Koronawirus na Świecie

All countries
240,226,016
Zakażeni
Updated on 14 October 2021 21:12
All countries
215,798,951
Ozdrowieńcy
Updated on 14 October 2021 21:12
All countries
4,893,452
Zgony
Updated on 14 October 2021 21:12

Koronawirus na Świecie

All countries
240,226,016
Potwierdzone
Updated on 14 October 2021 21:12
All countries
215,798,951
Wyzdrowiało
Updated on 14 October 2021 21:12
All countries
4,893,452
Zgony
Updated on 14 October 2021 21:12

A WRONY KRZYCZĄ – Michał Mońko

Krzyk wron roznosi się nad ruiną ceglanego dworku – rządówki,  gdzie  jesienią 1944 roku zainstalował się sztab II Armii Wojska Polskiego, Sąd Polowy WP i Informacja Wojskowa II AWP. Sztab  i służby polskie i sowieckie stacjonowały  w Kąkolewnicy   pięć i pół miesiąca. A kiedy na początku  lutego 1945 roku wojsko odeszło ze wsi, na ścianach i na podłogach rządówki i spichlerza dworskiego została  krew i roztrzaskane kości  pomordowanych.

Krew dawno obeschła, wsiąknęła w ściany,  w podłogi i w ziemię.  Zabliźniły się rany w ludzkich duszach. W resztkach zakrzaczonego parku  już nie ma dołów, zapadlisk. Zasypali, splantowali. Minęło siedemdziesiąt sześć lat od wojny, ale we w Kąkolewnicy  nie ma ciszy, nie ma spokoju tam, gdzie sowieci i sowieccy Polacy  trzymali i mordowali żołnierzy AK, WiN, NZW i tych, którzy pomagali partyzantom i szkodzili sowieckiej władzy.  

Nad  dworskimi budynkami sterczą gniazda wron, które krzyczą przerażająco,  rozpaczliwie, a  nawet lamentują. To miejsce jakby przeklęte i nawiedzone. Dawniej  piękne stajnie, dziś opuszczone, zrujnowane. Piękne drzewa i krzewy, ozdoba wsi, dziś ścinane.   Staw, dawniej  romantyczny, dziś zarośnięty chwastami.  Ilu tam żołnierzy AK  utopili enkawudziści i  czekiści z  Informacji Wojskowej? Nie ma odpowiedzi na to pytanie. Nie ma pełnej odpowiedzi na żadne pytanie, dotyczące  wojennych wydarzeń.   

Kąkolewnica leży między Radzyniem Podlaskim a Międzyrzecem Podlaskim.   Na początku sierpnia  1944 roku zjawili się we wsi funkcjonariusze NKWD. Zajęli dworek – rządówkę, stajnie, spichlerz  i znaczną część  budynków wiejskich.  Po kilku tygodniach  zjeżdżali się  do dworu   oficerowie sztabowi, sędziowie, prokuratorzy i funkcjonariusze służb. Wieś została po części  wysiedlona,  ogrodzona i pilnowana.  

W pobliżu  zainstalowała się placówka GRU (wywiad wojskowy), a także obóz NKWD i zakamuflowana placówka  Smierszy, zatrudniająca  wielu konfidentów  cywilnych i wojskowych. Od rana do wieczora samochody zwoziły aresztowanych, nocą wywoziły  do lasu zakatowanych w czasie przesłuchań, zwanych filtracją.  

W parku dworskim i poza parkiem  więźniowie  kopali areszty  polowe.  Doły miały cztery metry głębokości i  dwa metry na dwa metry szerokości.  Stało  w takim dole sześciu, a nawet ośmiu. Woda do kolan i więcej. Granat rzucony do dołu czynił z dołu grób. No więc jedni szli do ziemi, a drudzy brali ziemię z reformy,  robionej przez sowietów.  W szkole dzieci uczyły się na piętrze, a na parterze   były rozprawy sądu polowego.

Żołnierze  WiN i NZW, tropieni przez  NKWD/UB/Informację, utrzymywali  się w okolicznych  wsiach i lasach,     korzystając z pomocy miejscowej ludności.  Ta pomoc była  trudna. Każdego dnia i każdej nocy, nawet w Święta Bożego Narodzenia,  wojska  wewnętrzne  sowieckie i polskie  dokonywały pacyfikacji wsi. A było tak, jak  mówi  fragment raportu z 28 grudnia  1946 roku płk.  Tadeusza Paszty, szefa WUBP w Warszawie i  płk. Leona Rubinsteina vel Rubinsztejna,  dowódcy WBW woj. warszawskiego:

W dniach od 24-27 XII 1946 roku  grupa nr 1 przeprowadziła operacje we wsiach Dzierzby, Sewerynówka, Bujały, Korczew, Józefin, Księżopole-Budki, Paczuski-Duże, Tosie Krupy, Rytele Świeckie i Garnek. Grupa nr 2 we wsiach Obryte, Pełchy i Wojtkowice-Glinne. Przepuszczono przez „filtr” ponad 250 osób, konfiskując jednocześnie inwentarz żywy u rodzin bandyckich lub udzielających pomocy bandytom.  We wsi Wojtkowice-Glinne na 19 istniejących gospodarstw 14 gospodarstw okazało się bandyckich.

 U wszystkich 14-tu rodzin inwentarz żywy został skonfiskowany, u 5-ciu rodzin niezwiązanych z bandami – pozostawiono…  W dniu 24 XII 1946 roku   we wsi Kamieńczyk został publicznie rozstrzelany Florczak Aleksander za systematyczne przetrzymywanie bandy „Młota” i udzielanie jej pomocy przez przeprowadzanie wywiadu na rzecz  bandy…  Ludność powiatu sokołowskiego jest bardzo przestraszona, na widok i odgłos samochodu, wszyscy uciekają ze wsi.

Wielu ludzi, cichych  bohaterów, którzy pomagali partyzantom, zapłaciło za to najwyższą cenę.  Setki, jeśli nie tysiące, rodzin  przeżyło aresztowania, szykany i  lata pełne cierpień i upokorzeń. Żyli w milczeniu i zapomnieniu, z pokorą znosząc swój los, bojąc się mówić o przeszłości nawet własnym dzieciom.

Dość wcześnie, bo już 26 lipca 1944 roku,  zostało podpisane porozumienie między PKWN a rządem sowieckim, w którym sowieccy Polacy oddali we władanie NKWD i Smierszy obsza­ry przyfrontowe. Powstawały obozy NKWD dla żołnierzy podziemia niepodle­głościowego: na Majdanku, w Nowinach, w Krześlinie i w Skrobowie.

Podstawę prawną funkcjonowania sądów doraźnych czy polowych był  Dekret PKWN z  31 sierpnia 1944 roku: „O wymiarze kary dla faszystowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilna oraz dla zdrajców Narodu”.  

Dekret ten  służył nie tylko do skazywania partyzantów, ale także, a może przede wszystkim, do  wyeliminowania przywódczej warstwy polskiego narodu.  Oficerowie wojsk wewnętrznych, tacy, jak płk.  Leon Rubinstein albo jego zastępca  płk Jakub Jonas, osobiście rozstrzeliwali ziemian. Podejrzani o współpracę z podziemiem  dostawali się do  obozu na Majdanku albo do  więzienia w Zamku Lubelskim. Zamek  aż do 1947 roku był więzieniem sowieckim. Obsadę stanowiło 100 Rosjan i 28 Polaków. Miejscami kaźni Polaków były też PUBP rozsiane na Podlasiu.

W październiku 1944 roku  na Podlasiu znalazła się Zbiorcza Dywizja Wojsk Wewnętrznych NKWD pod dowództwem gen. Borysa Sieriebriakowa, licząca  9754 żołnierzy. W skład dywizji wchodził 18 pułk,  stacjonujący w Siedlcach i w Świdrach. Zorganizowany terror  komunistyczny zszedł  do małych miasteczek i do wsi.  Urzędy bezpieczeństwa miały charakter robotniczo-chłopski: w roku 1945 pochodzenie chłopskie (fornale i służba dworska) deklarowało   66  proc. funkcjonariuszy,  pochodzenie robotnicze (niepracująca hołota) deklarowało  23,7 procent. 

Terror zastraszał  i paraliżował  społeczeństwo, niejednego zniewalał do  współpracy z NKWD. Służby sowieckie i polskie byłyby ślepe w swych działaniach, gdyby nie  pomoc  miejscowych konfidentów, rekrutujących się głównie ze skomunizowanych dołów społecznych. Znali oni dobrze swych sąsiadów w miasteczkach i na wsi. Między konfidentami Smierszy wielu było wcześniej konfidentami gestapo.

Trzydzieści pięć lat temu, po raz pierwszy zetknąłem się z  historią  Kąkolewnicy. Zimą 1995 roku, gdy  zrealizowałem film telewizyjny „Platerówki”, umówiła się ze mną na kawę  kobieta –  oficer  II AWP, Sybiraczka,  córka osadnika wojskowego na Kresach.  Przy kawie Na Rozdrożu  pochwaliła się, że pracowała w Sztabie II Armii WP w Kąkolewnicy. Była  sędzią w kilku rozprawach  tamtejszego  Sądu  Polowego. Usprawiedliwiała  ówczesną walkę z „bandytyzmem” i konieczność utrwalenia władzy ludowej.   

 Kilka tygodni po spotkaniu z oficerem II AWP, już w 1996 roku, pojechałem do  Kąkolewnicy na dokumentację  filmową. Dokumentacja była nieudana, bo  mieszkańcy  nie bardzo chcieli  mówić  o  tym, co się działo się we wsi między wrześniem 1944, a lutym 1945 rokiem. A jeśli mówili  o  NKWD, to prosili, żebym  nie wymieniał ich nazwisk.

Nauczycielka  opowiedziała mi historię królewskiej wsi Kąkolewnica, poczynając  od siedemnastego wieku. I ani słowa o sądzie polowym.  Ostatnim dzierżawcą majątku i mieszkańcem rządówki  był Czesław Łapiński. W czasie wojny zastąpił go niemiecki Treuhänder. W roku 1944, gdy we wsi funkcjonował Sztab II AWP i sąd polowy,  majątek został rozparcelowany między  fornali i małorolnych.

Budynki dworskie zajęły różne przedsiębiorstwa. Ostatnim  była Spółdzielnia Produkcyjna, po której zostały  ruiny,  brud i gnijące papiery. W dworku – rządówce mieściła się  przez jakiś czas izba porodowa. Obecnie zrujnowany budynek  stoi pusty.  

W historii Kąkolewnicy  jest biała plama, skrywająca czerwoną plamę, kości i czaszki pomordowanych: to czas funkcjonowania  Sztabu II AWP  i sądu polowego w zabudowaniach dworskich i w szkole podstawowej. Przesłuchiwania, wymuszania zeznań, torturowanie, podtapianie i topienie,   wieszanie na łańcuchach, łamanie i  obcinanie części ciała odbywało się w budynkach dworskich.  Rozprawy  sądu polowego odbywały się w szkolnej izbie numer 8.  

Pewnego razu sądzony był młody żołnierz WP, Jan Nesler.  Prokurator wojskowy, na podstawie donosu konfidenta S.,  oskarżył Neslera o dezercję i współpracę z „faszystowsko–hitlerowską  bandą”. A dezercja  były wówczas  problemem zarówno w II AWP, jak i w I AWP.  Przykładowo, z  31 pułku 1 DP zdezerterowało jednej nocy  1000 żołnierzy! 

Konfident, odpowiedzialny za śmierć  Neslera,   był w czasach PRL scenarzystą, filmowcem, a w środowisku artystycznym uchodził za „fajnego gościa”. Syn konfidenta jest dziś sędzią, naukowcem i też uchodzi za „fajnego gościa”.  

W roku 1996 dostałem do rąk teczkę  konfidenta S. Dokumenty były  pisane po rosyjsku i po polsku. Było tam nazwisko  brata  Neslara. Odszukałem go w Krakowie. Zadzwoniłem.   Odezwał się starszy człowiek. Gdy mu powiedziałem, że  chcę  zrealizować film o śmierci  jego brata – żołnierza, sądzonego w Kąkolewnicy i rozstrzelanego  pod Kąkolewnicą,  usłyszałem: „Nie, nie trzeba”. A ten konfident? – spytałem.  „On ma syna.  To na pewno porządny człowiek ten syn”.    

Syn konfidenta? Mój Boże… Syn konfidenta jest dziś  więcej niż konfidentem. Donosi na Polskę.  A gdyby żył wcześniej, zapewne by  pracował dla Smierszy.  Ma charakter czekisty. Czy  czekista  był w Kąkolewnicy,  gdzie sądzili Neslera? Nie był. Powinien dziś pracować w szpitalu zakaźnym,  w hospicjum, a może  jako czyściciel wychodków. Powinien, ale pracuje  na eksponowanym stanowisku  i ma  spokojne sny.

Czas przeszły w Kąkolewnicy  nie jest całkiem wymazany z pamięci. Ktoś  jednak przypomniał ostatnio, że   widział skazanego na śmierć Neslera, gdy  został wyprowadzony  ze szkolnej  sali 8. Tuż  pod szkołą był bity  przez enkawudzistę  i konfidenta Smierszy w polskim mundurze.

Opodal zrujnowanego dworku – rządówki stoi nowoczesna  szkoła podstawowa i nowoczesne gimnazjum.  Trochę dalej jest zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Filipa Neri. Dalej  jest  nowy budynek urzędu gminnego. Po obydwu stronach pryncypalnej ulicy  widać  dostatek,  nawet zamożność. Ale  wokół  dworku, gdzie spojrzeć, rzuca się w oczy  zaniedbanie,  rozpad, rozpadające się budynki, porzucone urządzenia. Pachnie zgnilizną, a w górze wciąż  krzyczą wrony.

Czemu to tak? – pytam i słyszę  odpowiedź: „Tu  nikt nie wejdzie, żeby mieszkać – powiada starszy  mężczyzna. – A nocą  to  nawet  strach tu  przechodzić. Matka opowiada, że jak tu był ten sztab,  wezwali ją.  Nie w te drzwi weszła. A tam rzeźnia. No, panie, rzeźnia!  No i matka widziała”. Co widziała? „No, widziała… Nie wie pan, co mogła widzieć? Oni zabijali bez sądu, zwyczajnie”.  

Kiedy wojsko się wyniosło z Kąkolewnicy, krwi nie dało się zmyć, zeskrobać. Na ścianach, na podłodze była krew. Zabijali lud, żeby była demokracja ludowa. Miała być i była praworządność socjalistyczna. Miała być i była władza ludowa. Żeby była demokracja, praworządność i władza ludowa,  szczerzy demokraci z naganem u pasa zabijali  na mocy wyroku sądowego i bez wyroku. 

Na głębokości jednego, dwu szpadli w lesie odnajdują dziś  kości, rozłupane czaszki. Stu czterdziestu ośmiu  rozstrzelali  z wyroku  sądu polowego i zakopali na uroczysku „Baran” w lesie. Setki zabili bez wyroku w katowniach i  w czasie   obław. To miejsce w lesie zwane jest przez  ludność Małym Katyniem. 

Ilu zostało rozstrzelanych z wyroku? Szacunki mówią o  liczbach 1300-1800.  W dworskich  budynkach, w stajniach, magazynach,  chlewniach służby polskie i sowieckie przetrzymywały blisko  2800 więźniów. Żołnierze  podziemia  byli traktowani  w szczególnie brutalny  sposób.  

Wykopane doły – cztery metry głębokości, dwa metry na dwa szerokości były polowymi aresztami.  W zalanych dolach stali noc i dzień więźniowie. W śledztwie  byli głodzeni, bici i zabijani.  Oskarżali  prokuratorzy sowieccy. Sąd polowy reprezentowali  sędziowie sowieccy w polskich mundurach.  Ale już na początku 1945  niektóre rozprawy w sądach polowych  prowadzili  sowieccy Polacy po kilkutygodniowych kursach.

Więźniowie  byli  zabijani w dołach ziemnych, w budynkach  gospodarczych,  na polach,  w lesie. Byli  wieszani, topieni w rzece, w studniach, w stawie.   Miejsca egzekucji nie były oznaczane. Zwłoki rozstrzelanych, zakatowanych w  aresztach, były zakopywane  niegłęboko i maskowane mchem i młodymi sadzonkami. Po kilku latach deszcze wypłukiwały kości i czaszki. 

Lata mijały i była cisza.   Nawet wrony nie krzyczały. Nie było wolno mówić, nie było wolno krzyczeć. W latach sześćdziesiątych  ten i ów widział nocą błąkające  się po wsi  zjawy żołnierzy we krwi. Niektórzy mówili, że to żołnierze z 1920 roku, gdy  podczas wojny polsko–bolszewickiej  rozegrała się  pod wsią bitwa ułanów majora Feliksa Jaworskiego z oddziałami bolszewickimi. 

W 1980 roku mieszkańcy Kąkolewnicy wykonali symboliczną mogiłę, a dopiero w 1990 została przeprowadzona częściowa  ekshumację w obrębie istniejącej w lesie mogiły. Pod kościołem stanęła tablica  z orłem.  Na tablicy jest mowa o zbrodniach NKWD. W maju 1993 roku na polanie „Baran” w lesie  stanął żeliwny krzyż, potężny głaz i  trzy tablice. Pomnik ten zastąpił symboliczną mogiłę z 1980 roku.

Ale czemu nad dworkiem w Kąkolewnicy  nadal krzyczą wrony? Założyły gniazda i przeraźliwie  krzyczą i krzyczą. Może przypominają  już nie tylko o  zakatowanych, utopionych, rozstrzelanych. Przypominają o bezimiennych  bohaterach, o rodzinach, które  wspomagały    partyzantów, żywiły  ich, przechowywały, cierpiały  i  nie zaznały  dotąd  uznania i  nagrody. Czas przeszły w Kąkolewnicy nie jest czasem zapomnianym, wymazanym z pamięci.

Podlaskie rodziny przez długie lata rządów komunistycznych niosły nie tylko krzyż cierpienia po stracie bliskich   mężów, synów, ojców,  braci. Niosły też   piętno rodzin bandyckich, co w praktyce wiązało się z szykanami,  utrudniającymi  życie i powodującymi  deklasację.  W cierpieniu, którego doświadczały rodziny partyzantów, była samotność i   milczenie. Dzisiaj  też  milczenie i  tylko wrony krzyczą, aż serce się rozrywa.

Gorące tematy

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE PRZYWŁASZCZENIA NAZWY „WOLNI I SOLIDARNI”

„Wolni i Solidarni” to dewiza, która śp. Kornelowi Morawieckiemu towarzyszyła przez dziesięciolecia jego działalności. Nadana Solidarności Walczącej była niemal synonimem jej nazwy, wyrażającym najważniejsze...

W objęciach Królowej Polski – Albert Łyjak

Jasna Góra od wieków jest dla nas miejscem świętym. Każda religia ma takie miejsca. To konkretne punkty w przestrzeni, istniejące namacalnie, widoczne i doświadczalne, ...

Czy warto się odprężyć ćwicząc jogę?- Emilia Kaba

Po całym dniu ciężkiej pracy przychodzi czas na odpoczynek. Najlepiej odpoczywać podczas ćwiczeń, które pomagają osiągnąć równowagę. Przykładem takiej aktywności jest joga wywodząca się...

Powiązane Artykuły

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE PRZYWŁASZCZENIA NAZWY „WOLNI I SOLIDARNI”

„Wolni i Solidarni” to dewiza, która śp. Kornelowi Morawieckiemu towarzyszyła przez dziesięciolecia jego działalności. Nadana Solidarności Walczącej była niemal synonimem jej nazwy, wyrażającym najważniejsze...

W objęciach Królowej Polski – Albert Łyjak

Jasna Góra od wieków jest dla nas miejscem świętym. Każda religia ma takie miejsca. To konkretne punkty w przestrzeni, istniejące namacalnie, widoczne i doświadczalne, ...

Czy warto się odprężyć ćwicząc jogę?- Emilia Kaba

Po całym dniu ciężkiej pracy przychodzi czas na odpoczynek. Najlepiej odpoczywać podczas ćwiczeń, które pomagają osiągnąć równowagę. Przykładem takiej aktywności jest joga wywodząca się...