Oglądam zdjęcia Romka Lazarowicza zamieszczone w jego biografii. Zawsze zaczynam od tego, jeśli książka zawiera fotografie. Czasem mają w sobie więcej treści niż tekst, opowiadają nieopisaną nigdzie historię, a czasem tylko coś dopowiadają. Zatrzymuję się przy tych z lat młodzieńczych Romka, bo przykuwają mój wzrok jego oczy. Są niesamowicie jasne. Patrzę na nie i od razu przychodzą mi na myśl wiersze Baczyńskiego. Nie chodzi o ich kolor, zresztą zdjęcia są czarnobiałe, ale o światło, które z nich emanuje. To światło łączy w sobie dobro, pogodę, otwartość, prawość. Więc przyglądam się młodziutkiemu Romkowi i stwierdzam, że takie właśnie oczy powinni mieć aktorzy grający szlachetnych średniowiecznych rycerzy. Chwilę później konstatuję, że podobnie świetliste oczy miał jego dziadek, Adam Lazarowicz. Zwłaszcza na zdjęciu w mundurze zrobionym w Biedrusku w 1931 roku. Wkrótce zaczynam czytać pierwszy rozdział „Uśmiechnietego wojownika” i dowiaduję się, że przodkowie Romka, byli synami serbskiego króla Lazara. Po śmierci ojca przybyli do Polski i u boku Michała Korybuta Wiśniowieckiego wsławili się w walkach z Turkami. Jeden z nich został nobilitowany, otrzymał ziemię i herb, w którym widnieje tarcza ze strzałą. Czy waleczni synowie króla Lazara też mieli takie oczy jak Romek? A ci jego przodkowie, którzy brali udział w powstaniu styczniowym, wojnie polsko-bolszewickiej i wojnie obronnej w 1939 roku? Czy oni też mieli takie świetliste spojrzenia?

Do „Uśmiechnietego wojownika” wchodzi się jak do domu. Mieszkanie w poniemieckiej kamienicy przy ul. Pasteura we Wrocławiu, gdzie urodził się, wzrastał i mieszkał aż do śmierci Romuald Lazarowicz, ma specyficzny klimat, typowy dla przedwojennej inteligencji – tymi słowami rozpoczyna się pierwszy rodział biografii. – Starannie dobrane stylowe meble, a na ścianach, komodach, regałach rodzinne fotografie, pamiątki, unikatowe eksponaty. Już w przedpokoju rzucają się w oczy dwa olejne obrazy w jednakowych ramach – marszałka Józefa Piłsudskiego na kasztance i mjr. Adama Lazarowicza w mundurze. Dziadek i dziadek – mówi Helena Lazarowicz, żona Romka, wskazując na obrazy.

Do takiego domu bardzo chce się wejść. Chce się usiąść przy stole, poprosić o filiżankę herbaty, wrzucić do niego kostkę cukru z rodowej, srebrnej cukiernicy i słuchać rodzinnych historii. Książka na szczęście pozwala nam poznać mnóstwo rodzinnych historii, większość z walką o Polskę w tle. Bo rodzina Lazarowiczów to ci, którzy w czasach II wojny światowej, okresie stalinizmu i czasach PRLu „idą wyprostowani wśród tych co na kolanach”. Jeden z jej filarów, Adam Lazarowicz „Klamra” był majorem piechoty Polskich Sił Zbrojnych, żołnierzem SZP, ZWZ i AK oraz zrzeszenia WiN, w którym pełnił funkcję zastępcy prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN. Na dwa lata przed narodzinami Romka, 1 marca 1951 roku, po aresztowaniu przez UB, brutalnym śledztwie i skazaniu na czterokrotną karę śmierci, został stracony w więzieniu mokotowskim. Drugi filar, Zbigniew, ojciec Romka i syn Adama, działał w podziemiu niepodległościowym w czasie II wojny światowej oraz powojennym podziemiu antykomunistycznym. Jest takie powiedzenie: kto nie ma korzeni, nie ma też skrzydeł. Historia tej rodziny dawała skrzydła do odważnego poznawania prawdy i walkę o nią nie tylko własnym członkom, ale także osobom spoza niej. Flagowym tego przykładem jest Helenka, żona Romka, której poświęcony został osobny rozdział „Uśmiechniętego wojownika”. Ojciec Helenki trzykrotnie pełnił funkcje I Sekretarza Powiatowego Komitetu PZPR w miastach na Opolszczyźnie, zatem wzrastała ona w zupełnie innej mentalności. Romek i Helenka poznali się i zostali parą w czasie studiów. Wtedy rozpoczęło się moje polityczne przebudzenie, bo w moim rodzinnym domu nie rozmawiało się o polityce, tak jak to było u Lazarowiczów. Polityka wprawdzie nas dotyczyła, ale w zupełnie inny sposób – wyznaje Helena na kartach biografii. Kiedy Helenka i Romek postanowili się pobrać, wielu wątpiło, że małżeństwo tych dwojga z całkowicie różnych światów, przetrwa. Ślub odbył się w 1979 roku, rzec by można, chwilę przed Gdańskim Sierpniem, którego oczywiście w 1979 roku nikt nie mógł się spodziewać. Młodzi Lazarowiczowie włączyli się aktywnie w walkę o niepodległość Polski.

Kolejny bardzo ważny dom w tej opowieści to ten, który Romek z Helenką stworzyli po ślubie w mieszkaniu przy ulicy Podwale. W 1980 roku, byłam ledwie przedszkolakiem, więc o druku bezdebitowych pism i kolegiów redakcyjnych – „Biuletynu Dolnośląskiego” i „Z dnia na dzień” – na Podwalu, czytałam z zapartym tchem. O ile w mieszkaniu przy Pasteura miałabym ochotę usiąść przy stole i posłuchać opowieści o „Klamrze” czy synach króla Lazara, o tyle w domu na Podwalu, chętnie przycupnęłabym gdzieś w kącie i obserwowała pracę przy powielaczu jak najlepszy film.

Dziennikarstwo od lat szkolnych jest moją pasją, toteż od dawna kolekcjonuję książki o wybitnych przedstawicielach tego zawodu, by czerpać z nich inspirację. Wśród nich stoi na moim regale pozycja pt. „Chłopcy Murrowa” poświęcona korespondentom wojennym CBS w czasie II wojny światowej. Murrow’s boys, jak nazywano ich w branży, narażali życie i zdrowie, by pełnić swą dziennikarską misję. W Wikipedii, na stronie poświęconej Romkowi czytamy, że był to polski dziennikarz, bibliotekarz i działacz opozycji w PRL. Po pierwsze: dziennikarz. Zresztą, nawet na okładce jego biografii widzimy Romka piszącego na maszynie. (Co prawda widać tam również amunicję, ale po pierwsze jednak maszynę!). W mojej opinii dziennikarstwo Romka w latach 80. było, wbrew pozorom, równie niebezpieczne jak wojenne zadania chłopców Murrowa i miało realną siłę zmieniać rzeczywistość, niosło otuchę i nadzieję, dodawało odwagi. I dokonywało tego wszystkiego. Zmieniało świat. A dziennikarstwo, które zmienia świat na lepsze, to prawdziwie wielkie dziennikarstwo. Oczywiście Romek był dziennikarzem do śmierci, nie tylko w latach 80., jednak mnie osobiście, jego pisanie z tamtego właśnie okresu jest najbliższe. Mogłabym jeszcze długo pisać o kolejnych wątkach z „Uśmiechniętego wojownika”, które mnie poruszyły, bo jest ich całe mnóstwo. Ale najlepiej po prostu sięgnąć po tę książkę i samemu odnaleźć w niej własne wzruszenia. Tymczasem mój egzemplarz „Uśmiechniętego wojownika” wędruje na regał tuż obok „Chłopców Murrowa”. Było dla mnie wielkim zaszczytem poznać Romka i gościć go na naszym weselu.

3 KOMENTARZE

  1. 986927 431222Youre so cool! I dont suppose Ive read anything in this way before. So good to uncover somebody with some original tips on this topic. realy appreciate starting this up. this superb website is something that is required more than the internet, a person if we do originality. valuable work for bringing something new towards the internet! 323700

  2. 317895 754415I dont agree with this specific write-up. However, I did researched in Google and Ive identified out which you are correct and I had been thinking within the incorrect way. Continue producing quality material related to this. 199851

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here