Koronawirus na Świecie

All countries
529,736,539
Zakażeni
Updated on 26 May 2022 05:49
All countries
486,068,906
Ozdrowieńcy
Updated on 26 May 2022 05:49
All countries
6,306,248
Zgony
Updated on 26 May 2022 05:49

Koronawirus na Świecie

All countries
529,736,539
Potwierdzone
Updated on 26 May 2022 05:49
All countries
486,068,906
Wyzdrowiało
Updated on 26 May 2022 05:49
All countries
6,306,248
Zgony
Updated on 26 May 2022 05:49
spot_img

UKRAINIE ŚWIECZKĘ, ROSJI OGAREK – Michał Mońko

U mnie, na Podlasiu, wielka mobilizacja dla Ukrainy. Na Podlasiu? Nie tylko na Podlasiu, ale w całej Polsce od Bieszczad po Szczecin, od Gdańska po Sudety. Młodzi i starzy pomagają Ukraińcom. Tu, na drogach, samochody, czołgi, a w powietrzu samoloty, helikoptery. Wojna. Słyszę wojnę każdego dnia. Od granicy idą uchodźcy, płaczą dzieci, płaczą matki z dziećmi na rękach.

A w gazetach – opinie o wojnie, komentarze. Szukanie środka prawdy, gdy prawda jest po stronie Ukrainy. Media powinny mówić językiem św. Mateusza: „Tak, tak – Nie, nie” (Mt 5, 17-37). A w tygodniku „Sieci” kilkanaście opiniujących artykułów i obszerny wywiad… z Siergiejem Andriejewem, ambasadorem Rosji w Polsce! Nie ma rozmowy z ambasadorem Ukrainy w Polsce. Nie ma rozmowy z premierem Mateuszem Morawieckim. Nie ma reportaży o Ukrainie i o Rosji w dniach wojny. Tygodnik „Sieci” zapala świeczkę Ukrainie, a ogarek Rosji.

Tymczasem Rosja walczy z Ukrainą na sposób Mongołów, którzy napadając na grody i wsie, stosowali podchody oparte na kłamstwie, na omamieniu, na działaniu na mózg i wolę. W końcu wyciągali broń z kupieckich wozów, spod skór i wojłoków i, stosując nieznane w Europie formy walki, stawali się okrutnymi najeźdźcami. Ten sposób wojowania nazywa się dziś wojną hybrydową.

Nowym wojnom poświęcony był referat generała Walerego Gierasimowa, wygłoszony 26 stycznia 2013 roku na posiedzeniu Akademii Nauk Wojskowych w Moskwie. Gierasimow stwierdził, że wojnę hybrydową wyprzedza propaganda, której zadaniem jest skategoryzowanie wroga, co oznacza zwykle odczłowieczenie. O odczłowieczaniu wroga pisał Sam Keen, filozof i religioznawca, wykładowca uniwersytecki, współautor dokumentalnego filmu „Faces of the Enemy”:

Najpierw kreujemy wroga. Obraz wyprzedza broń. Myślimy o kimś na śmierć, zanim wymyślimy pociski, którymi zabijemy na śmierć. Propaganda wyprzedza technologię wojny. Odczłowieczony obraz Ukrainy wyprzedził uderzenia rakiet w Kijów.

Turcja, na wieść o wojnie na Ukrainie, miała zamknąć cieśniny, ale mimo prośby prezydenta Zełenskiego, nie zamknęła cieśnin. Bo podobno „nie jest pewna, czy wojna na Ukrainie to wojna”. Przed ośmioma laty, gdy Rosja zajmowała Krym i Donbas, działania Rosji były klasyczną wojną hybrydową. Ale dzisiaj mamy na Ukrainie klasyczną wojnę frontalną z użyciem rakiet i czołgów.

Każda wojna wykorzystuje propagandę. Można nawet powiedzieć, że propaganda jest paliwem wojny. „Lejcie naftę, a wojna sama wybuchnie” – mówił Dostojewski. Ameryka przegrała wojnę w Wietnamie, bo miała fatalną propagandę. Rosja wygra z Ukrainą, jeśli wygra z Europą na froncie propagandy. Czy wygra, zależy nie tylko od gościnności Polaków, ale przede wszystkim od mediów w Polsce.

Podstawą skutecznej propagandy jest wiarygodność nadawcy. Czytelnik tygodnika „Sieci” albo tygodnika „Do Rzeczy” wie, że przeglądając konserwatywne stronice, odsłania prawdę. Zanurza się w idee patriotyzmu, niepodległości, religii. Czyżby? Gdy w 2014 roku Rosja anektowała Krym i Donbas, tygodnik „Do Rzeczy” opowiadał się za Rosją. A przecież agresorem była Rosja, a nie Ukraina!

 W numerze „Do Rzeczy” nr 38 z 15-21 września 2014 roku, między tekstami pachnącymi wolnością i patriotyzmem, wybija się tekst red. Łysiaka, kwestionujący prawo Ukrainy do niepodległości! Propagandysta od „łysej prawdy”, zapowiedziany jest na pierwszej stronie: „Przestańcie popierać Ukrainę!” Na okładce obraz: Łysiak oddziera flagę biało-czerwoną od flagi niebiesko-żółtej.

 W środku tygodnika – tekst: „Muzyczka Majdanu”. Tekst doskonale zilustrowany aż trzynastoma zdjęciami! A zatem towar rynkowy, daleki od prawdy, bliski kasy. Na kupieckim wozie „Do Rzeczy” nr 38 jest tekst: „Co możemy zrobić dla Ukrainy”. Ale już obok jest kontra: „Polacy nie chcą umierać za Kijów”. To przypomina tytuł „Umierać za Gdańsk (Mourir pour Danzig), drukowany w sierpniu 1939 roku przez Marcela Déata w piśmie „Oeuvre”.

Tygodnik „Do Rzeczy” z czasów pierwszej rosyjskiej agresji robi wrażenie przedruku z rosyjskich szmatławców. Potwierdzają to śródtytuły red. Łysiaka: „Mord założycielski”; „Brunatny sektor”; „Gdzie Rzym, gdzie Krym”. Łysiak pisze niczym Putin, że „celem Majdanu było obalenie Wiktora Janukowycza, szczerego przyjaciela Polski”.

Dzisiaj, w marcu 2022 mamy drugą wojnę przeciw Ukrainie. Tym razem jest to wojna frontalna, a nie hybrydowa. Ta wojna w szczególny sposób wspierana jest przez propagandę rosyjską, serbską, chińską i syryjską. Tygodnik „Sieci”, podobnie jak tygodnik „Do Rzeczy”, jest za, a nawet przeciw. Mamy tu, używając kuchennych określeń, pełny garnek sprzeciwu i szczyptę akceptacji.

Skąd się bierze w konserwatywnych tygodnikach niemożność jasnego odróżnienia dobra od zła i jasne odróżnienie kasy od płyty chodnikowej? W tygodnikach konserwatywnych panuje duch PZPR. Oto funkcjonariusze dawnej PZPR, a także dzisiejszej SLD, związani z tygodnikiem „Do Rzeczy” i z tygodnikiem „Sieci”, opowiadają się za rozmowami z ambasadorem Rosji w Polsce. Chcą drukować wypowiedzi ambasadora Rosji. Chcą pokazywać dostojne wizerunki ambasadora Rosji. Nawet są za tym, żeby siedzieć z ambasadorem Rosji przy jednym stole w ambasadzie Rosji!

Cynizm? Upadek moralności? Nie. To potwierdzenie moralności socjalistycznej, czyli sytuacyjnej na prawicy. Tu zacytuję prof. Annę Pawełczyńską, która już w 1990 roku przewidywała: Wspomni pan moje słowa. Niedługo, za dziesięć, piętnaście lat, Polska będzie prawicowa, ale bez prawicy. Media będą prawicowe, ale… bez prawicy.

Słowo „ale” jest spójnikiem, który wyraża zdumienie. Okazuje się, że prawica bez prawicy to nie oksymoron, to fakt. Ta prawica to jednak nie prawa lewica, a lewica lewa. Patrzę i widzę, jak z okazji rocznicowych wydarzeń dziennikarze, także politycy, stają do selfie na tle nie swojej historii.

Ten w środku, to dawniej grupowy partyjny w TVP. W czasach PRL dorobił się w TVP willi pod Warszawa. Na lewo stoi komentator telewizyjny, umocowany w komunistycznej rodzinie. Nazywają go kolekcjonerem motocykli. Tamten to w czasach PRL sekretarz KC i żeby tylko. W środku, ale w drugim rzędzie, widzę oficera LWP. To on płakał, gdy ostatni sekretarz KC, Rakowski, zakrzyknął: „Sztandar wyprowadzić!” Ta zaś z prawej była główną lektorką TVP, po roku 1989 działaczką SLD.

Dzisiaj ten i tamten, wcześniej w PZPR, robią w prawicowych mediach, ba! robią te media, kierują mediami. Pracują w tygodnikach opinii prawicowej, a nawet konserwatywnej. Główna lektorka TVP, zwana lwicą lewicy, czyli Aleksandra Jakubowska, była twarzą odchodzącej do historii PZPR. Tacy jak ona w latach dziewięćdziesiątych robili lewicowe porządki w mediach elektronicznych i drukowanych.

Na progu nowej Polski lwica lewicy została rzeczniczką Józefa Oleksego. Następnie była rzeczniczką rządu Włodzimierza Cimoszewicza. Była wiceministrem kultury i Generalnym Konserwatorem Zabytków w rządzie Cimoszewicza. Była szefową gabinetu Leszka Millera. Była członkiem Zarządu Krajowego SLD. Była wreszcie zastępczynią sekretarza generalnego SLD i wiceprzewodniczącą SLD! Jest dzisiaj, od 22 lutego 2018 roku, dziennikarką konserwatywnego tygodnika „Sieci”.

Jakubowska reprezentuje dziś prawicę. Jest dziennikarką „Sieci”, portalu wPolityce i kanału wPolsce. Twarz lwicy nie jest zakryta czadorem.

 Obok lwicy lewicy pracuje w konserwatywnym tygodniku były sekretarz KC, Marek Król! Pracuje też kandydatka SLD na prezydenta RP, Ogórek, niedawno współpracowniczka Leszka Millera. Były grupowy partyjny TVP śmieje się na wspomnienie PRL. Zawsze się śmiał i za to mu płacili.

Dawniej sekretarz gdańskiego „Czasu” – robi w mediach. Bywa ministrem, prezesem, także przewodniczącym i bliskim dzisiejszej prawicy rządzącej. Są jeszcze dziennikarze, którzy lewitowali w wehikule prawdy, czyli w „Gazecie Wyborczej”. Teraz nie lewitują, zaplątali się w „Sieci”. W konglomeracie medialnym braci Karnowskich mogą drukować działacze partii komunistycznej, emerytowani i nieemerytowani dziennikarze „Gazety Wyborczej”. A jeśli ktoś nie był działaczem PZPR albo SLD, to co może? Nic nie może.

Niektórzy, wspominając dziś PZPR, uśmiechają się, nawet mrużą jedno oko. I cichutko snują barwne opowieści o opozycji w PZPR. Opowieści o Wallenrodach partii. Byli opozycją trochę jawną i trochę niejawną. Prawda to czy fałsz? To, oczywiście, błazenada. Partia była ciasnym wybiegiem, w którym szczury obgryzały sobie ogony i uszy. Nie miało to nic wspólnego z opozycją.

Nie pamiętacie? Już w roku osiemdziesiątym partyjne szczury z poobgryzanymi ogonami zaczęły uciekać przez ideologiczny płot. Każdy, kto po roku 1980 wstąpił do PZPR, musiał wiedzieć, że partia zalatuje trupem, a komunizm to cmentarz ideologii i trzeba uciec za ideologiczny płot. Zaczęło się niszczenie śladów propagandowej roboty strażników PRL. Paliły się archiwa, paliły się wiersze unurzane we krwi, niekiedy teksty były jedzone bez popijania!

 Ale byli i tacy, którzy walczyli o przetrwanie PZPR do końca istnienia tej partii. Taki był Piotr Gabryel, zapalczywie lewicowy, a dziś prawicowy zastępca redaktora naczelnego prawicowego tygodnika opinii „Do Rzeczy”. Gabryel skończył Szkołę Podchorążych Rezerwy LWP i Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych im. Ludwika Waryńskiego. Na odcinku dziennikarstwa zaistniał jako laureat konkursu „PZPR kierowniczą siłą narodu”.

Był doprawdy bijącym sercem partii. Łączył w sobie partyjną żarliwość i wojskową dyscyplinę. Obsługiwał ostatni X zjazd partii komunistycznej w Warszawie. Po roku 1990 przełożył nogę przez ideologiczny płot i jak szczur uciekał na prawą stronę, nawet do Kościoła. Partia odeszła, ale żołnierze partii zostali. Trudno pozbyć się wytrenowanych w PZPR/SLD nawyków.

W 1990 roku Gabryel został zastępcą redaktora naczelnego „Wprost”, a następnie naczelnym „Wprost”. Tygodnik atakował rządy premiera Olszewskiego. Na okładce „Wprost” pojawiła się twarz premiera z napisem na czole: „NIENAWIŚĆ”. Prawica ceniła Gabryela. Był on dwukrotnie członkiem Rady Programowej PAP. Od roku 2007 w „Rzeczypospolitej” został szefem działu krajowego, a następnie zastępcą redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”. Po latach tułaczki po medialnych bezdrożach, Gabryel osiadł w 2013 w konserwatywnym tygodniku „Do Rzeczy”.

Gabryel miał swój udział w redagowaniu tygodnika nr 38 z 15-21 września 2014. Był to atak na Ukrainę. Jakie prawicowe wartości wnosi Gabryel?

Osiem lat od wojny hybrydowej Rosji na Krymie i w Donbasie, mamy wojnę frontalną przeciw Ukrainie. Wojna anektuje media. Dobrze sprzedane kłamstwo staje się prawdą. Mistrzowie kłamstwa wiedzą, że kłamstwo najlepiej smakuje, gdy jest przyprawą w garnku prawdy jak pieprz albo sól. To dotyczy szczególnie tygodników opinii. Na garnek pachnącej niezależności i patriotyzmu wystarczy zaledwie szczypta słonej albo pieprznej propagandy. I kłamstwo zmienia się w prawdę.

No i znawcy przedmiotu stosują się do tej zasady. Po zdjęciu pokrywki garnka pojawia się okładka „Sieci” nr 9 (483) z 22 lutego, a na okładce tytuł: „Rosja zaatakowała. Ukraina Walczy”. Trzeba zamieszać w „Sieci”, żeby pokazały się tytuły, pachnące wolnością, niezależnością myśli, patriotyzmem i polskim punktem widzenia: „Kopnąć europejski stolik” albo „Polska odsiecz”.

Gdy po raz drugi mieszamy w „Sieci”, próbując kuchni Karnowskich, wyczuwamy na języku lekką słoność i czarny pieprz: „Rosjo, dlaczego to robisz?” To wywiad Jacka i Michała Karnowskich z Siergiejem Andriejewem, ambasadorem Rosji w Warszawie. Wywiad jest punktem widzenia rosyjskiego agresora. Najważniejsze stwierdzenia ambasadora redaktorzy umieścili w ramkach! To uderza w mózg.

No i mamy trzy zdjęcia – dwa przy stole: ambasador Andriejew z braćmi Karnowskimi i jedno zdjęcie ambasadora na tle portretu Putina. Obok, na sąsiedniej stronie, zdjęcie poświęcone Żołnierzom Wyklętym i tytuł: „Ocalić od zapomnienia”. A na ostatniej stronie podliz w stylu Karnowskich. Zapowiedź Gali z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, Człowieka Wolności.

No i jest wszystko – wszystko od strony politycznej, od strony finansowej, od strony propagandowej. Nie jest wszystko od strony moralnej. Zdaje się, że ktoś napił się szaleju. Hybrydowa propaganda wspomaga hybrydową wojnę. Kompletny brak wyczucia sytuacji. Z warsztatu dziennikarskiego trója na szynach, z etyki dziennikarskiej pała.

Mongołowie, prekursorzy wojny hybrydowej, przed każdą bitwą dostawali do wypicia napar z odurzających ziół. Można by dziś powiedzieć, że kiedy atakowali, byli „na haju”. Czy zatem „na haju” była w 2014 roku redakcja tygodnika „Do Rzeczy”? Czy na haju są w 2022 roku bracia Karnowscy? Trudno to sprawdzić, bo tygodnik Lisickiego i tygodnik Karnowskich umykają trzeźwym osądom.

Czemu bracia Karnowscy rozmawiają z ambasadorem Rosji, a nie z ambasadorem Ukrainy? Bo bliżej im do ambasadora Rosji. Gdy wszyscy odwracają się od Rosji, redaktorzy „Sieci” się nie odwracają. Gdy wszyscy, cały świat, pluje na Rosję, redaktorzy „Sieci” siadają z ambasadorem Rosji do rozmowy! Czemu siadają z Rosją? Bo to zgodne z duchem, jaki panuje w konserwatywnym tygodniku „Sieci”.

Historia żąda od funkcjonariuszy PRL, aby sprostali moralnej powinności i wskrzesili w sobie poczucie wstydu. Moralna powinność? Czy jest powinność moralności socjalistycznej? Herbert pisał: „Nie istnieją porządni członkowie partii, bo jeśli nawet nie robili krzywdy swym współobywatelom, to na pewno krzywdy te pokrywali milczeniem. Nie żądam głów, myślę natomiast, że domaganie się przez skrzywdzone społeczeństwo moralnego zadośćuczynienia jest niezbędnym warunkiem zdrowia społecznego”.

Dawni funkcjonariusze, zapiekli komuniści PRL, należą dzisiaj do najbardziej karnego i posłusznego zastępu prawicy. Ale karność i posłuszeństwo nie wystarczają, gdy chodzi o wartości rzeczywiście konserwatywne.

Gdyby komuniści wskrzesili odrobinę wstydu, mogliby wypalić w sobie polityczną i moralną zgniliznę. To na początek. Później konieczna jest głośna spowiedź przed Narodem. Nie powinno to być trudne, bo dawni funkcjonariusze PRL, a dziś szermierze prawicy, podają się za gorliwych chrześcijan i ludzi Kościoła. Chrześcijanie zaś dobrze znają pojęcie nawrócenia i rozliczenia się z grzechów, także politycznych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Gorące tematy

Powiązane Artykuły