Koronawirus na Świecie

All countries
197,647,837
Zakażeni
Updated on 30 July 2021 19:18
All countries
176,999,180
Ozdrowieńcy
Updated on 30 July 2021 19:18
All countries
4,219,150
Zgony
Updated on 30 July 2021 19:18

Koronawirus na Świecie

All countries
197,647,837
Potwierdzone
Updated on 30 July 2021 19:18
All countries
176,999,180
Wyzdrowiało
Updated on 30 July 2021 19:18
All countries
4,219,150
Zgony
Updated on 30 July 2021 19:18

Wolność energetyczna – Jerzy Pawlas

Nie wykorzystując naturalnych zasobów, a wdrażając kosztowne technologie alternatywnych źródeł energii (OZE, atom), ogranicza się możliwości rozwoju gospodarki.

Nowy blok energetyczny w Ostrołęce miał być ostatnim opalanym węglem. Okazało się jednak, że stosowanie węgla nie mieści się w brukselskiej polityce klimatycznej. Nawet banki (choć podobno pieniądz nie śmierdzi) zideologizowały się ekologicznie – nie chcą finansować inwestycji wykorzystujących węgiel. Blok będzie więc opalany gazem.

Podobno w wielu krajach jest to rozwiązanie przejściowe, gdyż zmniejsza emisję i umożliwia rozwijanie odnawialnych źródeł energii. Tymczasem aktywiści Greenpeace umieścili na ostrołęckiej budowie banner – „Węgiel, gaz – kryzys klimatyczny”. Chcą wykluczenia paliw kopalnych, bo – ich zdaniem – to one zagrażają klimatowi. Ich ambicje sięgają jednak znacznie dalej. Domagają się zaprzestania palenia drewnem w piecach (w naszym kraju 30 proc. gospodarstw domowych używa go do ogrzewania pomieszczeń).

Chociaż – tak na dobrą sprawę – żadna z instytucji badawczych nie udowodniła, że emisja CO2 działa niszczycielsko na klimat. Przekonują o tym hałaśliwi aktywiści ekologiczni, nie bez udziału sponsoringu. Tymczasem nie trzeba być naukowcem, by skonstatować, że to rośliny pochłaniają CO2, konieczny dla ich rozwoju.

Nie oznacza to jednak, że brukselscy spryciarze nie chcieliby dorabiać się na handlu CO2, promując wytwarzanie energii bez tego pierwiastka (system EU ETS). Firmy, jak zwykle przerzucają się koszt na odbiorców. Dlatego Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych, kwestionuje prawne (proceduralne), odstawy dyrektywy EU ETS, dotyczącej handlu emisji CO2. Chce zbadania ich zgodności z unijnymi traktatami.

Ekologiści nie protestują, choć wiedzą, że to Niemcy są głównym producentem energii elektrycznej i ciepła z węgla brunatnego (45 proc. unijnego wydobycia). Polski (16 proc.) czy czeski (11proc.) udział jest znacznie mniejszy. Tylko 9 proc. energii w UE pochodzi z węgla brunatnego (z węgla kamiennego – 9,3 proc., z gazu ziemnego – 19 proc).

Ideologiczne zacietrzewienie biurokracji brukselskiej (UE neutralna klimatycznie do 2050 roku) to dyktatura zielonych szaleńców. Środowiskowe ograniczenia zagrażają holenderskiemu rolnictwu, co wskazywałoby na kompromitację ekologistów. Tymczasem Japonia, choć importuje węgiel, to stawia na możliwości jego zgazowania, z korzyścią dla gospodarki. Wiadomo też, że można z węgla produkować paliwa, stosować w przemyśle chemicznym. Nic dziwnego, że polscy związkowcy sektora górniczego protestują – czyste powietrze to bajanie, na tym robi się interesy (nowe rozwiązanie technologiczne).

Dekarbonizacja

Tylko dwudniowy brak prądu w sierpniu 2003 roku kosztował amerykańską gospodarkę 6 mld USD. Francuska energetyka musiała uruchomić cztery elektrownie węglowe. Przyczyny prozaiczne. Pogoda sprawiła, że turbiny wiatrowe dostarczały mniej prądu, zaś opóźnienie w remoncie (pandemia) elektrowni atomowych spowodowały wyłączenie 24 z 56 reaktorów. Niemcy też nie rezygnują z węgla (rozbudowa odkrywki w Humbach, budowa elektrowni Datteln 4), równocześnie rozwijając zieloną energię. Polska jest niewielkim producentem węgla kamiennego i brunatnego (zaledwie 1 proc. światowego wydobycia).

Jak wynika z Euorostatu, w Polsce nastąpił największy europejski spadek udziału węgla w produkcji energii (w latach 2006-20018 o 13 proc., podczas gdy w UE o 10 proc.). Okazuje się, że nasz kraj jest jednym z najbezpieczniejszych pod względem dostaw energii (dzięki polskiemu węglowi).

Dla nikogo, z wyjątkiem ekologów, nie jest tajemnicą, że energia odnawialna – wiatr, słońce, woda – jest kapryśna, niestabilna, zaś jądrowa – kłopotliwa, bo wiąże się z wielowiekowym składowaniem odpadów radioaktywnych. Tymczasem właśnie w czasie pandemii Komisja Europejska przyspieszyła poza traktatowe działania, zmierzające do eliminacji węgla i likwidacji górnictwa. To niezrozumiałe samobójstwo unijnej gospodarki, gdy światowa gospodarka bynajmniej nie rezygnuje z węgla.

Tymczasem można rozwijać czyste technologie węglowe (ekologiczna produkcja energii, tak jak gazu), można zgazowywać węgiel, otrzymując gaz czy metan i produkować benzynę. W końcu chyba uda się zlikwidować przestarzałe piece, opalane byle jakim paliwem powodującym smog.

Niezależnie od tego, z krajowego górnictwa budżety krajowy i samorządowe uzyskują 6 mld zł różnych podatków, zaś cała branża przynosi rocznie 9 mld zł. Szacuje się, że przez kilkadziesiąt lat można efektywnie czerpać węgiel z kopalni lubelskich i śląskich, o ile nie zabiją ich unijne koszty uprawnień do emisji. Natomiast likwidacja tylko jednej spółki węglowej to koszt ponad 200 mld zł (zapewnienie miejsc pracy). Tak więc o opłacalności takiego przedsięwzięcia trudno mówić. Tym bardziej, gdy premier Mateusz Morawiecki deklaruje – na Śląsku ma bić energetyczne i przemysłowe serce Polski.

Debata atomowa

Rozpoczęcie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej ma nastąpić w 2026 roku. Pierwszy blok zacznie działać w 2033 roku, a w 2043 roku będzie sześć bloków o mocy 6-9 GW, przy czym 1 GW to ok. 20 mld zł. Łatwo więc policzyć gigantyczne koszty inwestycji. Dzięki energetyce jądrowej będziemy mogli zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne – zapewnia Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska.

Stwierdzenie dyskusyjne, bo energia jądrowa to tylko ułamek krajowej produkcji, nie wspominając o kosztach. Czy będą do przyjęcia przez odbiorców i gospodarkę – nie wiadomo. Pewne są natomiast uciążliwości ze składowaniem odpadów, import uranu i wieczyste wykluczenie ziemi, na której posadowiono elektrownię, po jej likwidacji (niezwykle kosztownej, z czym borykają się w USA).

A poza wszystkim, komisarze unijni niechętnie patrzą na „atomówki”, nie traktują ich na równi z OZE w transformacji energetycznej, wyłączając szerokie możliwości finansowania. Do budowy „atomówki” będzie potrzebna pomoc publiczna, a więc konieczna zgoda KE, w której rękach jest nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Podczas gdy państwa zachodnie odchodzą od energii jądrowej (niemieckie „atomówki” mają być zlikwidowane do 2022 roku), to w naszym kraju nie ma szerokiej debaty o zasadności rozwijania energii atomowej. Media – jak to się mówi – zawracają głowę publiczności wygłupami polityków antykościelno-proaborcyjnych i folklorem feministycznym. Tymczasem jest o czym dyskutować, bo choćby para wodna z „atomówek” jest nośnikiem CO2, tak tępionego przez ekologistów. Może raczej rozwijać czyste technologie węglowe czy fotowoltaikę, zamiast kosztownych technologii jądrowych (import know-how, brak fachowców). Chyba na debatę nie jest jeszcze za późno.

Zielona utopia

Co tam pandemiczny kryzys gospodarczy, gdy ważniejsza jest transformacja energetyczna i brukselski zielony ład, który spowalnia unijną gospodarkę, czyniąc ją mniej konkurencyjną wobec ekspansji amerykańskiej i azjatyckiej. Jedyne, co można zrozumieć, to wykorzystanie „sprawiedliwej transformacji energetycznej” jako skutecznego narzędzia neokolonializowania „nowych państw” unijnych, uzależnionych od technologii, funduszy, importu „taniej” energii.

Gdy się ma obfite zasoby paliw kopalnych (nie zapominając o geotermii czy biogazie), trzeba być szalonym, by eksperymentować z jakimiś odnawialnymi źródłami energii (nie wszędzie są dość sprzyjające warunki). Już lepiej przeznaczyć te fundusze na przemysłową technologię zgazowania węgla. Na kosztowną politykę klimatyczną mogą sobie pozwalać bogate państwa. To dla nich są kaprysy brukselskich ekologistów i ich rojenia o unijnej neutralności klimatycznej.

Dla polskiej gospodarki brukselski zielony ład to istotne zagrożenie. Dla związkowców i samorządowców z regionów górniczych obiecywane fundusze sprawiedliwej transformacji są daleko niewystarczające, zaś planowane tempo przemian za szybkie. Gdyby nasz kraj dochodził do utopijnej neutralności klimatycznej tempie francuskim czy hiszpańskim – potrzebowałby na to kilkuset bądź kilkudziesięciu lat.

Unijna polityka klimatyczna tak się zideologizowała, że odbiega od realiów gospodarek państw członkowskich. Zamiast deklarowanej solidarności brukselskiej, dyktat silnych państw. Rosyjski gaz można spalać (też wydziela CO2), ale nie polski węgiel. Niech polska gospodarka korzysta z bratniej pomocy, niech importuje technologie, a pieniądze z mechanizmu odbudowy wrócą do Niemiec czy Francji.

Bezpieczeństwo

Można dyskutować nad poczynaniami krajowych producentów energii (czy warunkuje je brukselska polityka klimatyczna, czy względy ekonomiczne), ale trudno doszukać się w nich gospodarskiej racjonalności. PGE – krajowy potentat energetyczny – zapowiada tzw. pełną neutralność klimatyczną (eliminacja węgla) do 2050 roku. Czy odbiorcy będą mogli zapłacić za zero emisji CO2, za 100 proc. zielonej energii – czas pokaże. Czy będą porzucane nie wyeksploatowane złoża – też. Bo już szacuje się, że zamknięcie kopalń to konieczność importu w 2050 roku 12-15 mln ton węgla. Pozostaje jeszcze kwestia zatrudnienia (nowe miejsca pracy) zwolnionych pracowników.

Gdy ambicje poprawy sytuacji klimatycznej na naszej planecie, okazały się skutecznym narzędziem uprawiania neokolonialnej polityki brukselskiej, trzeba przypomnieć o porozumieniu paryskim, które przecież nie wspominało o dekarbonizacji, o zamykaniu kopalń, ani nie określało żadnych ram czasowych. Co najwyżej stwierdzało, że dotychczasowe kosztowne przedsięwzięcia nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Niech więc poszczególne państwa „poprawiają klimat” w miarę swoich możliwości.

Jeżeli węgiel zapewnia naszemu krajowi bezpieczeństwo energetyczne, to rezygnacja z jego stosowania w energetyce musi być poprzedzona głębokim namysłem. Przecież zapał brukselskich ekologistów, nawołujących do przeciwstawiania się „nieuchronnym zmianom klimatycznym” nie pozostaje w żadnej proporcji do gospodarek amerykańskich czy azjatyckich (zresztą także niemieckiej), które nie podzielają brukselskiej troski o dobrostan planety.

Ostatecznie każde państwo odpowiada za swoje bezpieczeństwo energetyczne, które może kosztować, ale brukselska mania klimatyczna jedynie zwiększa te koszty. Poza tym nasz kraj to jedna trzecia powierzchni lasów, pochłaniających CO2, więc mamy istotne, ale niedoceniane osiągnięcia w ochronie klimatu.

23 KOMENTARZE

  1. Howdy very nice site!! Man .. Beautiful .. Superb ..

    I’ll bookmark your web site and take the feeds
    additionally…I am glad to find numerous useful info here within the
    post, we want develop more strategies on this regard, thank you
    for sharing.

    my homepage; http://shihan.com.ru

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Gorące tematy

Powiązane Artykuły