Koronawirus na Świecie

All countries
197,584,113
Zakażeni
Updated on 30 July 2021 17:17
All countries
176,966,315
Ozdrowieńcy
Updated on 30 July 2021 17:17
All countries
4,218,786
Zgony
Updated on 30 July 2021 17:17

Koronawirus na Świecie

All countries
197,584,113
Potwierdzone
Updated on 30 July 2021 17:17
All countries
176,966,315
Wyzdrowiało
Updated on 30 July 2021 17:17
All countries
4,218,786
Zgony
Updated on 30 July 2021 17:17

LEGENDA NIEZALEŻNYCH MEDIÓW- Michał Mońko

Legenda opowiada o niezależnej produkcji telewizyjnej, prowadzonej przez dziennikarzy i producentów, którzy pochodzą z rewolucji solidarnościowej. To rzekomo oni w stanie wojennym, umykając przed komunistyczną SB, drukowali i kolportowali ulotki i gazety. No i dzisiaj, kontynuując swą niezależną produkcję, nawiązują do najpiękniejszych kart podziemnej roboty wydawniczej w czasach PRL.

Niezależna produkcja medialna ma długą i chwalebną tradycję zarówno w Polsce, jak i w Europie. W czasie drugiej wojny światowej, także po wojnie i w stanie wojennym, rozwinął się w Polsce niezależny ruch wydawniczy, obejmujący setki wydawnictw i tysiące tytułów gazetek, broszur i książek. Odbiorcy tej produkcji dość często angażowali się we współtworzenie treści podziemnych i wspierali finansowo ich tworzenie.

W krajach Zachodu niezależna produkcja medialna funkcjonuje dzisiaj na zewnątrz zorganizowanej wielkiej produkcji filmowej, telewizyjnej bądź prasowej i cieszy się uznaniem. Nie może ona być w żaden sposób powiązana z oficjalną władzą.

Produkcja niezależna, np. w Wielkiej Brytanii, koncentruje się wokół jakiegoś mobilizującego dyskursu społecznego albo politycznego i podejmuje tematy w jakimś sensie nieobecne w środkach masowego przekazu. Za każdym razem dyskurs publiczny określa sposób działania producentów i formy produkcji.

Niezależna produkcja jest też rodzajem wymiany myśli, relacją z wydarzeń. Zawsze jest albo powinna być odbiciem pewnych dyskusji, sporów, kontrowersji. Niezależni producenci tworzą systemy komunikowania, które dyskryminowanym grupom społecznym, politycznym, religijnym i narodowym umożliwiają współudział w tworzeniu zbioru informacji godnych przekazania w formach prasowych, radiowych albo telewizyjnych.

Wzorem niezależności producentów telewizyjnych jest Wielka Brytania, gdzie praca niewielkich firm jest bardziej autentyczna, wolna od wszelkich zewnętrznych ograniczeń i bardziej wiarygodna od produkcji wielkich organizacji medialnych. Firmy rzeczywiście niezależne, mające wsparcie fundacji prasowych i telewizyjnych, funkcjonują także w Szwecji, Norwegii i Danii.

Opozycja niezależnych producentów wobec oficjalnej, wielkiej produkcji medialnej, zarówno komercyjnej, jak i publicznej, może objawiać się w głoszeniu kontrowersyjnych poglądów, w kwestionowaniu ustalonego w jakiejś dziedzinie status quo, w ustanawianiu tak zwanych mediów alternatywnych i w łamaniu obowiązujących w mediach konwencji        

W nowej Polsce produkcja medialna, zwana niezależną, poza wyjątkami, przesunęła się z obszarów pracy dla dobra publicznego, na obszary rozrywki i biznesu. Producenci, działający na rynku mediów, z premedytacją wykorzystali dla swych komercyjnych celów legendę podziemnych wydawców i nadawców, legendę Solidarności.

Na początku lat dziewięćdziesiątych miejsce rzeczywiście niezależnych wydawców i producentów zostało ostatecznie zajęte przez komercyjną produkcję telewizyjną. Z biegiem lat prywatne firmy produkcji telewizyjnej dosłownie oblepiły publiczną telewizję, wykorzystując dla swych celów publiczne środki produkcji, pieniądze i antenę. Nastąpiła prawdziwa okupacja publicznego medium.

Właściciele gazet, radia i telewizji odmieniają na wszystkie sposoby słowo „niezależność”. Ale dzisiaj, po trzydziestu latach nowej Polski, słowo „niezależność” straciło dziś swój powab, swoją świeżość i swój lep. Stosując język z czasów PRL, można powiedzieć, że słowo „niezależność” jest dziś słowem „drugiej świeżości”.

Bo, przykładowo, niezależni dawniej producenci telewizyjni i filmowi, dziś są zrzeszeni w Krajowej Izbie Producentów Audiowizualnych, a nie w jakiejś izbie niezależności. Głównym celem działalności tychże producentów nie są jakieś górnolotne, imponderabilia, ale prozaiczne interesy i zwyczajna praca dla siebie.

Znam dobrze dziennikarzy, którzy robili strajki w 1980, a po 1981 byli spychani na margines mediów, a nawet na margines życia. Byli wśród nich znakomici reportażyści, dokumentaliści, filmowcy po studiach w łódzkiej szkole filmowej. A w tym samym czasie objawiali się tzw. dziennikarze, którzy mieli szybką ścieżkę awansu, choć nie mieli pojęcia o dziennikarstwie, a o Sierpniu dowiadywali się z podręczników.

Dziennikarze ci „z marszu” otrzymywali w telewizji na Woronicza stanowiska szefów redakcji, dyrektorów, naczelnych redaktorów, komentatorów, prezesów. Przechodzili z jednego stanowiska na drugie, trzecie i czwarte stanowisko. Zawsze niezależni, zawsze walczący z czymś, z kimś o coś i w jakiejś sprawie.

A w gruncie rzeczy chodziło im o własną karierę i o pieniądze. Jakież to produkcje telewizyjne pochodzą z firm, które nazywają się niezależnymi? Cóż, koń jaki jest, każdy widzi. Nie są to produkcje odkłamujące historię Polski. Nie są to produkcje o losach Narodu i Kościoła. Niezależnych producentów nie interesują zbrodnie komunistyczne, zagłada dworów polskich etc.

Szlam kulturowy, żałosne produkcje, jarmarczne rozrywki pochodzą z firm, które funkcjonują jako niezależne i emitowane są przez telewizję, która się zwie telewizją publiczną. Niezależna produkcja, to: „Ranczo”, „Anything goes. Ale jazda”. „Klan”, „Leśniczówka”, „Blondynka”, „M jak miłość” etc. Tylko jednego dnia, w piątek 26 lutego, trzy teleturnieje w Dwójce!! Do tego seriale tureckie w stylu „Izaura, niewolnica”. A nad wszystkim dominują wielkie spędy rozrywkowe z udziałem Zenka.

Nazwa „niezależna produkcja” jest wykorzystywana przez właścicieli firm zewnętrznych dla nobilitacji swej twórczości albo dla złagodzenia ostro brzmiącego pojęcia: „produkcja komercyjna”. W tych okolicznościach ostro brzmi nazwa telewizji publicznej, której struktura i produkcja jest przecież komercyjna.

Na ulicy Woronicza stoi kilkanaście gmachów, które należą do telewizji publicznej. Już pisałem, że mógłby wystarczyć pawilon wielkości kiosku z gazetami z napisem: TVP KASA. Bo produkcja telewizyjna jest prywatna, a tylko pieniądze są publiczne, a faktycznie państwowe, wydawane głupio na działalność prywatnych firm produkcji telewizyjnej.

            Gdy w pierwszych latach nowej Polski zaczęły powstawać firmy produkcji telewizyjnej, najważniejsze było wówczas zlecenie na program dla Telewizji Polskiej. A jakie kryteria trzeba było spełnić, żeby dostać zlecenie? Trzeba było mieć układ towarzyski i być w układzie. Wystarczyła wówczas pieczątka, długopis, teczka i kumpel na stanowisku w Telewizji Polskiej.

 Kiedy już była podpisana umowa, producent szedł do kasy po telewizyjny kredyt. Zlecenie było wykonywane środkami telewizji publicznej. Zdjęcia robili telewizyjni operatorzy pod okiem wynajętego na ten czas fachowca. Producent nie miał bowiem pojęcia o pracy na planie filmowym. Dźwięk nagrywali telewizyjni dźwiękowcy. Światło trzymali telewizyjni oświetlacze. Statyw nosił telewizyjny kierowca. No i wóz był telewizyjny.

Kiedy już były zrobione zdjęcia – montaż również zapewniała telewizja publiczna. Montował wynajęty na ten czas profesjonalista. Prywatne montażownie dopiero były tworzone ze sprzętu wycofywanego z Telewizji Polskiej.

Niezależna produkcja telewizyjna była co najmniej trzykrotnie droższa od produkcji Telewizji Polskiej. Po roku 1989, gdy była budowana potęga prywatnych firm telewizyjnych, budżet 35-minutowego dokumentu, realizowanego w Programie I przez ekipę TVP, wynosił nie więcej niż 120 milionów złotych (starych pieniędzy).

Produkcja 35-minutowego programu, realizowanego przez tzw. niezależną firmę produkcji telewizyjnej, kosztowała pięć razy więcej, czyli około 550 milionów (starych pieniędzy). Koszty produkcji oblicza się na podstawie liczby dni zdjęciowych, liczby godzin liczby godzin zgrania i trudności realizacyjnych tematu, np. zdjęcia w zakładzie dla inwalidów.

Przykładowo, na realizację dokumentu „Aleksander Świętochowski” dostałem 98 milionów. Były to 2 dni dokumentacji terenowej, 4 dni zdjęciowe, 2 dni montażowe plus 126 godzin zgrania. Zdjęcia w plenerze i we wnętrzach, bogata ikonografia, trudny montaż, efekty i muzyka podłożona. O wysiłku realizacyjnym świadczyły sklejki: 220 sklejek obrazu i ponad 445 sklejek dźwięku!

Firma prywatna, zwana niezależną, pracowała bez dokumentacji w Warszawie. Była to filmowana rozmowa. Zdjęcia trwały 3 godziny. Montaż 12 godzin. Zdjęcia dwiema kamerami w kawiarni naprzeciwko sądów przy Solidarności. Prosty montaż „na ostro”, doklejona czołówka i napisy końcowe. Wysiłek montażowy, to 17 sklejek obrazu i dźwięku (setki), ujęcia klejone po około 3,5 minuty. Za tę produkcję kasa wypłaciła 550 milionów starych złotych.

Producenci niezależni otrzymywali z telewizji publicznej zlecenia na realizację programów łatwych, prostych w produkcji i drogich w sprzedaży. Były to, na przykład, poranne ćwiczenia sportowe, rejestracje rozmów, a także gry i zabawy z niezmienną scenografią, programy o gotowaniu albo o robieniu domków dla ptaszków etc.

Po roku 1994 zmieniły się pieniądze, telewizja już nie płaciła milionami, ale proporcje wyceny produkcji TVP i produkcji tzw. niezależnej pozostały niezmienne. To znaczy, produkcja TVP była kilkakrotnie tańsza od produkcji zewnętrznej. Ale zlecenia na realizację szły głównie do producentów tzw. niezależnych. W tej sytuacji dziennikarze TVP szli na bezrobocie i byli masowo zwalniani.

Jednocześnie, zaledwie w ciągu kilku lat potężna baza techniczna i archiwalna publicznych mediów została unicestwiona w interesie prywatnych producentów. Nawet nagrania z bunkra telewizyjnego, skąd gen, Jaruzelski wypowiadał wojnę Polsce, zaginęły. Nagrania z pacyfikacji kopalń, stoczni i hut przypadkiem znalazłem w śmietniczce na trzecim piętrze gmachu TVP na Placu.

 Zupełnie na uboczu zostały marzenia o mediach otwartych dla rzeczywiście niezależnych produkcji, dla rzeczywiście niezależnych idei, poglądów, interpretacji etc. Niezależność stała się przykrywką dla robienia wielkich, niekontrolowanych biznesów. Pojęcia niezależności i komercyjności rozmyły się w niejasnych, pokrętnych kryteriach oceny producentów.

Producenci telewizyjni w nowej Polsce nie kierują się autentycznością i wiarygodnością. Podlegają wpływom politycznym, społecznym i finansowym. Kierują się zyskiem, wiążąc się z wielkimi nadawcami, z masowymi imprezami, gdy naczelną zasadą niezależnej produkcji i emisji medialnej w demokracjach jest rzeczywista niezależność i radykalizm treści i formy.

Można powiedzieć, że niezależny producent telewizyjny powinien kierować się przede wszystkim ideą, rachunkiem idei, a nie rachunkiem zysku. I takie podejście powinna wspierać KRRiT, oferując wszelką pomoc niezależnej działalności na rynku mediów. A tymczasem KRRiT nie zachowuje neutralności, angażując się w stronnicze działania przeciw wolności mediów.

            Najwięksi dziś na rynku mediów potentaci finansowi zaczynali przed laty, po roku 1989, od skromnych dyrektorskich i prezesowskich stołków w telewizji publicznej. Jan Dworak najpierw był wiceprezesem Komitetu ds. Radia i Telewizji, po roku 2004 był prezesem TVP, później prezesem KRRiT.

W tym czasie Jan Dworak był związany ze Studiem A. Maciej Strzembosz był dyrektorem Programu I TVP. Dzisiaj jest producentem niezależnym. Kiedy zmienia się władza, w firmach nic się nie zmienia, bo swój zawsze jest dyrektorem, prezesem TVP, przewodniczącym KRRiT. A w następnym rozdaniu władzy przewodniczący KRRiT zostaje prezesem TVP, a dyrektor albo senator zostaje prezesem TVP.

Między producentami nie ma podziałów na lewicę i na prawicę. Wielkie pieniądze godzą interesy i wyznaczają reguły zarabiania jeszcze większych pieniędzy. Każdy układ wycina w pień ludzi, którym chodzi nie tylko o pieniądze.

Naczelną ideą telewizji i firm niezależnych producentów powinna być dbałość o interes publiczny. Owszem, jest w tzw. niezależnych mediach dbałość o interes, ale o interes własny, interes wąskiej grupy okupantów publicznej anteny.

 Utrwaliła się zasada, że każdy odchodzący z telewizji publicznej dyrektor, prezes i kierownik redakcji – odchodzi do swojej firmy produkcji telewizyjnej. Każdy, kto odchodzi z prywatnej firmy produkcji telewizyjnej, odchodzi do telewizji, która uznaje się za publiczną, a firmy, z którymi współpracuje nazywa niezależnymi.

Parafrazując tytuł powiastki filozoficznej Woltera z 1746 roku, powiem: I tak toczy się w III RP medialny światek.

Gorące tematy

Powiązane Artykuły