania się w Obornikach nie częściej, niż raz na dziesięć lat. Z natury rzeczy uroczystość ta ściągnęła posłów, senatorów, burmistrzów sąsiednich miast, przedstawicieli wielu urzędów, stowarzyszeń, oczywiście kapłanów a także kombatantów, strażaków, policjantów, kolejarzy, mieszkańców miasta i gminy. A nie przyszedł nikt z lokalnych władz. Panu radnemu Kucharskiemu, który złożył wiązankę kwiatów pod tablicą, składam wyrazy szacunku. Był jednym z dwojga radnych, ratujących dziś honor miasta i gminy.

Kornel oczywiście byłby ostatni by zabiegać o własną chwałę. Autorka pracy doktorskiej na temat gatunku pisarskiego, zwanego wywiadem – rzeką zauważyła, że książkowa rozmowa z Kornelem Morawieckim wyróżnia się tym, że wypowiadający się mówi przede wszystkim o roli innych, a nie o własnej. O zadaniach, jakie należy sobie stawiać, Kornel też mówił krótko. Trzynaście lat temu, na koniec wspaniałego, poświęconego Solidarności Walczącej przedstawienia w Teatrze Polskim Kornel, powtórzył tylko zdanie z finałowej pieśni tego niezapomnianego spektaklu: „Siejmy, a coś wyrośnie”. Kornel w swoim życiu zasiał bardzo dużo i ten zasiew przyniósł plony ogromne. Serce rośnie, gdy spotykamy dziś innych wspaniałych siewców. Jest nim na pewno Dominik Krupa, główny inicjator i organizator wspaniałych uroczystości, w których uczestniczyliśmy i które będą dla nas niezapomniane. Takimi siewcami są ci wszyscy, którzy w tym dziele go wspomagali, by wymienić tylko gospodarzy tego miejsca, Wyższe Seminarium Duchowne Salwatorianów w Bagnie.

Powtórzę za Kornelem: „Siejmy! A na pewno dużo wyrośnie!”

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here