Koronawirus na Świecie

All countries
201,619,864
Zakażeni
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
179,646,828
Ozdrowieńcy
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
4,278,708
Zgony
Updated on 6 August 2021 01:55

Koronawirus na Świecie

All countries
201,619,864
Potwierdzone
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
179,646,828
Wyzdrowiało
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
4,278,708
Zgony
Updated on 6 August 2021 01:55

Pociąg pancerny „Poznańczyk” wjeżdża do Krotoszyna

Już 1 stycznia 1919 awansowany na porucznika Władysław Wawrzyniak, komendant Powstańców Wielkopolskich w Ostrowie, zaczął organizować atak na Krotoszyn, do czego wykorzystał ofiarowany mu z Kalisza pociąg pancerny „Poznańczyk”. Choć w chaosie pierwszych chwil niepodległości udało się wysłać do Krotoszyna jedynie stosunkowo nieliczny oddział, pod dowództwem podporucznika Szlagowskiego, odniósł on wielki sukces, spadając na zaskoczonych i nie przygotowanych Niemców. Dworzec padł od jednego zamachu, a zaraz potem poczta. Na Niemcach oszołamiające wrażenie wywarł polski pociąg pancerny. Głównie na jego widok dowództwo garnizonu przyjęło propozycję krotoszyńskiej Rady Ludowej podjęcia rokowań o kapitulację.

Tymczasem szczupły oddział przybyły z Ostrowa szybko rósł w siłę, zasilany zarówno przez miejscową młodzież, jak i polskich żołnierzy wymykających się z garnizonu. Szczęśliwie, w wyniku negocjacji niemiecki garnizon opuścił Krotoszyn, zaś powstańcy 3 stycznia zajęli Zduny, miasteczko ubezpieczające Krotoszyn od strony niemieckiej bazy w śląskim Miliczu. 6 stycznia cały powiat ostrzeszowski został zajęty przez powstańców, co zabezpieczało Ostrów od strony trzymanego przez Niemców Kępna. Większość południowej Wielkopolski, na długich odcinkach aż po granice z Dolnym Śląskiem, w parę dni otrząsnęło się z wiekowego nalotu niemczyzny. Jedynie Rawicz, Leszno i Kępno pozostały po drugiej stronie formującego się frontu. Ale nawet w Rawickiem i Leszczyńskiem tylko powiatowe centra zostały w niemieckim ręku. „Polski przewrót” objął 5 stycznia Miejską Górkę, a 7 stycznia Jutrosin. Mimo jawnego oparcia się o brutalną przemoc Heimatschutzu, w samym Rawiczu Niemcy wcale nie czuli się pewnie, o czym świadczy ich decyzja by wyłączyć się z zarażonej polskim powstaniem „Provinz Posen” a włączyć się do „Provinz Schlesien”.

Dowództwo Główne Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu zadecydowało o uformowaniu dwóch okręgów wojskowych: ostrowskiego i jarocińskiego. Pod Jarocin podlegały również oddziały powstające na ziemi rawickiej, które tworzył tu sierżant Ignacy Busza. Z kolei naprzeciw Leszna formował się z gostyńskich, śmigielskich i krzywińskich kompanii odcinek porucznika doktora Bernarda Śliwińskiego, wypełniający lukę między frontem zachodnim, od Wolsztyna i Kargowej, po front południowy pod Rawiczem.

10 stycznia z rozkazu dowodzącego w Lesznie generała Leppera na Polaków koncentrujących się pod Osieczną ruszył oddział porucznika von Bismarcka, z rodziny słynnego niemieckiego kanclerza. Już rozwijał się on do natarcia, gdy od prawego skrzydła dostał się on pod ogień paru polskich karabinów maszynowych. Niemcy zatrzymali się, podciągnęli artylerię, która zasypała polskie pozycje ogniem, a w tym również z użyciem pocisków gazowych. Dziesięciu zatrutych żołnierzy polskich szpitale uratowały potem od śmierci. Powstańcze pozycje zamilkły, a Niemcy ponownie ruszyli do ataku. Już dochodzili, gdy lufy polskich karabinów maszynowych ożyły i zaniosły się ogniem morderczym na tę odległość. Ich obsługa potrafiła powstrzymać nerwy, wytrzymała artyleryjski ostrzał, a potem wyczekała w ciszy aż do przybliżenia się niemieckiej tyraliery. W dodatku na zaskoczonych Niemców, rozpaczliwie wgryzających się w zmarzłą ziemię i jeszcze przed chwilą przekonanych, że Polaków już unicestwiła ich artyleria, spadło przeciwuderzenie na bagnety. Ranny von Bismarck utracił kontrolę nad sytuacją, a jego oddział w nieładzie starał się wycofywać się do Leszna.

Z kolei niemieckie oddziały z Rawicza 14 stycznia uderzyły na wieś Słupię. Trzydziestu ludzi miejscowej Straży Ludowej musiało się wycofać i wieś została odbita dopiero po przybyciu kompanii Kamińskiego z Miejskiej Górki. Jak się okazało, Niemcy zabili miejscowego proboszcza, księdza Juliusza Śledzińskiego, czym jakby zapowiadali, iż z największą bezwzględnością będą mordowali polską inteligencję. Tak właśnie czynili dwie dekady później, po zajęciu Wielkopolski na początku II wojny światowej.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

Gorące tematy

Powiązane Artykuły