Dogadali się jak Polak z Polakiem – idzie legenda przez pokolenia. Dogadał się bezpieczniacki agent z partyjnym aparatczykiem. I nie był to przejaw dobrej woli rządzących, bo zostali zmuszeni do podpisania porozumień. Jednak tylko w hucie „Katowice” strajkujący żądali wyprowadzenia komitetów partyjnych z zakładów pracy. W końcu to wymuszone ustępstwo gdańskie było rozgrywką taktyczną, bo rozwiązanie problemu miało przynieść wprowadzenie stanu wojennego.

Do legendy przeszła zmiana ustroju bez rozlewu krwi, bo nie liczy się ofiar stanu wojennego. Mówi się o demokratycznych przemianach, a w 1989 roku nie było wolnych wyborów sejmowych. Jakie znaczenie dla przyszłości może mieć przeszłość, która jest legendą – pytanie retoryczne.

To my stoimy po dobrej stronie – deklaruje senacki marszałek Tomasz Grodzki (zarzuty korupcyjne, jego ojciec legitymuje się dokumentacją w IPN), a lider był tylko jeden – wskazując na Lecha Wałęsę podczas 40 rocznicy powstania „Solidarności” pod skradzionymi tablicami z 21 postulatami strajkujących w 1980 roku.

Z kolei noblista utrzymuje, że „pokonani zostali przyjaciółmi”, zgodnie z filozofią okrągłostołową. Co więcej, to NSZZ zawłaszczył nazwę „Solidarność”. Dlatego trzeba „Nowej Solidarności”(nie będzie uznawała TW „Bolka”). Tylko kto będzie zawłaszczycielem? Europejskie Centrum Solidarności pokazało, jak można pozyskiwać historię do politycznych celów. PO pokazała, jak można uwłaszczać się na rocznicach.

Europejskie Centrum Solidarności przywłaszczyło sobie tablice z 21 postulatami strajkujących, które przecież powinny znajdować się w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, tak jak tzw. ludzie kultury przejęli placówki kulturalne, w których nie ma nic poza lewicowo-liberalną, antypolska propagandą. Nie inaczej w popkulturze, w mediach elektronicznych.

Nawet w polskich podręcznikach można spotkać tak piramidalne bzdury, jak porównanie Joanny D’Arc z Gretą Thunberg. Młodzież ma docenić współczesne możliwości propagowania postępowej ideologii klimatycznej, w kontekście manipulacji średniowiecznymi uwarunkowaniami religijnymi. Tak więc, co tam realia historyczne, gdy można podburzać dzieci przeciw dorosłym, gdy można wdrażać biznes ekologiczny.

Prawicowo-konserwatywna większość stała się polem rewolucyjnej inżynierii społecznej. Trzeba ją „wyzwolić” z opresyjnej, patriarchalnej kultury, bazującej na wartościach chrześcijańskich. Prawda, dobro, piękno to kaganiec dla nowoczesnego, postępowego obywatela europejskiego. I spora część młodzieży już w to uwierzyła.

Tymczasem elgiebetycka ideologia wpycha się do szkół, w przestrzeni publicznej dominują legendy (kłamstwa), a nie prawda historyczna. Trwa lewicowo-liberalna, ahistoryczna okupacja świadomości społecznej. Agresywna mniejszość narzuca swe patologiczne poglądy milczącej większości, która w końcu powinna przemówić.

Jak na razie ataki na duchownych, figury świętych, profanacja świątyń mają zredefiniować tradycyjną rolę religii w społeczeństwie, ośmieszyć i wykluczyć wiarę z przestrzeni publicznej. Nowa inżynieria społeczna wymazuje z pamięci społeczeństwa chrześcijański etos cywilizacyjny. Ludzie bez tożsamości, bez dziedzictwa kulturowego to ideał postępu. Można nimi dowolnie manipulować.

Samorządowe dziejopisy

Opozycja świętuje porozumienie z władzą ludową, a przecież ważniejszy był protest, organizowanie się społeczeństwa. Po stoczni gdańskiej (zwanej kolebką „Solidarności”) pozostała tylko brama, ale to wystarczająca sceneria dla gdańskiego samorządu, by zaświadczać, że strajkujący walczyli o prawa elgiebetyckie. Tylko patrzeć, jak przypisze się im winę za zniszczenie stoczni, by mogli na tym miejscu z czystym sumieniem grasować deweloperzy, przy współpracy z gdańskim magistratem.

Jeszcze nie pogrzebali żołnierzy, a już zapuścili teren Westerplatte (krzaki jako toalety), śmiecili, piknikowali, popijając piwo. Na półwyspie Niemcy założyli filię obozu koncentracyjnego Stutthof, ale to też nie miało znaczenia, zresztą na tablicach informacyjnych (ustawionych w 2009 roku) nie ma o tym wzmianki. Jest natomiast o niemieckim kurorcie Westerplatte.

Podczas uroczystości rocznicowych, organizowanych przez gdański samorząd, mówiono o „wojnie”, ale nie wiadomo, kto był agresorem, bo o Niemcach nie wspomina w tych wystąpieniach. I przez cały czas atrakcyjny teren półwyspu był przedmiotem zabiegów deweloperów. Restauracje, kluby nocne, marina, apartamentowce miały zmienić historię tego miejsca.

Gdy Muzeum Historyczne m. st. Warszawy przestało być instytucją eksponującą dzieje stolicy o określonym profilu edukacyjnym, a stało się lamusem chaotycznie zebranych pamiątek, stołeczni obywatele nie protestowali przeciwko takiej degradacji placówki, która wyparła się historii miasta. Nie wspomina się o zwycięskiej Bitwie Warszawskiej, zapomina się o rocznicach wybuchu Powstania Warszawskiego. Teraz proponuje się „promowanie stołecznych artystów i artystki”, jakby mało było miejsc z prezentacją ich twórczości.

Tymczasem stołeczne lewactwo (za pieniądze magistratu) publikuje agitkę – „Szkoła wobec faszyzmu”. To początek ofensywy ideologicznej na młodzież, którą mają przeprowadzić nauczyciele. W tym ambitnym przedsięwzięciu wartości narodowe, patriotyczne są przedstawiane jako faszystowskie, zresztą wszystko, co nie jest lewicowe, jest właśnie takie, a patriotyzm szczególnie. Stołeczny magistrat nie dość, że zabawia się w resort edukacji, nie dość, że zakłamuje historię, to jeszcze straszy, że nasz kraj jest zagrożony faszyzmem.

Dyplomatyczna historiozofia

Oparta na wielowiekowym doświadczeniu „polska wrażliwość” w kwestii niemieckiej ma zostać przełamana przez ambasadora, syna wehrmachtowca. Czy to zmieni historyczny stosunek Polaków do Niemców – nie wiadomo, tym bardziej, gdy państwo niemieckie nie uznaje mniejszości polskiej, nie wypłaciło reparacji, nie oddało zagrabionych dzieł sztuki. W każdym razie eksperyment trwa, tak jak niemiecko-rosyjskie podchody pod rurę bałtycką.

Polski ambasador zwrócił się do lokalnych władz ukraińskich o wyjaśnienie kolejnego haniebnego incydentu przy upamiętnieniu w Hucie Pieniackiej, gdzie 28 lutego 1941 roku ukraiński oddział SS Galizien zamordował ok. 850 Polaków. Wzniesiony tam monument był wysadzany w powietrze, dewastowany. Teraz umieszczono na nim płytę z napisem – „bandyci z AK”. I tak trwa zakłamywanie Ludobójstwa Wołyńskiego w sytuacji, gdy strona ukraińska nie godzi się na przeprowadzenie ekshumacji i katolickich pochówków ofiar, także żołnierzy z I i II wojny światowej. Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy po rozpadzie Związku Sowieckiego.

Na budynku dawnej siedziby NKWD w Twerze (miejsce mordu polskich „jeńców” z obozu w Ostaszkowie) były tablice informujące o tej zbrodni sowieckiej (rosyjskiej). Teraz zostały usunięte. Taka to polityka historyczna, bo faktów nie da się usunąć z pamięci. Produkcja białych plam nie zmieni rzeczywistości.

Nadbudowa nie próżnuje

Funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych nie mogą pełnić funkcji kierowniczych na uczelniach, ale mogą wykładać i do woli indoktrynować, demoralizować, uwodzić niedouczoną młodzież. Za przykładem rzecznika praw obywatelskich podważają zasady demokracji, uniwersalizują historię w duchu politycznej poprawności.

Młodzież odkrywa, że problem wszelkich mniejszości pojawił się w 2015 roku (tak jak praworządność czy ekologia), że przemoc może być narzędziem polityki. Zaś tolerancja jest zarezerwowana dla „swoich”, czego przejawem są chuligańskie wybryki aktywistów elgiebetyckich. Zresztą przykład idzie z góry. Gdy na gdańskim placu Solidarności związkowcy składają kwiaty pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców, z pobliskiego Europejskiego Centrum Solidarności rozlegają się okrzyki – faszyści.

Do reedukacji młodzieży skwapliwie włączyła się postkomunistyczna lewica. Komunizm nie był zły, złe były wypaczenia. W końcu błędy można poprawiać, tak jak podręczniki historii. W stulecie Bitwy Warszawskiej lewicowi posłowie proponują, by patronem 2021 roku była Róża Luksemburg (150 rocznica urodzin), nie bacząc, że propagowanie komunizmu są sprzeczne z konstytucją.

Tymczasem to płeć ma być zasadniczym kryterium w polityce kadrowej Uniwersytetu Warszawskiego. Co tam poszukiwanie prawdy, gdy ważniejsze są „zagadnienia równościowe”, „pozytywne postawy wobec różnorodności”, „zrównoważona reprezentacja płci”. Nic, tylko studiować w takich uczelniach, tym bardziej, że szkoła daje odpowiednie przygotowanie. Nie kształtuje świadomego człowieka, nie przekazuje poczucia tożsamości narodowej, przynależności do chrześcijańskiej cywilizacji europejskiej. Poza tym uczniowie nie są dostatecznie osadzeni w tradycji kultury polskiej.

Po uniwersyteckiej tresurze mózgów mentalność młodego pokolenia będzie uczulona na „humanizm”, czyli prawa zwierząt, prawa kobiet, równouprawnienie płci, walkę z przemocą domową. I jeszcze ekologia, by w miastach było czyste powietrze. I zakaz hodowli zwierząt futerkowych, trzymania psów na łańcuchach. Nic o wspólnocie narodowej, o polityce jako poszukiwania wspólnego dobra, o agresji antykultury. Jeżeli tak właśnie myślą członkowie Forum Młodych PiS, to przyszłość kraju jest zagrożona.

Bogdan Lis, wypowiadający się w „zaprzyjaźnionej telewizji” przy okazji 40. rocznicy powstania Solidarności, nie wspomina nazwisk przywódców strajkowych (nawet Lecha Wałęsy), choć w Sali BHP siedział bok Andrzeja Gwiazdy. W innych mediach wymienia się Henrykę Krzywonos, czasem Annę Walentynowicz, gdy kobiet powstrzymujących stoczniowców od zakończenia strajku, było więcej (Ewa Ossowska, Alina Pieńkowska, Maryla Płońska). Tak więc, oprócz anihilującego zjawiska okupacji pamięci, mamy do czynienia z samookupacją.

Przodują w tym media lewicowo-liberalne (nawet w czasie zaborów rozwijała się niezależna myśl i kultura). Sprzyja ukształtowana mentalność społeczna (np. wolny rynek ważniejszy od patriotyzmu gospodarczego, sankcjonowanie postkomunistycznych układów, grup nacisku). Rokowania jak najgorsze, bo zawłaszczona przez lewackich ideologów młodzież, przejawia nienawiść do własnego państwa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here