Koronawirus na Świecie

All countries
529,759,083
Zakażeni
Updated on 26 May 2022 07:50
All countries
486,156,238
Ozdrowieńcy
Updated on 26 May 2022 07:50
All countries
6,306,291
Zgony
Updated on 26 May 2022 07:50

Koronawirus na Świecie

All countries
529,759,083
Potwierdzone
Updated on 26 May 2022 07:50
All countries
486,156,238
Wyzdrowiało
Updated on 26 May 2022 07:50
All countries
6,306,291
Zgony
Updated on 26 May 2022 07:50
spot_img

Może – Andrzej Myc

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

Gromadę błaznów koło siebie mając

Na pomieszanie dobrego i złego

Czesław Miłosz, Washington, DC, 1950

Minęła kolejna rocznica katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, 10 kwietnia 2010 roku. Przez minione lata wiele się zmieniło i większość z nas nie przeżywa już takich emocji jak dwanaście lat temu, ale nie wszyscy. Są tacy, dla których wspomnienia są jak głębokie rany i pamiętają każdy szczegół tamtej tragedii.  Nawet ja wciąż widzę tamte chwile bardzo wyraźnie, jak „pamiętnik pogromu”.

W Polsce było kilka minut po dziesiątej. U mnie czwarta w nocy. Zadzwonił Paweł Falicki i zanim się zdenerwowałem, że mnie obudził, przekazał straszną wiadomość. – Była katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem” – powiedział – wszyscy zginęli. Te dwa ostatnie słowa wstrząsnęły mną.  – Wszyscy zginęli? Jak to wszyscy zginęli, kto tam był?

Całkiem się obudziłem. Pobiegłem do komputera i zacząłem przeglądać wiadomości, a było ich sporo. Znalazłem całą listę katastrofy – 96 ofiar. Po każdym nazwisku odczuwałem ulgę, że jeszcze nikogo nie znam, miałem nadzieję… Anna Walentynowicz alfabetycznie była na końcu listy.

Polacy czuli się wtedy bardzo zjednoczeni, ale pojawiły się spekulacje KTO TO ZROBIŁ? CZY TO BYŁ PRZYPADEK, CZY ZAMACH?  W czasie tej tragedii byliśmy razem, ale kilka dni później do głosu doszły emocje, inwektywy, słowa pełne nienawiści. Ania Ferens uchwyciła to co najważniejsze w znakomitym filmie dokumentalnym „Zobaczyłem zjednoczony naród”.

Nasz 17. festiwal w Ann Arbor (17th Ann Arbor Polish Film Festival) odbył się sześć miesięcy później, w listopadzie, ale już nie było nawet wzmianki o filmach na temat katastrofy smoleńskiej. Takiej zajadłości w komitecie festiwalowym nigdy wcześniej nie widziałem. Wszystkie filmy dokumentalne poświęcone katastrofie zostały usunięte. Nawet „Polacy” Majki Dłużewskiej i  „Anatomia upadkuAnity Gargas.

W zeszłym roku spotkałem się z Ewą Stankiewicz, która dwa lata temu (w 2020 roku) zrealizowała kolejny film, „Stan zagrożenia”. Zapytała mnie, czy uważam, że w Smoleńsku był zamach? Ewa była przekonana, że tak. Odpowiedziałem wykrętnie, że już o tym nie myślę. Nie mógłbym przez ponad jedenaście lat dręczyć się, czy był to zamach czy nie. Zastanawiałem się, jak ją przekonać, miałem tyle racjonalnych argumentów, ale rozmowa  się urwała. 

Tyle lat minęło, postarzałem się, złagodniałem, moja mailowa korespondencja z rodakami, wyblakła jak farba na słońcu. Wracam do tego w czasie kolejnej rocznicy,  bo mnie to nadal nurtuje. Może jak wszystkie wielkie zagadki, których ludzie do dzisiaj nie rozwikłali. Skąd wiemy, kto zabił Kennedy’ego, a czy śmierć lotnicza gen. Sikorskiego w Gibraltarze była przypadkowa czy to był zamach? Minęło ponad siedemdziesiąt dziewięć lat i nie poznaliśmy prawdy. Można dać sobie z tym spokój, ale to moralnie trudne.

A teraz? Próbuję po raz kolejny znaleźć odpowiedź, czy to był zamach Putina czy nie. Czy to on zamordował 96 osób i składał nam kondolencje. Te wszystkie myśli do mnie wracają. A może jednak… może jednak Ewa miała rację.

W 2015 roku pojechałem do rodziny na Ukrainę. Rozmawialiśmy o wszystkim, o katastrofie Smoleńskiej też. Nikt mnie nie pytał, czy uwierzyłem, że to była katastrofa. Oni nie mieli wątpliwości, że to zrobił Putin i byli tak pewni, że nawet się ze mną nie spierali.  Uśmiechali się, jakby nie mogli tego pojąć, dlaczego Polacy nie wierzą w zamach, bo dla nich Putin był i jest zbrodniarzem, to jasne.

Czy teraz dalej nie wierzę w katastrofę, ale jeszcze nie w zamach Putina? Jeszcze kilka tygodni temu 10 kwietnia 2010 roku to była katastrofa, a teraz jest już zamach?

Kilka dni temu Putin brutalnie wymordował trzystu sześćdziesięciu cywilów w Buczy, a potem kolejne ofiary na dworcu kolejowym w Karmatorsku.

Po dwunastu latach wątpliwości pojąłem, że jeśli teraz zamordował, to wcześniej też mógł zamordować?

Warto to odnieść do historii Jana Karskiego, choć ta analogia może się wydawać bardzo odległa. W 1943 roku polski kurier spotkał się w Nowym Jorku z Felixem Frankfurterem, współpracownikiem Sądu Najwyższego. W historycznym filmie dokumentalnym „Karski i władcy ludzkości”, Sławomir Grünberg  przedstawia taki znamienny szczegół. Frankfurter w rozmowie z Karskim dokumentującym bestialstwo Niemców powiedział: – Ja nie mówię, że ten młody człowiek kłamie, ale nie jestem przygotowany i fizycznie zdolny, aby w to uwierzyć.

Czy można Frankfurterowi zarzucić zaniechanie, ślepotę i kompletną naiwność? A kto z nas, którzy nie jesteśmy zdolni uwierzyć, tak jak Felix Frankfurter, nie mógł ogarnąć rozumem? Czy ja albo Grünberg uwierzył w tamte historie? „Nie byłem przygotowany i zdolny, aby w to uwierzyć!” A skoro nie, to czy mamy moralny obowiązek kogokolwiek obwiniać?  Sparafrazujmy znamienne zdanie sędziego. „Choć nie jestem przygotowany i fizycznie zdolny, aby w to uwierzyć, to oskarżam Niemców o holocaust”. To jest absurd. A może jednak, nie poddawać się zdrowemu rozsądkowi, nawet jeżeli nie znam faktów, aby oskarżyć  Putina o zbrodnię?  

Desperacko szukam takich argumentów, aby krok po kroku przekonać się, że Putin jest na pewno sprawcą tragedii samolotu 10 kwietnia 2010 roku. Teraz to mniej oczywiste, a wcześniej jeszcze nie było.  Żyliśmy  w letargu.

Przypomnijmy sobie, kto zamordował bestialsko polskich oficerów w Katyniu. Minęło ponad osiemdziesiąt lat, a Rosjanie nadal wypierają się tej zbrodni. Czy więc teraz można im ufać?

Pokusa odsunięcia myśli o czymś, co nam się w głowie nie mieści, nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Czy można machnąć ręką i wygodnie zapomnieć? Nie pozbędziemy się tej natrętnej myśli, nim nie odkryjemy prawdy – „poeta pamięta…”

Trzeba mieć odwagę  i powiedzieć, że to był zamach. I nie każdy ma odwagę, czego przykładem jest Lech Wałęsa, który nadal twierdzi i zaklina się całym swoim jestestwem, że nie był Bolkiem, aby ludzie uwierzyli, że mówi prawdę.

Prawda, bo o nią chodzi. Za prawdę ludzie dadzą się pokrajać i zabić. Nie  odstąpią od swoich poglądów nawet za cenę własnego życia.

Jakże łatwo było wmówić tłumowi w Kielcach, że Żydzi zamordowali polskie dzieci na macę.  Można powiedzieć, że to już zostało dobrze udokumentowane w 1946 roku i nie ma do czego wracać. A jednak wciąż ludzie się wypierają, że to nie była zbrodnia Polaków na Żydach. Dlaczego więc po tylu latach mówi się, że to była prowokacja?

Moje wahadełko niebezpiecznie się przechyliło w drugą stronę. Teraz już nie jesteśmy ofiarami, ale oprawcami i jest to myśl wstrętna. Chcemy zaprzeczyć,  zdeprecjonować, podważyć, rozmienić i poddać w wątpliwości. Łatwo  bezrefleksyjnie przyjąć, że jesteśmy ofiarami. Ale trzeba użyć całej ekwilibrystyki, aby wyszło, że nie jesteśmy oprawcami? Gdzie jesteśmy, gdzie są nasze wartości, dyktat moralny, który jak w lustrze pokazuje nasz odrażający wygląd.

Tak można mącić i mieszać. W ten sposób możemy w kilku zdaniach zmienić cały opis w inną narrację, w inną interpretację, bo przecież poza słowa nie uciekniemy, jak powiedział filozof dekonstrukcjonista Jackie Élie Derrida: il n’y a pas de hors texte – nie ma nic poza tekstem i nie ma nic poza tym, co tutaj napisałem. Można by tak jałowo prowadzić zabawę, ale wierzymy, że ludzie za wszelką cenę chcą poznać prawdę, aby wiedzieć, kto jest oprawcą, a kto nie. Nie można o tym zapomnieć, bo nie poznamy ani złego, ani dobrego, a jeśli nie będziemy mieli odwagi szukać prawdy za wszelką cenę, wszystko obróci się w niepamięć, która… „nas wyzwoli”.

Dlatego mam tak wiele szacunku dla Ewy Stankiewicz, która z mozołem zrealizowała kolejny dokument „Stan zagrożenia”. Niezrażona nadal twierdzi, że to był zamach. A może był to zamach?

Fairhope, AL niedziela, 10 kwietnia 2022

Konferencja 25 rocznicy (czerwiec 2007) SW w PkiN w Warszawie. Od lewej Anna Walentynowicz i Andrzej Myc
Wręczenie Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, Pałac Prezydencki, Warszawa, 15 czerwca, 2007. Od lewej Lech Kaczyński i Andrzej Myc
13 grudnia 2005 w Waszyngtonie. Od lewej Anna Walentynowicz,, Andrzej Myc i Janina Natusiewicz-Mirer – opiekunka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Gorące tematy

Powiązane Artykuły