Koronawirus na Świecie

All countries
623,608,712
Zakażeni
Updated on 3 October 2022 23:08
All countries
602,206,955
Ozdrowieńcy
Updated on 3 October 2022 23:08
All countries
6,551,203
Zgony
Updated on 3 October 2022 23:08

Koronawirus na Świecie

All countries
623,608,712
Potwierdzone
Updated on 3 October 2022 23:08
All countries
602,206,955
Wyzdrowiało
Updated on 3 October 2022 23:08
All countries
6,551,203
Zgony
Updated on 3 October 2022 23:08
spot_img

HENRY KISSINGER – POŻYTECZNY IDIOTA CZY RUSKI AGENT? – Artur Adamski

Wypowiedź byłego sekretarza stanu USA przyjąłem z zadowoleniem. Mam bowiem nadzieję, że dzięki niej wzrośnie świadomość, jakiego rodzaju typy,  mogą stanowić gremia decydujące o losach naszego świata.

Przyjmowanie do Białego Domu nieudaczników ma bardzo długą tradycję. Franklin Delano Roosevelt w tej konkurencji ma bardzo wielu podobnych do siebie, wśród których takie miernoty, jak Barack Obama wcale nie należą do największych. Na nieszczęście nasze i połowy świata za czasów Roosevelta, Stalin mógł uznawać Biały Dom za departament Kremla. Sowieccy agenci, zatrudnieni w rolach najbliższych i najbardziej zaufanych doradców prezydenta (wybieranego przez Amerykanów rekordową ilość razy!) gwarantowali jego stuprocentową sterowalność.

Po latach,  kiedy do elit politycznych Stanów Zjednoczonych zaczęło docierać, jaką rolę odgrywali Harry Hopkins, Henry Wallace i inni decydujący o biegu amerykańskiej polityki, pojawiły się przypuszczenia, że kimś takim jest też Henry Kissinger.

Nie jest on rodowitym Amerykaninem, lecz pochodzącym z Niemiec Żydem, który do Stanów Zjednoczonych wyemigrował jako nastolatek. Wsparcie odpowiednich fundacji umożliwiło mu ukończenie Harvardu. Samo brzmienie nazwy najlepszego z amerykańskich uniwersytetów w wielu wywołuje potrzebę zginania kolan. Obciążonym taką przypadłością proponuję lekturę opus magnum Kissingera. Owo dzieło życia absolwenta tej sławnej uczelni, który ukończył ją z wyróżnieniem, a potem uzyskał nawet tytuł doktora, nosi tytuł „Dyplomacja”. Znając realia szkolnictwa Polski międzywojennej gwarantuję, że gdyby pierdoły noszące ten dumny tytuł, były wypracowaniem przedwojennego maturzysty, to dostałby on nie tylko pałę z wykrzyknikiem, ale też zalecenie, by w przyszłości dla własnego dobra próbował szczęścia przed inną komisją. Z zawartych w tej upiornej cegle wykwitów intelektu Kissingera dowiedzieć się bowiem możemy, że w roku 1920 Polska dokonała zbrojnej napaści na Rosję. I nie jest to błąd odosobniony, bo duża część jego wiedzy o świecie nie odbiega od tego standardu. Trudno też o coś bardziej prymitywnego niż „myśl polityczna” Kissingera. Konstrukcja cepa może przy niej uchodzić za niedościgły popis geniuszu i wzorzec finezji. Całe bowiem Kissingerowe „myślenie” to tylko wnioski chłopka-roztropka z deficytem elementarnej wiedzy i sumienia. Wszystko sprowadza się do głoszenia, że silnym wolno wszystko, a obowiązkiem słabszych jest podporządkowanie się albo zgoda na likwidację.

Jego ostatnie majaki na temat Ukrainy nie różnią się niczym od wcześniejszych wywodów i nikczemności, jakie stanowiły całą treść jego politycznej biografii. Czym się zapisał w historii? Wyciągnął z izolacji Chiny, które skorzystały z okazji, skopiowały wszystko, co im Kissinger i jemu podobni udostępnili i po paru dekadach urosły do roli potęgi sposobiącej się do panowania nad całym światem. Czy to nie było do przewidzenia? Ignorant taki jak Kissinger, choć pisał książki o Chinach, nie pojmował ani rzeczywistego potencjału, ani tradycji państwa o historii dłuższej od wszystkich innych. A to głównie właśnie „dzięki” niemu Stany i cały zachodni świat muszą się teraz liczyć z możliwością III wojny światowej. To Kissinger doprowadził też do klęski w Wietnamie, za co dostał pokojową Nagrodę Nobla (głośno oprotestowaną przez trzeźwą część Komitetu Noblowskiego, która oświadczyła, że po takim skandalu nie chce mieć z nim więcej do czynienia). W latach największego zagrożenia sowiecką agresją Kissinger dążył do maksymalnego rozbrojenia Zachodu. Upierał się przy nim także wtedy, gdy forsowany w USA wysoki budżet wojskowy łamał już kręgosłup nie potrafiącym sprostać temu wyzwaniu Sowietom. Nie odmawiał sobie nawet atakowania ludzi takich, jak Sołżenicyn, przy równoczesnym deklarowaniu miłości do Gorbaczowa. Trudno się dziwić, że amerykańska prawica coraz głośniej artykułowała pytania: Komu on służy? Dla kogo pracuje? I jak mogło dojść do tego, że w naszym kraju jest tym, kim jest?

Jedno jest więcej niż pewne. Gdyby dłużej piastował urząd sekretarza stanu lub choćby miał podobnych do siebie następców, sowieckie imperium trwałoby nadal w stanie absolutnie nienaruszonym. Nie wiadomo tylko, czy zachodnią granicę miałoby na Łabie czy może na wschodnich wybrzeżach Atlantyku.

Dobrze, że Kissinger przypomniał o sobie, wygłaszając kolejną brednię. Mam nadzieję, że dzięki temu Polacy lepiej zapamiętają, jak często wśród wielkich tego świata pojawiają się złowrogie upiory. Także wśród tych, w których pokładamy nadzieje, na których liczymy, których uważamy za przyjaciół. Prawda jest bowiem taka, że nie brakuje wśród nich osobników w rodzaju Rooseveltów czy Kissingerów. Potworów powszechnie podziwianych, wyróżnianych prestiżowymi laurami, którzy ujmująco się uśmiechają i leją miód na nasze serca.

 Im więcej tych uśmiechów i im więcej tego miodu, tym bardziej musimy uważać. Tym trzeźwiej myśleć, tym roztropniej obserwować każdy ruch, tym pilniej pilnować swego. A wszystko po to, by kolejny raz śmiertelny strzał w plecy nie zaskoczył nas w najbardziej krytycznej chwili.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Gorące tematy

Powiązane Artykuły