Koronawirus na Świecie

All countries
201,603,234
Zakażeni
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
179,637,448
Ozdrowieńcy
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
4,278,616
Zgony
Updated on 6 August 2021 00:55

Koronawirus na Świecie

All countries
201,603,234
Potwierdzone
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
179,637,448
Wyzdrowiało
Updated on 6 August 2021 00:55
All countries
4,278,616
Zgony
Updated on 6 August 2021 00:55

„WSCHODNI GAMBIT” – Artur Adamski

Fabuły wielu powieści sensacyjnych są całkowitą fikcją, ale niektóre mogą być źródłem wiedzy. Z „Sześciu dni Kondora” Jamesa Grady’ego można się dowiedzieć o pracy białego wywiadu i udziale naukowców różnych dyscyplin w konstruowaniu gier operacyjnych. Kanwą książek Fredericka Forsytha są autentyczne zamachy i przewroty, zrealizowane przez służby specjalne lub wynajętych zawodowców. W pookrągłostołowej Polsce powieść sensacyjna bywa gatunkiem, wykorzystywanym do opisu ważnych, wrażliwych składników rzeczywistości.

      To prawda, że „pierwszy niekomunistyczny premier”, po blisko roku kierowania rządem, jednak dojrzał do zlikwidowania spadku po okupantach, jakim były Urzędy Kontroli Prasy, Publikacji i Wydawnictw. W rzeczywistości państwową cenzurę prewencyjną natychmiast zastąpiła jednak cenzura często bardziej represyjna od PRL-owskiej. Poręcznym narzędziem nowej metody walki z wolnością słowa stały się usłużne postkomunistyczne sądy. W końcu z czasów totalitarnych do tzw. III RP przeskoczyły one bez muśnięcia choćby cieniem jakichkolwiek zmian. Miały więc za co być wdzięczne elitom, które skazały na zapomnienie bezmiar sądowych zbrodni czasów PRL-u i które „nadzwyczajnej kaście” zapewniły bezlik przywilejów. Być może to dlatego drakońskie wyroki, wymierzane w następstwie pozwów beneficjentów ustrojowej transformacji, często okazywały się bardziej dotkliwe od kar za łamanie monopolu informacji w czasach Gierka czy Jaruzelskiego. Do więzienia się już wprawdzie nie trafiało, ale dach nad głową i cały dorobek życia można było stracić. W postkomunistycznej „republice okrągłego stołu” z uprzywilejowaną kastą wrogów wolności słowa ludzie pióra zaczęli więc radzić sobie przekazem podawanym „między wierszami”, uciekaniem się do literackiej paraboli czy gatunku powieści z kluczem.

      Tak, jak w czasach narodowej niewoli, zmagania z „cenzurą okrągłostołową” przynosiły zaskakująco wartościowe owoce. Jeśli opisywanie konkretnej rzeczywistości ściąga na autora represje – metodą twórczą staje się nadawanie dziełu kształtu bardziej uniwersalnego. A to rodzi szansę narodzin utworu uchwytującego prawidłowości właściwych różnym miejscom i różnym czasom. Pookrągłostołowa rzeczywistość nie jest przecież jedyną patologią w dziejach.

      Interesującą próbę literackiego opisu współczesnych polskich realiów podjęła niedawno Dorota Kania. Wymowny i jakże trafny jest już sam wybór gatunku – powieść sensacyjna. Jakaż inna forma mogłaby być właściwsza dla przedstawienia kraju, którego przemiany ustrojowe coraz jaskrawiej malują się jako czas wielkiej grabieży? Jaką inną metodę przyjąć dla opisu bijących po oczach zmagań zewnętrznych potęg o zapanowanie nad strategicznym splotem krzyżowym kontynentu? Pierwsza warstwa rzeczywistości, przedstawionej we „Wschodnim gambicie”, to klucz do zrozumienia całej reszty. I dla każdego, kto ma oczy i umie patrzeć, nic tu nie jest zaskakujące. Wyżej wspomniane sądy nie są przecież jedyną skamieliną, zaklętych w standardach z czasów komunistycznych. W powieści Doroty Kani role odwrotne, z punktu widzenia interesów państwa oczywistych, pełni też znacząca część służb specjalnych, dyplomacji czy tzw. główny nurt mediów. Efekt nie może być inny – państwo jest permanentnie zagrożone zawłaszczeniem nie tylko przez potencjały skrajnie egoistyczne, ale także w najwyższym stopniu mu wrogie. Funkcje strażników publicznego interesu niejednokrotnie sprawują ludzie oddani całkowicie innym dysponentom. Szczerze pragnący służyć swojemu państwu funkcjonują więc w realiach przypominających wojnę domową. Często trudno ustalić, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Zdradzieckie ciosy zadane być mogą z najbardziej niespodziewanych kierunków, w skrajnie nieoczekiwanych formach i zwykle w momentach dla danej sprawy kluczowych. Los tak funkcjonującego państwa jest niepewny, o jego przyszłość toczy się nieustanna i raczej nierówna walka.

      Znamiennym wątkiem „Wschodniego gambitu” jest historia pozyskiwania przez przeciwników polskiej niepodległości kolejnych swoich pretorian. Powiązane z rosyjskimi służbami postkomunistyczne sitwy nie tylko permanentnie się reprodukują. Skutecznie dążą też do kolejnych werbunków, tworzenia nowych macek, stąd obszary Polski oddane antypolskim interesom mają perspektywę poszerzania się ,a nie zanikania. Postkomuniści i inni rzecznicy sowieckich okupantów wcale, jak wielu na to liczyło, wraz z mijającymi dekadami nie wymierają. Przeciwnie – korzystając z nowych „europejskich tendencji” oraz rozwoju narzędzi rosyjskiego imperializmu – stają przed otwierającymi się coraz to nowymi, zabójczymi dla Polski szansami.

      Fabuła „Wschodniego gambitu” w dużej mierze jest utkana z autentycznych wydarzeń, a w wielu jego bohaterach można rozpoznać postacie współczesnego nam życia publicznego. Mimo, że akcja powieści jest literacką fikcją, spotykamy się w niej z realnym obrazem naszego kraju obecnych czasów i z jego rzeczywistymi problemami. Akcja nie jest czystą fantazją, lecz kompilacją tego, co nie tylko w najwyższym stopniu jest prawdopodobne, ale w dużej mierze faktyczne.  Przedstawiona historia to jakby kolejny wariant jednej z wielu gier, w które wplątywano Polskę. Rozgrywek, podczas których wieloma postaciami jej elit posługiwano się jak pionkami na szachownicy. Książka ta ma więc najprawdziwsze walory poznawcze, do pewnego stopnia będąc powieścią z kluczem. Dostrzec można nawet jej pokrewieństwa z wielkimi rozrachunkowymi dziełami mistrzów międzywojennego dwudziestolecia. Na przekór prawdziwemu, czyli generalnie ponuremu obrazowi pierwszych dekad pookrągłostołowej Polski, wszystkim rozdziałom „Wschodniego gambitu” towarzyszy jednak mocna nuta optymizmu. Okazuje się, że w rozgrywanej, zdradzanej, traktowanej jak postaw sukna Polsce codzienną mrówczą pracę wykonuje niewielkie, ale prężne grono jej zdeterminowanych obrońców. Pomimo miażdżącej przewagi wrogów śmiało stają oni do nierównej walki, mając do swej dyspozycji geniusz swych rzetelnie wypracowanych kompetencji, zdolność konsekwentnego realizowania rozpisanego na wiele wariantów planu i w razie takiej konieczności – gotowość poniesienia każdej ofiary. Sięgającym po tę powieść nie będę odbierał czytelniczej przyjemności samodzielnego obserwowania finału tego starcia.

      Sensacyjno-polityczną powieść Doroty Kani można odczytać jako uniwersalny traktat o zmaganiach o przyszłość państwa wyrywanego z bezliku kolonialnych uzależnień. Śledzący aktualny bieg wydarzeń, we „Wschodnim gambicie” doskonale rozpoznają przede wszystkim współczesność ich ojczyzny. Dla wiedzących o Polsce mniej – powieść ta służyć może jako podręcznik. Szkoda tylko, że dystrybucja książki jest chyba dość wąska. Można ją znaleźć jedynie w najlepszych księgarniach, placówkach pocztowych i w dystrybucji internetowej.

Gorące tematy

Powiązane Artykuły