Koronawirus na Świecie

All countries
233,494,466
Zakażeni
Updated on 29 September 2021 01:53
All countries
208,526,909
Ozdrowieńcy
Updated on 29 September 2021 01:53
All countries
4,777,382
Zgony
Updated on 29 September 2021 01:53

Koronawirus na Świecie

All countries
233,494,466
Potwierdzone
Updated on 29 September 2021 01:53
All countries
208,526,909
Wyzdrowiało
Updated on 29 September 2021 01:53
All countries
4,777,382
Zgony
Updated on 29 September 2021 01:53

„…kiedy przyjdzie pora”- Andrzej Manasterski

Już za życia był legendą. Przemykał ulicami Milicza na swoim czerwonym składaku, nieco pochylony nad kierownicą zakończoną dwiema obręczami, w które włożone były kikuty rąk. Tylko tak mógł kierować swoim pojazdem, odpowiadając na pozdrowienia od mijanych osób. Bo „Druhowi” wszyscy się kłaniali.

      Najczęściej jeździł w bluzie harcerskiej i w czapce z lilijką, w słotne dni okryty pałatką, a zimą w cieplejszą kurtkę. Sensem jego życia było działanie. W sporcie, harcerstwie, pracach społecznych. Nawet w ogrodzie, który starannie pielęgnował. Tu także miał sposób – wszystkie narzędzia były wyposażone w obręcze, takie jak przy rowerze. Sąsiedzi, kiedy rano wstawali do pracy, widzieli, że Bolek już przekopał kawał ogrodu albo wygrabił trawnik. A warzywa z ogrodu mogły konkurować z najlepszymi, wybranymi  przez firmy ogrodnicze na wystawy.  On sam jednak nie był łasy na sukcesy.

       Urodził się w 1930 roku w Sasowie, ok 10 km od Złoczowa. Jego dziadek, Józef Zajiczek, był arcyksiążęcym browarnikiem w Żywcu, który po latach służby wyjechał na Kresy. W II RP Złoczów przeżywał rozkwit. Miasto było typowym kresowym miastem, jak wiele innych w tamtym czasie, zamieszkane przez Polaków, Ukraińców i Żydów. Ojciec Bolka był masarzem, w Złoczowie miał własny sklep, ludzie go szanowali. W latach wojny Ukraińcy napadali na polskie wioski, dokonując okrutnych mordów na Polakach. Grozę potęgowały niemieckie represje. Kiedy front przesunął się na zachód, zaczęły obowiązywać regulacje zawarte pomiędzy Sowietami a tzw. PKWN dotyczące ludności polskiej na terenach przejętych przez Sowietów. Ze Złoczowa  i okolic większość Polaków już w 1945 roku wyjechała za Bug. Także Zajiczkowie najpierw znaleźli się w Zamościu, a potem via Olsztyn, dojechali do Milicza. Piętnastoletni Bolek rozpoczął naukę w milickim gimnazjum, a także wstąpił do drużyny harcerskiej. W 1949 roku w harcerstwie  zaczął się proces „pionieryzacji”  na wzór sowiecki. Dla osób pokroju Bolka Zajiczka i jemu podobnych nie było tam  miejsca.  Z inicjatywy młodej nauczycielki liceum, Wandy Kwiatkowskiej powstała tajna drużyna im. Orląt Lwowskich. Byli podzieleni na kilkuosobowe zastępy, nie kontaktujące się nawzajem. Harcerze spotykali się w różnych miejscach, często korzystali z ruin milickiego zamku. Wobec postępującej sowietyzacji Polski, młodzi ludzie postanowii gromadzić amunicję i broń na wypadek wybuchu powstania. Niektórzy mieli za sobą doświadczenia w obchodzeniu się bronią, szkolili więc pozostałych. Nawiązano kontakty z innymi drużynami działającymi w podziemiu.  W okolicach Milicza nadal pozostawali w ukryciu żołnierze poakowskich i związanych z NSZ struktur, które starały się utrzymać gotowość bojową. Jednak z roku na rok było coraz trudniej. Szerząca się stalinizacja i zmęczenie oczekiwaniem na zmianę sytuacji na świecie nie umacniały ducha. Dlatego powstanie tajnego harcerstwa zostało przyjęte jak zapowiedź  odmiany. Tym bardziej, że młodzi ludzie byli aktywni, pałali chęcią walki, część była obeznana z bronią. Czekali na zadania od starszych wiekiem i doświadczeniem żołnierzy.     

      W  latach 80. a był to okres moich studiów, wybrałem się w Góry Sokole. W pociągu spotkałem grupę młodzieży szkolnej pod opieką druha Bolka. Jechali do Jeleniej Góry. Przysiadłem się i zaczęliśmy rozmawiać, m.in. o moich studiach historycznych. I wówczas druh Bolek „nieco się otworzył”, co rzadko mu się zdarzało. Opowiedział o okolicznościach, w których stracił dłonie. Pod koniec 1950 roku jego zastęp otrzymał rozkaz przewiezienia amunicji, granatów i dynamitu z ukrytego magazynu w okolicach Tarnowa. W wyprawie wzięli udział najbliżsi koledzy Bolka, Kazimierz Kwiatkowski oraz Józef Bogdanowicz. Materiał został zapakowany do czterech waliz, każdy z nich jechał w osobnym przedziale, by nie wzbudzić podejrzeń. W Miliczu ładunek ukryli  w grobowcu na nieczynnym poniemieckim cmentarzu. Odczekali kilka dni i postanowili wypróbować czy amunicja jest zdatna do użycia. Wieczorem 9 stycznia 1951 roku Zajiczek i Kwiatkowski poszli nad Barycz, zabierając ze sobą dwa granaty. Bolek miał rzucać pierwszy. Granat wybuchł mu w dłoniach. Kwiatkowski stał w niewielkiej odległości i nie został nawet ranny. Zajiczek, cały pokrwawiony, upadł na ziemię. Upłynęło kilka chwil, zanim obaj chłopcy doszli do siebie. Kwiatkowski własną kurtką okręcił kikuty rąk Bolka by zatamować krew. Potem podbiegli w kierunku Sławoszowic, do domu Emilii Jankowskiej, która w czasie wojny była sanitariuszką. Pani Emilia odkaziła i zabandażowała kikuty rąk i postarała się o furmankę, która zawiozła chłopców do milickiego szpitala. Tam dyżurujący lekarz wezwał pogotowie i rannego przewieziono do szpitala w Krotoszynie. Szybka operacja uratowała mu życie, ale stracił ręce i oko.  Wybuch granatu  wieczorem był słyszalny w Miliczu. Na reakcję UB nie trzeba było długo czekać. Kilka dni po operacji do krotoszyńskiego szpitala przyjechali funkcjonariusze, szukając dowodów „zbrodni przeciwko ludowemu państwu”. Zajiczek uparcie odpowiadał, że granat znalazł w lesie i próbował ogłuszyć ryby w Baryczy. Śledztwo w milickim liceum niczego nie dało, nauczyciele zgodnie twierdzili, że ich uczeń jest spokojnym i porządnym obywatelem, nie utrzymuje żadnych antysocjalistycznych kontaktów. Wersję o ogłuszaniu ryb w rzece została uznana za prawdziwą. Na szczęście ubowcom umknęła informacja, że wkrótce po tym zdarzeniu z Milicza wyjechała drużynowa Wanda Kwiatkowska. Nagły wyjazd nauczycielki z liceum mógł bowiem skierować podejrzenie na nią i grozić pozostałym harcerzom. Drużyna sama po wypadku zaprzestała działalności.  Tym bardziej, że w tym samym czasie doszło do aresztowań wśród członków tajnej Organizacji Związku Zachodniego, działającego na terenie powiatu milickiego i trzebnickiego. Dwóch z nich, Jana Chabińskiego i dziewiętnastoletniego Stanisława Macha z Dobrosławic koło Żmigrodu skazano na karę śmierci, a wielu innych trafiło do więzienia.  A przecież z  członkami tej organizacji harcerze miliccy utrzymywali kontakty.    

      Kiedy dojeżdżaliśmy do Trzcińska i szykowałem się do wyjścia, mój rozmówca zpytał: „Andrzeju, czy myślisz, że TO skończyło się tam w szpitalu? Nie, to trwa dalej, tylko zmieniła się forma mojej walki. Ja wiem, że my musimy mieć świadomą i aktywną fizycznie młodzież, zdolną do wielu rzeczy, bo kiedy przyjdzie pora”.

      Zarażony aktywnością młody Zajiczek pozostał przy sporcie. Już przed wypadkiem  uprawiał lekką atletykę – biegi i skok w dal. A w maju 1951 roku, w cztery miesiące po wypadku, zdobył tytuł Mistrza Polski Szkół Średnich w biegu na sto metrów! Grał w piłkę ręczną, w siatkówkę, w kosza, jeździł na rowerze. I wygrywał zawody sportowe. Maturę zdał w następnym roku dzięki wsparciu ze strony kolegów i nauczycieli liceum. Szczególnie wspierała go pani Helena Haas, nauczycielka historii i geografii, która podczas matury pisemnej była „jego ręką” – pisała zadania z języka polskiego i matematyki na egzaminie pisemnym. Wielkim wsparciem była matka, która mówiła: „żyj tak, jak przedtem”. I Bolek robił wszystko, aby tak było. Po 1956 roku związał się z odbudowanym i nieco odstalinizowanym harcerstwem. Zajął się organizowaniem wyjazdów turystycznych, poznawaniem własnego kraju – „To był mój sposób na uczenie patriotyzmu i odpowiedzialności za Polskę”. Jego rowerowe eskapady po Europie i Stanach Zjednoczonych były szeroko komentowane w Miliczu. Z rowerem się nie rozstawał. W ostatnim maratonie w 2010 roku czuł się słabo, brakowało mi sił, wyraźnie odstawał od reszty uczestników. Kiedy zrobił badania po zakończeniu sezonu sportowego, okazało się że cierpi na zaawansowaną cukrzycę. Przyznawał, że do jej powstania przyczynił się nawyk codziennego picia kilku szklanek zaparzanej „po turecku” kawy osłodzonej kilkoma łyżeczkami cukru. Ale cukrzyca była dopiero początkiem dolegliwości. Po paru kolejnych miesiącach zdiagnozowano zaawansowanego raka. Bolek nie zgodził się na operację. Zmarł 11 sierpnia 2011 roku.

      Był człowiekiem spełnionym gdyż stawiał sobie wymagania i je realizował. W jego słowniku nie było słowa „nie mogę”. Z niepokojem patrzył na edukację młodzieży w ostatnich latach. W wywiadzie dla Tygodnika Milickiego z 13 maja 2011 roku mówi, że „harcerstwo upada z winy rodziców, bo rozpieszczają swoje dzieci. Dziś rodzic mówi: Jeśli nie chcesz, to możesz nie iść na zbiórkę. Moja mama zawsze przypominała mi, kiedy są zbiórki, bo – jak to dzieciak – czasem zapominałem. Dziś nieliczni rodzice przychodzą do harcówki. Poza tym królują komórki i komputer. Niech pani przejdzie koło naszej szkoły w sobotę i niedzielę, to zobaczy pani, ile dzieci się tam bawi. Dawniej było ich mnóstwo. Dziś wszyscy siedzą w domu przed ekranem telewizora lub komputera, a rodzice to akceptują”.

      O tym, że był człowiekiem spełnionym, wielokrotnie podkreślali autorzy, piszący o Zajiczku. Od siebie dodam, że był człowiekiem niezłomnym, który pozostał wierny swoim zasadom. 

W Miliczu w Kreatywnym Obiekcie Multifunkcyjnym (KOM) przy ul. Jarosława Dąbrowskiego znajduje się Galeria Druha Bolka, w której zaprezentowano pamiątki po Zmarłym. Jest rower, bluza harcerska i nagrody, wśród nich te najważniejsze – „Człowieka bez barier” i tytuł „Lodołamacza”.

Gorące tematy

Ćwiczenia z taśmami- Emilia Kaba

Ćwiczenia ogólnorozwojowe są ważne, jeżeli chce się zaktywizować całe ciało i wszystkie partie mięśniowe naszego organizmu. Jeśli do ćwiczeń włączy się gumy oporowe nazywane...

Mentalne przygotowanie to proces

W sporcie nie zawsze się wygrywa. Trzeba się uodpornić na porażki i być na to przygotowanym, jednak najważniejszy jest systematyczny trening – mówi dr...

Czy wzrok potrzebuje treningu?- Emilia Kaba

Jak każda część naszego ciała także wzrok potrzebuje ćwiczeń. Godziny spędzone przed komputerem czy ekranem telefonu narażają oczy na wiele niebezpiecznych czynników, na przykład...

Powiązane Artykuły

Ćwiczenia z taśmami- Emilia Kaba

Ćwiczenia ogólnorozwojowe są ważne, jeżeli chce się zaktywizować całe ciało i wszystkie partie mięśniowe naszego organizmu. Jeśli do ćwiczeń włączy się gumy oporowe nazywane...

Mentalne przygotowanie to proces

W sporcie nie zawsze się wygrywa. Trzeba się uodpornić na porażki i być na to przygotowanym, jednak najważniejszy jest systematyczny trening – mówi dr...

Czy wzrok potrzebuje treningu?- Emilia Kaba

Jak każda część naszego ciała także wzrok potrzebuje ćwiczeń. Godziny spędzone przed komputerem czy ekranem telefonu narażają oczy na wiele niebezpiecznych czynników, na przykład...