Koronawirus na Świecie

All countries
201,603,234
Zakażeni
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
179,637,448
Ozdrowieńcy
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
4,278,616
Zgony
Updated on 6 August 2021 00:55

Koronawirus na Świecie

All countries
201,603,234
Potwierdzone
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
179,637,448
Wyzdrowiało
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
4,278,616
Zgony
Updated on 6 August 2021 00:55

Zasilanie zewnętrzne – Jerzy Pawlas

Stan świadomości i preferencje polityczne społeczeństwa często zaskakują i wydają się niezrozumiałe, bo mają znamiona samozagłady.

Histeryczny protest globalnych koncernów internetowych wobec planowanego podatku od reklam ujawnił nie tylko ich związki ze światowymi rynkami finansowymi i powiązania z geopolitycznymi mechanizmami walki o wpływy, ale także obawy przed zmniejszeniem możliwości manipulowania społeczeństwem. Sprawa jest na tyle poważna, że państwa zawierają koalicje, by walczyć z globalnymi korporacjami Big-Tech (np. wojna australijsko-fejsbukowa). 

Podobno w kraju działa ok. 100 tys. niezależnych stowarzyszeń i organizacji pozarządowych. Resort kultury przewidział dla obywatelskich stowarzyszeń 80 mln zł rocznie. Ile dostają z innych źródeł (choćby zagranicznych) – nikt nie liczy.

Przewodniczący pięciu frakcji Parlamentu Europejskiego określili orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego jako barbarzyńskie i podważające prawa człowieka. Brukselska logika śmierci jest jasna (i taka ma oddziaływać na polskie społeczeństwo) – obrona życia to barbarzyństwo, a zabijanie nienarodzonych to prawo człowieka. I – jak widać – zwolenników takiego rozumowania nie brakuje na krajowych marszach feministek.

Na kształtowanie ich świadomości pracują też lewackie organizacje, nierzadko korzystające z zewnętrznego sponsoringu. Tymczasem krajowa lewica opowiada się przeciw składce od reklamy w mediach, czyli za dobrostanem antypolskich i antypaństwowych nadawców.

Cokolwiek by mówić, tradycja zewnętrznego wspomożenia to fundament grubokreskowej demokracji. Z jednej strony moskiewska pożyczka, z drugiej – niemieckie zasiłki. Ani elektorat, ani politycy nie widzą w tym nic złego. Po prostu rosyjscy towarzysze i niemieccy koledzy wspierali polską demokrację. Skutecznie – tow. Leszek Miller w Brukseli, Donald Tusk – takoż.

Ekspansja ideologiczna

Wysokie notowania sondażowe, aprobujące projekt brukselski, zastanawiają, gdy zważy się niewielką frekwencję (dwadzieścia parę procent) w wyborach do sejmu  brukselskiego. Sondażownie nie pytają, czy obywatele brukselscy pochodzenia polskiego wiedzą, że już 70 proc. regulacji prawnych, którym podlegają, jest stanowiona przez organy unijne. Dla młodych wspólnota brukselska to synonim postępowego luzactwa i realizacji wszelkich możliwości. Nikt ich nie pytał, czy wiedzą, że co szósty (ok. 15 proc.) młody obywatel brukselski (w wieku 15-24 lat) pozostaje bez pracy.

Nie wiadomo też, w jakim stopniu powszechna jest świadomość, że zachodnie firmy osiągają większe korzyści z eksploatacji gospodarek „nowych” państw unijnych, niż przyznawane im fundusze brukselskie. W każdym razie już policzono, że jedno euro zainwestowane w naszym kraju, przynosi 80 centów zwrotu (80 proc. zwrot kapitału niespotykany w cywilizowanej gospodarce).

Jeżeli zaś policzyć (co zrobili ekonomiści) roczne wpływy tj.30 mld zł z funduszy unijnych oraz wypływ zysków firm „starych” państw brukselskich (ok. 80 mld zł rocznie), to okazuje się, że od akcesji gospodarka naszego kraju straciła ok. 800 mld zł.

Tymczasem – wobec prób uzależnienia otrzymania funduszy unijnych od aprobaty lewicowo-liberalnego etosu cywilizacyjnego – okazuje się, że choć pieniądz podobno nie śmierdzi, to fundusze unijne mogą cuchnąć ideologią.

W miarę postępującej w naszym kraju rewolucji neomarksistowskiej widzimy, coraz więcej mowy nienawiści, coraz ostrzejszy terror politycznej poprawności, coraz więcej promocji odmieństwa seksualnego. Kto myśli inaczej, ten jest wrogiem postępowej ludzkości. Można go medialnie zlinczować, a nawet ścigać sądownie.

 Europejski Trybunał praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że krytyczne uwagi o homoseksualizmie nie powinny mieć miejsca, bo to „mowa nienawiści”. W ten sposób usankcjonował pełzającą kolonializację ideologiczną państw brukselskich. W naszym kraju antychrześcijańskie wzmożenie już przynosi rezultaty – 65 proc. ankietowanych negatywnie ocenia role Kościoła katolickiego w życiu publicznym (25 proc. pozytywnych ocen).

Nie jest tajemnicą, że tzw. fundusze norweskie są uzależniane od postaw ideologicznych beneficjentów, chociaż nie ma to uzasadnienia prawnego. Jednak jest praktykowane. Gminy, które ogłaszają Kartę Praw Rodziny podlegają ideologicznemu szantażowi – albo zrezygnują z obrony tradycyjnych wartości, albo zgodzą się na genderyzację.

Filantropia dywersyjna

Pod szczytnymi hasłami zasady równości szans i niedyskryminacji, jak również zasady różności szans kobiet i mężczyzn (jak to pięknie brzmi w nowomowie brukselskiej), lewaccy aktywiści przemycają ideologię gender. Wiele samorządów (m.in. warszawski, łódzki, krakowski, wrocławski) finansuje szkolenia nauczycieli w zakresie szeroko pojmowanej płci kulturowej. Kto będzie przeciw, nie dostanie zasiłku motywacyjnego.

Europa dla obywateli – gardłują urzędnicy brukselscy, ale gdy samorządy chcą być wolne od ideologii, respektować prawa rodziny (wychowanie dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami), czy konstytucyjną zasadę rodziny jako związku kobiety z mężczyzną – to straszy się je odebraniem środków unijnych. Bezprawnie, ale zgodnie z postulatami lewackich aktywistów, dla których jest to wygodny argument w walce z chrześcijańskimi wartościami i tradycjami.

Społeczeństwo obywatelskie może chlubić się wielością i różnorodnością organizacji pozarządowych, podejmujących szerokie akcje pomocowe, prozdrowotne, zresztą filantropijne czy humanitarne. Tymczasem owe szlachetne pobudki to tylko pretekst do działań antykonstytucyjnych, antypaństwowych, antynarodowych, antyreligijnych.

Bo po co nam całe to niepostępowe dziedzictwo cywilizacyjne, skoro możemy korzystać z dobrodziejstw neomarksistowskiej rewolucji kulturowej (obok ideologii gender, aborcja i eutanazja, nawet adopcja dzieci przez homozwiazki).

Wobec tak rozległej działalności destrukcyjnej, nie można nie wiedzieć, kto stoi za dobrodziejstwem ideologicznych filantropów. Gdy organizacje pozarządowe wyrodnieją jako ekspozytury politycznych grup nacisku, jako partyzancie oddziały zwalczania tradycyjnej kultury – pora ustawowo uregulować ich status, a przede wszystkim ujawnić źródła finansowania.

Problem wymaga szybkiego rozwiązanie, gdy przyznawanie funduszy unijnych ma zależeć od przesłanek ideologicznych, zwanych dla niepoznaki praworządnością. Pierwszy krok uczynił warszawski Wojewódzki Sąd Administracyjny, zmuszając Fundację Batorego do ujawnienia szczegółów swej filantropii (treść umów, kryteria przydziału pieniędzy, wynagrodzenia), często akonstytucyjnej.

Formatowanie przeszłości

Wśród prac konkursowych o obozie koncentracyjnym w Auschwitz i jego polskich więźniach, większość dotyczyła obozu zagłady Birkenau. Młodzież pokazała żydowską martyrologię (co nie było przedmiotem konkursu), która zdominowała historię tego miejsca, ale tak nauczono ją w szkole. Zapewne nauczycielom – zamiast szkolenia z genderologii – przydałyby się kursy historii, chyba że uprawiają antypolską politykę historyczną.

Tymczasem przewodnicząca Komisji Europejskiej też zakłamuje historię, przemilczając prawdę o polskich więźniach w Auschwitz. W ten sposób niemiecka odpowiedzialność nie obejmuje morderstw na polskich więźniach. Jeżeli powszechnie ugruntuje się taką świadomość, to może uda się też wymazać niemiecką odpowiedzialność za wybuch wojny i jej ofiary. Można w końcu zrozumieć taką niemiecką politykę historyczną, uprawianą przez obywatelkę niemiecką, ale to nie przystoi funkcjonariuszowi brukselskiemu.

Tym bardziej, że przewodnicząca nawet nie wspomina, że Auschwitz i jego piekło to niemieckie dzieło. Tym samym przysporzyła argumentów zwolennikom niemieckiej nieodpowiedzialności, unikających jakiejkolwiek myśli o reparacjach i odszkodowaniach.

Nie ulega wątpliwości, że ten kto mówi o „tragedii wołyńskiej”, zamiast o ludobójstwie ludności polskiej na Wołyniu przez szowinistów ukraińskich spod znaku OUN-UPA, sprzyja nie tylko relatywizacji historii, ale także ukraińskiej polityce historycznej, wybielającej zbrodnicze sprawstwo. Nie bacząc na historyczną odpowiedzialność, ukraińska Rada Najwyższa wychwala sprawców ludobójstwa wołyńskiego, m.in. Dymitra Kłaczkowskiego, wołyńskiego komendanta UPA, jako godnych upamiętnienia w bieżącym roku. Jak na razie nie widać sejmowych reakcji. Natomiast konsekwentne fałszowanie historii przez Ukrainę oddziałuje na postawy polskich polityków, przebąkujących o możliwościach jakiegoś kompromisu.

Trudno o większy paradoks, ale to dzieje się w naszym kraju, gdzie wolność badań naukowych staje się karykaturą. Za pieniądze podatników powstają zafałszowane opracowania historyczne, szkalujące polskie społeczeństwo. Autorzy dzieła „Dalej jest noc”  dopuścili się nierzetelności, niegodnych naukowca. Warszawski sąd okręgowy nakazał Janowi Grabowskiemu i Barbarze Engelking przeprosić potomka pomówionej rodziny. Jak widać metoda manipulowania materiałem źródłowym, używania plotek i kłamstw pod założoną tezę – to wcale funkcjonalny warsztat nowoczesnej szkoły badań nad zagładą. Taka produkcja naukowa w sam raz na użytek przemysłu holokaust.

Lincz medialny

Niemiecki właściciel prasy lokalnej zapewniał taką wolność słowa, że mieszkańcy województw zachodnich i północnych zawsze głosowali na SLD i PO. Teraz – krzyczą media polskojęzyczne po przejęciu tej prasy przez Orlen – to zamach na niezależne dziennikarstwo. Jednak żadne z nich nawet nie zająknie się, by elgiebetyckie stowarzyszenia nie były finansowane z publicznej kasy, nie kwestionuje zasadności ich istnienia w naszym kraju. Co innego walić w rząd, że pandemicznie nieudolny, zamyka ludzi w domach. Po co chwalić polską gospodarkę, że daje radę korona-kryzysowi. Niech opozycja ma argumenty do narzekania.

Protest nadawców i wydawców „Media bez wyboru” pokazał swą jałowość, hipokryzję i samolinczowanie. Działające w naszym kraju „media zewnętrzne” dostają koncesje od państwa, a potem podmywają jego fundamenty i porządek konstytucyjny. Ale mają wybór – mogą płacić podatki.

Gorące tematy

Powiązane Artykuły