Koronawirus na Świecie

All countries
179,140,658
Zakażeni
Updated on 20 June 2021 20:10
All countries
161,961,384
Ozdrowieńcy
Updated on 20 June 2021 20:10
All countries
3,879,234
Zgony
Updated on 20 June 2021 20:10

Koronawirus na Świecie

All countries
179,140,658
Potwierdzone
Updated on 20 June 2021 20:10
All countries
161,961,384
Wyzdrowiało
Updated on 20 June 2021 20:10
All countries
3,879,234
Zgony
Updated on 20 June 2021 20:10

Umarł Antoni Wójtowicz – Artur Adamski

16 listopada umarł Antoni Wójtowicz – człowiek nadzwyczaj przyjazny i sympatyczny, a zarazem ogromnie zasłużony w walce o wolność słowa i upowszechnianie prawdy o polskiej historii.

Urodził się w 1954 roku w Namysłowie. Po maturze studiował historię na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 1977 współpracował ze Studenckim Komitetem Solidarności, którego gazetki najpierw kolportował, a potem również drukował. Po ukończeniu studiów historycznych rozpoczął studia w Instytucie Nauk Politycznych. Kierunek ten nie cieszył się wówczas najlepszą opinią wśród opozycyjnie nastawionych studentów. Politologia bywała wówczas postrzegana jako kuźnia kadr dla aparatu partii. Antek położył kres takim wyobrażeniom – zaraz po sierpniu 1980 włączył się w tworzenie na Uniwersytecie Wrocławskim Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Instytut politologii był niewielki, dysponował zaledwie dwoma małymi salkami, lecz za to znajdował się w miejscu, obok którego studenci wielu wydziałów przemieszczali się wyjątkowo licznie. A za sprawą Antka szybko zyskało ono renomę kolportażowego centrum, w którym zawsze zaopatrzyć się można było w wiele tytułów świeżej niezależnej prasy. Sam od 1980 roku redagował głośne studenckie pismo „Woda na Młyn”. W 1981 roku wszedł w skład Zarządu Uczelnianego NZS i zainicjował utworzenie wydawnictwa „Universitas”. Wtedy rozpoczął druk książek, zakazanych przez komunistyczną cenzurę. Antek stał się postacią legendarną w czasie strajków w lutym, kiedy to studenci domagali się rejestracji NZS-u i jesienią, gdy solidaryzowali się z kolegami z radomskiej Wyższej Szkoły Inżynierskiej. Wójtowicz był członkiem komitetów strajkowych, odpowiedzialnym zarazem za wydarzenia w jego instytucie. A miejsce to słynęło wtedy jako jedna z głównych powielarni, mająca też do zaoferowania jedzenie, pozyskiwane od jakichś zaprzyjaźnionych darczyńców. Stąd strajkujący często powtarzali hasło: „Na wyżerkę i po strawę duchową – najlepiej do Antka”.

13 grudnia 1981 udało mu się dostać do gmachu głównego Uniwersytetu Wrocławskiego, by rozpocząć protest przeciw wprowadzeniu stanu wojennego. Dwa dni później strajk został rozbity przez ZOMO. Po kilkunastu dniach przetrzymywania w celi zakładu karnego przy ul. Kleczkowskiej przewieziony został do ośrodka internowania w więżieniu w Grodkowie. Tutaj mimowolnie wziął udział w wydarzeniach, znanych jako „zabicie ubeka”. Śmierć wysokiego oficera Służby Bezpieczeństwa była wtedy faktem, ale udział internowanych w tym wydarzeniu był co najwyżej pośredni. Zaczęło się od drobnego aktu niesubordynacji uwięzionych. Według wersji najczęściej powtarzanej – mieli zaprotestować z powodu zakazu obejrzenia jakiegoś programu w telewizji. Nadgorliwy komendant więzienia poczuł się zobowiązany powiadomić o tym przełożonych z Warszawy. Generał Kiszczak zrozumiał tę informację jako alarm o jakimś groźnym buncie internowanych. Wysłał więc do Grodkowa helikopter z jednym ze swoich wysokich oficerów. W rejonie Grodkowa hulała wtedy burza śnieżna, w związku z czym śmigłowiec wylądował we Wrocławiu. Ważny ubek miał odbyć dalszą drogę samochodem. Szczęście mu jednak nie sprzyjało. W pobliżu więzienia, gdyż będąc już blisko więzienia, na oblodzonej drodze auto wpadło w poślizg. W następstwie utraty panowania nad samochodem wysoki oficer SB, nie realizując rozkazu Kiszczaka, poniósł śmierć w wypadku.

Antek został zwolniony z internowania 25 czerwca 1982. Włączył się w działalność podziemia, uczestniczył w ulicznych demonstracjach. W listopadzie znów, na parę tygodni, został internowany. Przebywał wtedy w więzieniu w Strzelinie. Powrót na studia politologiczne okazał się niemożliwy, pracował jednak nad swoją pracą doktorską w Instytucie Historii. A życie wypełniła mu przede wszystkim podziemna działalność wydawnicza. Od 1983 pracował w Zakładzie Produkcji Uszczelnień Technicznych, gdzie niemal od razu zaangażował się w pracę Tajnego Komitetu Zakładowego NSZZ Solidarność, dla którego redagował i drukował gazetkę zakładową „Jednością Silni”. Nawiązał kontakt z Solidarnością Walczącą, kolportował wiele tytułów pism podziemnych. Uważał jednak, że bardziej od gazetek potrzebne są zakazane przez cenzurę książki. W 1984 roku stworzył więc podziemne wydawnictwo „Profil”. Współpracował z wieloma autorami, drukarzami, kolporterami. Gros wydawniczej roboty wykonywał jednak sam. Umiejętnie organizował podziemną pracę dzięki czemu do roku 1989 wydał w znaczących nakładach ponad 20 tytułów obszernych książek.

W III RP postanowił kontynuować działalność wydawniczą. Nie było to łatwe w realiach rynku szybko zdominowanego przez potentatów dysponujących kapitałem obcym lub nomenklaturowym. Niemal wszystkie inne wydawnictwa o rodowodzie podziemnym szybko przestały istnieć. Antek zadowalał się jednak dochodem pozwalającym na bardzo skromne życie, a na wydawniczym rynku znalazł swoją niszę, która nie miała konkurencji. Niszą tą były książki poświęcone zapomnianym wątkom zmagań z bolszewizmem oraz zmarłym działaczom podziemia. To dzięki nim ocalała pamięć o postaciach wspaniałych, nadzwyczaj ofiarnych, które pomimo wielkich zasług w pookrągłostołowej Polsce były skazane na zamilczenie. W ostatnich dziesięcioleciach swej działalności blisko współpracował z m.in. dolnośląską Solidarnością, Helenką i Romkiem Lazarowiczami, Stowarzyszeniem Solidarność Walcząca.

W swojej wydawniczej aktywności Antek borykał się z mnóstwem problemów. Przez wiele lat walczył też z chorobą nowotworową. Co jakiś czas przerywał pracę, z powodu leczenia w szpitalu. Zawsze jednak był znany jako człowiek nadzwyczaj pogodny, przyjacielski, pełen optymizmu, zawsze skłonny do żartów. Mówienie o sprawach bolesnych zdawało się nie leżeć w jego naturze. Uważał chyba, że życie nie jest po to, żeby narzekać, ale po to, by cieszyć się nim, póki jest. I póki się żyje – robić coś, co cieszy, jest potrzebne i jest dobre.

Wraz z jego odejściem tracimy postać niesłychanie ciepłą, życzliwą, serdeczną. A zarazem człowieka, któremu wszyscy bardzo wiele zawdzięczamy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Gorące tematy

Jak rozbudzić w dziecku pasje?

Pasję zazwyczaj postrzegamy jako hobby, coś co lubimy robić w wolnym czasie, co nas interesuje, przy czym często odpoczywamy. Dorośli zazwyczaj potrafią wskazać na...

Wychowanie dziecka do roli ojca i matki

Wychowanie jest to proces bardzo długi. Na początku dziecko jest w pełni zależne od rodziców, natomiast po około dwudziestu latach ma ono stać się...

Rodzinne posiłki – konieczna normalność!

Nasze dni wypełnione są po brzegi zajęciami, co sprawia, że często jakość spotkań z ludźmi jest coraz gorsza. Nie mamy czasu na spokojną rozmowę...

Powiązane Artykuły

Jak rozbudzić w dziecku pasje?

Pasję zazwyczaj postrzegamy jako hobby, coś co lubimy robić w wolnym czasie, co nas interesuje, przy czym często odpoczywamy. Dorośli zazwyczaj potrafią wskazać na...

Wychowanie dziecka do roli ojca i matki

Wychowanie jest to proces bardzo długi. Na początku dziecko jest w pełni zależne od rodziców, natomiast po około dwudziestu latach ma ono stać się...

Rodzinne posiłki – konieczna normalność!

Nasze dni wypełnione są po brzegi zajęciami, co sprawia, że często jakość spotkań z ludźmi jest coraz gorsza. Nie mamy czasu na spokojną rozmowę...