Koronawirus na Świecie

All countries
265,197,799
Zakażeni
Updated on 4 December 2021 07:17
All countries
236,813,229
Ozdrowieńcy
Updated on 4 December 2021 07:17
All countries
5,258,365
Zgony
Updated on 4 December 2021 07:17

Koronawirus na Świecie

All countries
265,197,799
Potwierdzone
Updated on 4 December 2021 07:17
All countries
236,813,229
Wyzdrowiało
Updated on 4 December 2021 07:17
All countries
5,258,365
Zgony
Updated on 4 December 2021 07:17

MEDIA, KŁOPOTLOWA WOLNOŚĆ-Michał Mońko

Pomysł dekoncentracji mediów pojawia się  w III RP co kilka lat.  Pomysł nienowy  w Europie, bo dekoncentracja  mediów to przecież dekoncentracja opinii, idei, sposobów rządzenia i  głosowania na  rząd.  Niemcy dokonali głębokiej dekoncentracji  mediów  zaraz po wojnie. Francja  wprowadziła media publiczne dopiero w 1982 roku. Szwedzi nigdy nie dopuścili do koncentracji mediów.

Media są przedsiębiorstwami, produkują formy drukowane i elektroniczne.  Przedsiębiorstwa medialne, publiczne i prywatne, funkcjonują na  rynku,  który jest zarządzany  prawem  handlowym! To rynek  zaniedbany, jak nieplewiony ogród. Naroślą na mediach, szczególnie na mediach  elektronicznych,  jest  biznes,  polityka  i reklama.   Ta narośl nie dopuszcza  do  przeprowadzenia  dekoncentracji i repolonizacji  rynku mediów.

Ciężar reformy mediów wzięło na siebie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa. Powstał nawet promowany  przez Radę Mediów Narodowych  zespół reformatorów, odpowiedzialny za dekoncentrację rynku mediów.  O polskiej drodze do  dekoncentracji mówił, ale chyba nie wiedział o czym mówi,   niedawny szef Zespołu Dekoncentracji Mediów,  Paweł Lewandowski, wiceminister kultury nie splamiony dziennikarstwem:    

„Efektem dekoncentracji może być repolonizacja. Jeżeli mamy koncentrację bardziej na poziomie narodowości kapitału niż na poziomie posiadacza, który jest ponadnarodową organizacją, to skutkiem będzie repolonizacja i takiego efektu można oczekiwać”. 

Zanim doczekaliśmy dekoncentracja i zarazem repolonizacji,  nastąpił upadek wiceministra Lewandowskiego. W ten sposób  wszystko, co dotyczy reformy mediów,  może  zacząć się  od nowa. Ale czy za darmo?  Mało kto dostrzega, że znaczna część mediów, szczególnie drukowanych, należy do sfery ubóstwa materialnego, znacząca zaś część zarządców mediami należy do ubóstwa umysłowego. 

Reformatorzy rynku mediów,  jak się zdaje, nie wiedzą z jakim rynkiem mają do czynienia.  Nie wiedzą, co właściwie mają reformować. Mylą  zasady rynku  serów dojrzewających i  oleju opałowego z zasadami funkcjonowania  rynku  mediów. Nie są też w stanie  przyjąć, że  rynek mediów jest zarazem rynkiem opinii!  

W gospodarce rynkowej  i w ustroju  demokratycznym  najistotniejszym kryterium jest konkurencyjność. Na rynku oleju i smaru konkurencja jest zbawienna dla klienta, bo skutkuje lepszą jakością i niższą ceną. Ale rynek mediów jest zupełnie czymś innym niż rynek   oleju i smaru. Na rynku mediów, w przeciwieństwie do rynku  smaru do wozów, największym zagrożeniem jest koncentracja! Czego koncentracja? Opinii!!

Tymczasem  w roku 2021 mówi się  o koncentracji  mediów!    Czytamy w gazetach i w Internecie,  że  Sąd Okręgowy w Warszawie, XVII Wydział Ochrony Konkurencji i Konsumentów, „wstrzymał wykonanie decyzji Prezesa UOKiK z 5 lutego 2021 roku, wyrażającej zgodę na dokonanie koncentracji,  polegającej na przejęciu przez PKN Orlen SA w Płocku kontroli nad  Polska Press Spółką z 0.0 w Warszawie”.

Dwa sczepione ze sobą słowa: „dokonanie koncentracji” zaprzeczają oficjalnej zapowiedzi Rady Mediów Narodowych o potrzebie „dokonania dekoncentracji” rynku mediów i o  polonizacji mediów.   Mało tego, decyzja Prezesa UOKiK  mówi też o  „kontroli nad Polska Press”. Nie bez znaczenia jest to, że  nad wszystkim jest  spółka skarbu państwa, czyli państwo,  nie jakaś  fundacja.

A zatem nie dziwota, że 11 lutego 2021 roku, w brukselskim biuletynie  Europejskiej Federacji  Dziennikarskiej (European Federation of Journalists),  ukazał się tekst    o „rzekomej dekoncentracji” rynku mediów w Polsce:   

„W zakresie reformy mediów były próby „repolonizacji” i „dekoncentracji” rynku medialnego – pisze Jamie Wiseman, europejski ekspert prawny. –  Pozornie mają stworzyć  większy  pluralizm, w rzeczywistości te podwójne mechanizmy prawne mają na celu  skoncentrowanie  większej liczby mediów pod kontrolą   partii rządzącej i jej sojuszników”.

Użyte we wniosku Orlenu  do UOKiK-u  słowa:    „koncentracja” i  „kontrola”  wpłynęły na opinię  EFJ w Brukseli o reformie rynku mediów w Polsce.  Mogły też wpłynąć na  orzeczenie   Sądu Okręgowego w kwestii  przejęcia Polska Press przez Orlen, spółkę skarbu państwa.   Należy więc  rozejrzeć się i wskazać  tego, kto  dla Orlenu  pisze  o mediach i nie wie,  co pisze  albo przeciwnie, dobrze wie, co pisze.

Media są nerwem  państwa,  nerwem narodu. To  centralna instytucja sfery publicznej, definiowana  jako przestrzeń miedzy rządem, a społeczeństwem. Medialne konglomeraty, przedsiębiorstwa,  funkcjonują na rynku jako jednostki gospodarcze i z tego tytułu podlegają regulacjom prawnym, dotyczącym konkurencji i monopolu, szczególnie monopolu  spółki  państwowej.

Prawa demokratycznych państw Unii Europejskiej nie traktują mediów jak każdego innego sektora gospodarki. Linia produkcyjna mediów elektronicznych różni się tym od linii produkcyjnej fabryki samochodów, że produkty radia i telewizji dostarczane są bezpośrednio do mózgów obywateli. Dlatego też demokratyczne państwa wprowadzają specjalne ograniczenia, blokujące koncentrację i monopolizowanie rynku mediów, czyli rynku opinii.   

Konkurencja na rynku mediów ma przede wszystkim zapewnić różnorodność produktów, czyli ma umożliwiać prezentowanie różnych poglądów, wyrażanie różnych opinii, pośredniczenie w negocjacjach i sporach politycznych.  Zmowa  mediów liberalnych i lewicowych może  niszczyć poczynania rządu, ale rząd  nie powinien mieć swoich  mediów, jeśli nawet zapewni, że te media będą  wolne i krytyczne wobec rządu.

Rynek mediów może być ściśle regulowany przepisami prawa lub pozostawiony samemu sobie. Zwolennicy wolnego rynku mediów uważają, że siły rynkowe zagwarantują pluralizm. Ale, jak pokazuje praktyka rynku mediów,  siły rynkowe mogą gwarantować właścicielom  zyski, ale nie gwarantują odbiorcom  pluralizmu opinii.  Media stały się interesem niewielu i narzędziem  wykorzystywanym  wielu odbiorców.  

Na rynku mediów trudno czasami  ustalić czy dany sektor rynku, na którym dochodzi do koncentracji  własności medialnych, to  jeszcze rynek konkurencyjny czy już oligopol. A może nowo powstały konglomerat monopolizuje całkowicie fragment rynku, przykładowo, rynek  Internetu albo rynek radia politycznego.

Rynek mediów zależy od właściwego zdefiniowania sektorów rynku. Na przykład,  gazeta  może nie być  monopolistą na rynku prasy, ale  w sektorze prasy opiniotwórczej zajmuje  pozycję dominującą. Stacja radiowa może nie być monopolistą na rynku radiowym, ale jest monopolistą na rynku stacji opiniotwórczych.  

Trudności w określeniu pozycji medium w sektorze rynku sprawiają, że ustawodawstwo antymonopolowe i chroniące konkurencję,  zastosowane do rynku mediów, nie zawsze zapewniają pluralizm opinii.

Polska nie zdołała dotąd odrzucić ustroju mediów z czasów  PRL. Po  roku  1989 nie  powstały media publiczne na miarę instytucji dobra publicznego. Funkcjonują instytucje  zwane publicznymi albo narodowymi,  regulowane prawem  handlowego. Prasa została rozprzedana, a faktycznie rozdana. Powstały potężne konglomeraty medialne, w których  obce interesy i  antypolskie opinie są  wyrażane w polskim języku.  

Rynek opinii    jest  sferą   władzy i polityki. Jest  także  sferą  zmagań  o miejsce na rynku  mediów  opiniotwórczych.   Dekoncentracja mediów, podobnie jak  repolonizacja, wymaga politycznej woli,  profesjonalizmu, wiedzy i umiejętności dziennikarskich,  a nie  załamywania rąk, tupania, przygryzania palców, miotania się w rozpaczy.  Skoro jednak  brakuje profesjonalizmu i umiejętności dziennikarskich,   pozostaje cofanie się, kompromitacja, tupanie ze złości, przygryzanie i miotanie się z rozpaczy.

O koncentracji i dekoncentracji mediów pisałem kilkakrotnie już w latach dziewięćdziesiątych m.in. w „Odrze”. Dwukrotnie pisałem o dekoncentracji ekspertyzy dla Sejmu i dla Senatu. Dwukrotnie referowałem temat dekoncentracji  na  posiedzeniach sejmowych Komisji  Kultury i Środków Przekazu. 

Znam media i  sprawy dekoncentracji rynku mediów. Przewodniczyłem Radzie Pracowniczej 69 dzienników, tygodników i miesięczników. W roku 1989 byłem przewodniczącym Komisji Likwidacyjnej  Wydawnictwa Współczesnego, zrzeszającego 69 redakcji.  Znam czołowe telewizje  świata  i z tego zakresu pisałem ekspertyzy  dla Sejmu i dla Senatu. Mam zatem podstawy, żeby wypowiadać się o mediach i rynku mediów.      

Twierdzę, że  zarządzanie mediami podobne jest do zarządzania bankiem.  To sfera zastrzeżona dla fachowców.   Tymczasem mediami w Polsce zajmuje się posłanka Barbara Bubula, dawniej w PC, dziś w PiS, z zawodu nauczycielka.  Bubula ma dobry wzrok i widzi na polskim rynku monopole zagraniczne i chce odebrać im gazety:  „Znajdzie się sposób na rozbijanie monopolu zagranicznych grup medialnych, na przykład, na odbieranie im gazet”. 

Zarówno dekoncentracja  rynku mediów, jak i  repolonizacja mediów  wymaga    znajomości warsztatu dziennikarskiego i  wiedzy  o  zarządzaniu i programowaniu  mediów. Był takim profesjonalistą choćby Robert Ails, dawniej dyr. Columbia Business School,  który  w 1966 roku,  na zlecenie i za pieniądze Ruperta Murdocha, przystąpił   do organizowania telewizji Fox News. Efektem pracy Ailsa jest  dziś potężna telewizja, której przekaz  trafia  do  milionów  gospodarstw domowych!    

Gdy zaś w finansowanej przez Ruperta Murdocha informacyjnej TV Puls  dyrektorem Programów Informacyjnych  została Amelia Lukasik, a  szefem zespołu Reporterów TV Puls został Jacek Karnowski, który przecież nigdy nie był telewizyjnym reporterem, TV Puls  zyskała w  2008 roku  0,55 proc.  rynku mediów.  Gdy  dowiedział się o tym  Mardoch, natychmiast  przyleciał do Polski  i  wycofał się z finansowania TV Puls. 

Kto dzisiaj jest i kto może być ojcem sukcesów w mediach? Prezydentem sławnej w świecie BBC jest Richard Sharp, były prezes Banku Goldman Sachs, były członek Komitetu Polityki Finansowej Banku Anglii. Prezydentem potężnej  NHK jest Maeda Terunabu, były  prezes i dyrektor Mizuko Financial Group i prezes największego w świecie Japanese Bankers Association, najwyższy rangą dyrektor generalny japońskiego sektora banków.

Medialne   przedsiębiorstwa    funkcjonują na rynku   jako jednostki gospodarcze   i podlegają   regulacjom prawnym,  dotyczącym konkurencji  i monopolu.  Jednak  ze względu na specyfikę rynku mediów, instytucje zajmujące się ochroną konkurencji mają często problemy z definiowaniem rynków tego sektora. 

Problem rynku mediów dotyczy  w pierwszym rzędzie  ustalenia, czy rynek, na którym ma dojść lub już doszło do fuzji  spółek medialnych, to  jeszcze rynek konkurencyjny czy  już oligopol. Odpowiedź  zależy   od właściwego zdefiniowania rynku mediów,  co jest  kwestią  delikatną i  wrażliwą.   Na przykład, gazeta XYZ  ma  nieznaczny  procent   rynku    gazet. Ale  w sektorze  gazet  politycznych  i opiniotwórczych  jej  udział  jest  znaczny.

Niektórzy nadawcy i wydawcy mają ambicje „rządzenia tym krajem”, czyli sprawowania władzy  nad „tym krajem”.  Nie trzeba dowodzić, że w demokracjach  media   nie rządzą, ale   pośredniczą  na   polu  negocjacji,  sporów i konkurencji.  To   decyduje  o   równowadze  sił społecznych i politycznych, a w  konsekwencji   wpływa  na   dystrybucje    przywilejów i władzy  w  państwie.

W krajach, w których jest rzeczywista  demokracja i  zachowana  równowaga  między  demokratyczną większością i  demokratyczną mniejszością, obszar  sporów politycznych   jest zazwyczaj  monitorowany  przez   niezależne  i  dociekliwe   media, które   są  najlepszymi  strażnikami   wolności  jednostki,  osłaniają  obywateli   przed nadużyciami   popełnianymi przez  potęgę  władzy. Dlatego rynek mediów trzeba regulować odrębnymi przepisami prawa, tzw. przepisami sektorowymi.

Własność   mediów  jest   własnością szczególnego rodzaju.  W większości krajów świata do sektora mediów stosowane są ogólne  przepisy prawa o ochronie konkurencji, przepisy  regulujące fuzje przedsiębiorstw i przejęcia. Ale obok tych znanych  regulacji,  istnieją dodatkowe przepisy,  mające chronić   narodowy charakter  mediów.  To wymaga oddzielenia  ekonomii mediów od problemów związanych z  przekazywanymi treściami.

Zasady zdrowej konkurencji są niezbędne dla zapewnienia  efektywnie funkcjonującego wolnego rynku  mediów.  Aby  zapobiec szkodliwej  ze względu  na interesy  narodowe koncentracji mediów,   przepisy  niektórych  krajów  zakazują fuzji, np.  wielkonakładowych  gazet  z   ogólnokrajowymi   stacjami  telewizyjnymi,  podczas gdy np. do fuzji    producenta paszy dla piesków z firmą tytoniową państwo się nie wtrąca. 

W końcu lat dziewięćdziesiątych zeszłego wieku,  w świetle złych doświadczeń funkcjonowania mediów w  dotychczasowych systemach, przeważać zaczął pogląd, że najważniejszą sprawą dla mediów publicznych jest dekoncentracja rynku mediów i nacjonalizacja mediów.

Kryteria  określające   dominującą pozycję i niedopuszczalną   koncentrację  są  zróżnicowane. Zazwyczaj  bierze się pod uwagę  wielkość  publiczności, do której trafia  przekaz,  nakład gazety,  oglądalność  telewizji, słuchalność  radia etc. Przyjmuje się, że mamy do czynienia z dominującą pozycją nadawcy, gdy ma on 30 proc.  udziału w rynku telewizyjnym albo ma 25 proc.  udziału w rynku telewizyjnym i dominuje na  rynkach pokrewnych: reklamy, prasy, multimediów.

Łączenie własności różnych mediów (tzw. cross media ownership) reguluje zasada   „dwa z czterech”. Operatorowi nie wolno  działać jednocześnie  w więcej niż dwu  sektorach spośród następujących: prasa – telewizja naziemna; telewizja kablowa – radio. Może być właścicielem jednocześnie  dwu z czterech mediów.   

W sytuacji   zwiększającej się koncentracji mediów ważna jest silna pozycja mediów publicznych, jako przeciwwagi dla rynku  i czynnika zapewniającego spójność  społeczną i demokratyczną.  Istnienie kilku dominujących  medialnych firm prywatnych może być  tolerowane  jedynie pod warunkiem  istnienia   silnej i niezależnej  pozycji publicznego  nadawcy, wolnego  od nacisków państwa, biznesu i polityki.

  Od pewnego czasu rynek mediów  w większości krajów  europejskich jest  rynkiem oligopolu, na którym  graczami jest zwykle 3 do 5 wielkich korporacji. Wejście na taki rynek jest  bardzo utrudnione ze względu na koszty inwestycji.  Wolny rynek w żadnym wypadku nie gwarantuje adekwatnej równowagi w reprezentowaniu sił politycznych i społecznych.  

 Doświadczenia  ostatnich lat  pokazują, że   niezbędnym wymogiem  demokratycznego   systemu mediów jest  to, by odzwierciedlał on interesy wszystkich ważnych sił społecznych, a nie jednej  gazety  albo jednej stacji telewizyjnej.   Postulowany system  powinien ułatwiać   prywatnym jednostkom i  grupom udział w życiu publicznym,  powinien   zachęcać  grupy  do publicznej   debaty i kształtowania  polityki publicznej.

Polski rynek mediów elektronicznych i drukowanych jest  polem nieplewionym.   Zagrożona jest rozpoznawalność  przekazu  mediów formalnie polskich, a nieformalnie reprezentujących obce interesy.  To kwestia profesjonalnego zarządzania i kwestia pieniędzy. Cóż, media to kosztowna wolność,  a często wolność  niewygodna jak gwóźdź w bucie.                                                                                                                

Gorące tematy

Zielony Ład na Podkarpaciu- Franciszek Rozmus

Cichym złodziejem energii elektrycznej w Polsce są przestarzałe lampy uliczne, mamy ich obecnie ponad trzy miliony. Samorządy w 2 300 gmin w Polsce powinny...

Najlepsze ćwiczenia na brzuch – Emilia Kaba

Lepsza kondycja, zgrabna sylwetka, mniej problemów zdrowotnych – to tylko niektóre korzyści z systematycznych ćwiczeń. Żeby jednak trening był bezpieczny i nie powodował kontuzji,...

Mistrzyni Europy – Alicja Tchórz

Nie każdy musi być zawodowym sportowcem, raczej chodzi o to, żeby być sprawnym i zdrowym – mówi mistrzyni Europy, Alicja Tchórz w rozmowie z...

Powiązane Artykuły

Zielony Ład na Podkarpaciu- Franciszek Rozmus

Cichym złodziejem energii elektrycznej w Polsce są przestarzałe lampy uliczne, mamy ich obecnie ponad trzy miliony. Samorządy w 2 300 gmin w Polsce powinny...

Najlepsze ćwiczenia na brzuch – Emilia Kaba

Lepsza kondycja, zgrabna sylwetka, mniej problemów zdrowotnych – to tylko niektóre korzyści z systematycznych ćwiczeń. Żeby jednak trening był bezpieczny i nie powodował kontuzji,...

Mistrzyni Europy – Alicja Tchórz

Nie każdy musi być zawodowym sportowcem, raczej chodzi o to, żeby być sprawnym i zdrowym – mówi mistrzyni Europy, Alicja Tchórz w rozmowie z...