Koronawirus na Świecie

All countries
228,413,499
Zakażeni
Updated on 18 September 2021 06:23
All countries
203,268,183
Ozdrowieńcy
Updated on 18 September 2021 06:23
All countries
4,692,850
Zgony
Updated on 18 September 2021 06:23

Koronawirus na Świecie

All countries
228,413,499
Potwierdzone
Updated on 18 September 2021 06:23
All countries
203,268,183
Wyzdrowiało
Updated on 18 September 2021 06:23
All countries
4,692,850
Zgony
Updated on 18 September 2021 06:23

Narodowe wady Polaków czy wady Polakom wmawiane? – Artur Adamski

Każda zbiorowość potrzebuje autorefleksji. Jest jednak zasadnicza różnica między konstruktywną analizą deficytów, a wmawianiem narodowi, że jest zgrają ulepioną z samych przywar.

Od wieków fabrykuje się i wciska Polakom do głów ich całkowicie fałszywy wizerunek. Celem tego prania mózgów jest ugruntowywanie przekonania, że do niczego wartościowego nie są zdolni, że ich dziedzictwo jest powodem do wstydu, że dla własnego dobra powinni oddać Berlinowi kierowanie sobą, Moskwie czy Brukseli. A najlepiej – podającym się za polską elitę renegatom, rację własnego bytu upatrującym wyłącznie w wysługiwaniu się obcym potęgom. Zastanówmy się więc nad zasadnością głównych zarzutów, mających stanowić narzędzie piętnowania i tresury.

Kłótliwość

„Gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie” – jak się ta opinia ma do faktu, że po wywalczeniu prawa do zakładania wolnych związków zawodowych, oprócz maleńkiej centrali związków autonomicznych powstał tylko jeden. Dziesięciomilionowa Solidarność okazała się jednym z największych związków na świecie. Inie dała się rozbić mimo bezliku działań jej wrogów.

Nigdy w swej historii tak rzekomo kłótliwi Polacy nie wywołali wojny domowej, porównywalnej z czymkolwiek znanym dziesiątkom narodów Europy. Konflikty wewnętrzne w Rosji, Niemczech, Anglii, Francji, Hiszpanii obfitowały w ludobójstwa w pełnym znaczeniu tego pojęcia. Przez stulecia mieszkańcy republik włoskich budowali dla siebie wieże obronne, bo tylko w nich można było przeżyć. W niektórych prowincjach i na niektórych wyspach mieszkali w nich wszyscy, bo kto takiej fortecy nie miał – ten długo nie pożył. A w rzekomo kłótliwej Polsce przez wieki typowym domem szlachty był dworek nie tylko bez żadnych cech obronnych, ale z przez cały dzień otwartą bramą.

Do jednych z najkrwawszych porachunków politycznych, jakie miały u nas miejsce, dochodziło przed i po rewolucji roku 1905 między endekami a PPS-owcami. W latach I wojny światowej dominowało jednak współdziałanie. Przed ważną dla polskich losów konferencją w Wersalu Piłsudski uznał, że jego rywal do misji tej pasuje lepiej i bez wahania tę doniosłą rolę oddał bez reszty najgroźniejszemu z politycznych rywali. Bo dla obydwu wielkich sił politycznych i ich liderów najważniejszy nie był ich interes własny, ale – Polska. Te i inne momenty walki o naszą niepodległość świat podziwiał jako „wielką zdolność Polaków do równoczesnej gry na wielu fortepianach”. W okresie II wojny światowej mieliśmy jeden rząd, jedno państwo podziemne, a dbające o swą niezależność Narodowe Siły Zbrojne kiedy było to niezbędne – bez wahania poddawały się rozkazom największej siły zbrojnej okupowanej Europy, jaką była Armia Krajowa.

W Polsce były oczywiście kłótnie i spory. Na tle dziejów innych państw Europy – wzorem braterskiej miłości, siły jedności i zdolności do konsensusu moglibyśmy być. I aż trudno wskazać państwo, w którego historii więcej przejawów tych cnót można by znaleźć.

„Wolny-Gdansk-i-polska-sluza.-„Kladderadatsch-21-wrzesnia-1930-r.-s.8.

Obskurantyzm

Rzekomą ciemnotę, zacofanie czy nieuctwo zarzucają nam najczęściej przedstawiciele państw, których tradycje edukacji czy obywatelskiej podmiotowości nie są nawet cieniem polskiego dorobku i naszych standardów. Nie ma w Europie drugiego państwa, w którym przez równie długie wieki równie wielka część społeczeństwa cieszyłaby się podobnym katalogiem praw i w miarę solidną edukacją. Już za Kazimierza Sprawiedliwego (XII wiek!) zaprowadzano prawa gwarantujące nieznane nigdzie indziej gwarancje interesów pańszczyźnianych chłopów. Parlamentarne tradycje naszego państwa należą do najdłuższych i pamiętać trzeba, że zanim w sejmie zagościły patologie, przyczyniające się do upadku Rzeczpospolitej, sejm i towarzyszące mu zręby republikanizmu rozwijały się i służyły państwu przez całe wieki. Angielscy podróżnicy w listach wysyłanych z XVII-wiecznej Polski pisali: „To jedyny kraj, w którym każdy zna łacinę!” Oczywiście była to przesada – w żadnym innym kraju szlachta nie stanowiła tak wielkiej części narodu i Anglicy ci przedstawicieli tego stanu spotykali na każdym kroku. A nawet najbiedniejsi z nich zwykle kończyli całkiem na owe czasy niezłe, prowadzone przez jezuitów szkoły. Tym sposobem niespotykanie duży odsetek populacji potrafił u nas porozumiewać się w języku łacińskim, a także znał podstawy klasycznej literatury i historii antycznej. Przedrozbiorowa Polska jako jedna z pierwszych zaczęła wprowadzać obowiązek szkolny dla wszystkich dzieci, bez względu na płeć i przynależność stanową. Dzieło to zostało zniweczone przez zaborców rosyjskich i austriackich, m.in. pod tym względem w porównaniu z Rzeczpospolitą głęboko zacofanych. Odradzająca się od roku 1918 niepodległa Polska szybko stworzyła jednak jeden z najdoskonalszych systemów oświaty. Wcześniej od większości państw Zachodu normą stało się u nas powszechne prawo wyborcze kobiet. Niemieccy orędownicy przywilejów dla osób homoseksualnych powinni też pamiętać, że jeszcze w XXI wieku w więzieniach RFN przebywały osoby skazane za obcowanie z przedstawicielami tej samej płci. Natomiast w Polsce wszelkie skłonności seksualne nie stanowiące krzywdy dla innych osób zawsze traktowano jako sprawę osobistą. Stąd np. homoseksualizm nie tylko nie był nigdy w Polsce penalizowany, ale też nie stanowił przeszkody w karierze.

Niegospodarność

Od 1989 roku zarówno media komunistyczne, jak i przez komunistów uprawnione do istnienia, jak mantrę powtarzały: „Perspektywy na dobrobyt w Polsce marne, bo Polakom brak protestanckiego etosu pracy, a sukces ekonomiczny osiągnęły społeczności ewangelickie, a nie katolickie, do których należą Polacy”. Bezwstydne oszczerstwo tych bez końca powtarzanych bredni łatwo zweryfikować już faktami taki jak ten, że najlepiej rozwinięte kantony Szwajcarii to właśnie te od wieków katolickie, że najbogatsza część Niemiec to też katolicka południowa Nadrenia oraz Bawaria itd. itp. Zarówno jednak komuniści, jak i ich przyjaciele, obdarowani przez reżim dużymi organami propagandy, zawsze żywili i żywią wrogość w stosunku do katolicyzmu. Z dzisiejszej perspektywy widać też, w jak wielkim stopniu gospodarcza transformacja była wielką grabieżą narodowego majątku, w dużej mierze zaplanowaną. Ogromna część wypracowywanego dochodu również była permanentnie rozkradana (setki miliardów z samego podatku VAT). Wskazując katolicyzm Polaków jako przyczynę ubóstwa pieczono więc dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie tylko uzyskiwano uzasadnienie tego, dlaczego największe ofiary, składane przez naród w imię przebudowy gospodarki nawet po dziesięcioleciach nie przynoszą temuż narodowi adekwatnych korzyści. Od razu wskazywano też winnego, którym według komunistów i ich przyjaciół miał być – katolicyzm Polaków.

W swej historii gospodarczej Polacy rzeczywiście popełnili wielkie błędy i nigdy nie zdołali uruchomić pełnego potencjału swych zasobów. Zauważyć jednak trzeba, że Polska należy do nielicznych krajów, które w całych swych dziejach (wyjąwszy lata rządów obcych okupantów) nigdy nie zaznała wielkiej klęski głodu. Narodowe kuchnie wielu innych narodów zawierają potrawy z rzeczy, których u nas się nie je. To, że w Azji wcina się glony, żywe ryby i szarańcze a w niektórych krajach Europy wiewiórki, żaby i ślimaki nie jest wynikiem kulinarnej kreatywności tych nacji. Przeciwnie – jest to pamiątka po okresach biedy tak katastrofalnej, że całe narody nauczyła ona jeść wszystko, co się rusza, bez tracenia czasu nie tylko na podgrzanie, ale czasem nawet zabicie stworzenia natychmiast po schwytaniu stającego się potrawą. Tymczasem już u zarania polskiej państwowości powszechną zasadą naszego rolnictwa była dywersyfikacja upraw, dzięki której żadna plaga nie unicestwiała całości zbiorów.

Ksenofobia

Nie sposób wymyślić większego zaprzeczania faktom, jak wmawianie Polskom niechęci do obcych. Wręcz przeciwnie – nigdy nigdzie przybysze nie spotykali się z otwartością i gościnnością porównywalną do polskiej. Jako naszą narodową wadę należałoby raczej wskazać stanowczo nadmierne sprzyjanie narodom, którym nie tylko udzielaliśmy schronienia i z którymi dzieliliśmy się własnym domem. My tych przybyszów obdarowywaliśmy przywilejami i wprowadzaliśmy nieznaną nigdzie indziej zasadę praktykowania przez obcych na terenie naszego państwa ich własnego prawa, skutkiem czego np. Żydzi przez wieki podlegali w Polsce własnym, odrębnym kodeksom prawnym, własnemu sądownictwu a nawet równoległym do polskich strukturom władzy państwowej! Tak daleko idąca gościnność okazywała się dla nas zabójcza. Hojne nadania dla Krzyżaków otwarły im drogę do potęgi, stanowiącej zagrożenie dla naszego państwowego bytu. Otwarcie dla niemieckiego osadnictwa zakończyło się oderwaniem naszych zachodnich prowincji. Wychwalając korzyści płynące z wieloetniczności pamiętajmy, że ze wszystkich narodów, zamieszkujących Rzeczpospolitą, konsekwentną lojalnością wobec swych dobroczyńców wykazało się zaledwie parę zbiorowości i to tych najmniej licznych. Pomimo przerażających doświadczeń z narodami, którym udzieliliśmy gościny (powitalne bramy z kwiatów, stawiane wkraczającym zaborcom i najeźdźcom, zbrojne działania nie tylko niemieckiej piątej kolumny itd.) mniejszości narodowe często cieszą się dziś w Polsce prawami, o jakich nasi rodacy żyjący w innych krajach nie śmią nawet marzyć. Np. niemiecka mniejszość w Polsce ma nawet zagwarantowanych własnych posłów w naszym Sejmie. A polska mniejszość w Niemczech, od jej zdelegalizowania przez Hitlera we wrześniu 1939, formalnie nie istnieje. Niemieckie Judenraty zakazują nawet rozmowy po polsku z własnym dzieckiem.

Niski kapitał społeczny

Najprościej rzecz ujmując pojęcie „kapitału społecznego” oznacza przede wszystkim zaufanie, jakim rządzeni obdarowują rządzących. Osobnicy, którzy w 1989 roku dorwali się w naszym kraju do władzy kilka lat później wielokrotnie twierdzili, że „Polacy to zbiorowość wykazująca się wyjątkowo niskim kapitałem społecznym”. Prawda jest dokładnie odwrotna. Czy w ogóle można wskazać gdziekolwiek na świecie naród, który swój rząd obdarowałby podobnym kapitałem zaufania, jak to zrobili Polacy po roku 1989? Spróbujmy sobie wyobrazić choć cząstkę tych ciężarów, jakie zrzucono na Polaków, zaaplikowaną Włochom, Francuzom czy Grekom. Jest rzeczą więcej, niż pewną, że po rządach Mazowieckich, Bieleckich czy Balcerowiczów w ciągu jednego dnia zostałoby wspomnienie w postaci swędu spalenizny a oni sami mieliby duży problem, by ujść z życiem. Ówczesna sytuacja gospodarcza była straszna, ale warunki społeczne, w jakich działali Mazowiecki, Bielecki czy Balcerowicz były wprost niewiarygodnie komfortowe. Kapitał społeczny ówczesnej Polski był czymś w dziejach świata bezprecedensowym. Polakom odbierano oszczędności całego ich życia, i tak krytycznie niskie płace realne z miesiąca na miesiąc spadały o dziesiątki procent, likwidowano tysiące zakładów pracy, miliony rodzin traciły jakiekolwiek źródło utrzymania. I wszystko to bez wielkiego społecznego wybuchu. Bez kładącej natychmiast kres takim władzom eksplozji, do jakiej doszłoby w każdym innym kraju. Ufność społeczeństwa w uczciwość Mazowieckiego, Bieleckiego, Balcerowicza i innych była tak kolosalnie wielka, że z nadludzką cierpliwością godziło się ono na to, na co w żadnym innym kraju żadna władza nie mogłaby liczyć nigdy. Po latach społeczeństwo przekonało się, że obdarowani przez nie bezprecedensowym zaufaniem przywódcy – tego daru zaufania godni nie byli. Jeśli więc ktokolwiek ma pretensje co do jakości kapitału społecznego to niech pamięta, w czyje ręce Polacy oddali ten skarb o nieznanych nigdy i nigdzie rozmiarach. I co ci niegodni go ludzie ze skarbem tym uczynili.

Naród świadomy swej wartości jest zarazem narodem skłonnym do obrony własnych żywotnych interesów. A one często stoją w sprzeczności z dążeniami innych, w szczególności – zmierzających do dominacji. Nie dziwmy się więc, jeśli ktoś dąży do obniżania naszej samoocen,y przypisując nam podłe cechy, których nie mamy. Ich wmawianie – jest jedną z metod podporządkowywania sobie jednej zbiorowości przez drugą. Nie miejmy złudzeń – nikt, kto sięga do takich metod, nie ma na celu naszego dobra

7444 KOMENTARZE

  1. Hmm it seems like your blog ate my first comment (it was extremely long) so I guess I’ll just sum it up
    what I had written and say, I’m thoroughly enjoying your blog.

    I as well am an aspiring blog writer but I’m still new to the whole thing.
    Do you have any recommendations for newbie blog writers?

    I’d genuinely appreciate it.