Koronawirus na Świecie

All countries
595,368,474
Zakażeni
Updated on 15 August 2022 08:54
All countries
567,148,419
Ozdrowieńcy
Updated on 15 August 2022 08:54
All countries
6,454,811
Zgony
Updated on 15 August 2022 08:54

Koronawirus na Świecie

All countries
595,368,474
Potwierdzone
Updated on 15 August 2022 08:54
All countries
567,148,419
Wyzdrowiało
Updated on 15 August 2022 08:54
All countries
6,454,811
Zgony
Updated on 15 August 2022 08:54
spot_img

ZAMACHY I STRZELANINY – Marek Bober

Znajomi z Polski nieraz zadają mi pytanie: dlaczego w USA ludzie tak często do siebie strzelają? Odpowiedź nie jest taka prosta.

      Czy w Ameryce da się uniknąć masowych strzelanin, w wyniku których ginie kilka czy kilkanaście osób, np. w szkołach czy centrach handlowych? Nie. Czy w Ameryce da się uniknąć morderstw, napadów i gwałtów – przede wszystkim w dużych miastach? Nie. Ale na pewno można z nimi walczyć i ograniczyć ich skalę.

Są to jednak wbrew pozorom zjawiska odrębne. Ale zacznijmy od jeszcze innego zjawiska.

        Stany Zjednoczone, po atakach na wieże World Trade Center w Nowym Jorku w 2001 r., poradziły sobie z międzynarodowym terroryzmem, w praktyce oznaczającym terroryzm islamski. Wprowadzone po tych atakach przeróżne zaostrzenia, w tym słynny „Patriot Act” prezydenta George’a Busha, pozwoliły na wyeliminowanie – planowanych z zewnątrz – ataków i zamachów. Mnie nie przeszkadzało zdejmowanie na lotnisku butów czy paska od spodni. Tak myślały miliony Amerykanów. To przecież służyło bezpieczeństwu. Nawet daleko posunięta, jak na Amerykę, obserwacja czy też inwigilacja nie tylko podejrzanych osób, ale niekiedy również „przeciętnych” obywateli zyskała przychylność większości społeczeństwa. Rzecz w kraju o głęboko zakorzenionej wolności osobistej wydawała się mało realna, ale tak się stało. I tak już jest od ponad dwudziestu lat. Ameryka wygrała z zewnętrznym terroryzmem na własnej ziemi.

Był, jest i będzie tzw. terroryzm wewnętrzny. W pierwszych latach tej dekady odnotowano oficjalnie po 20-30 ataków i zamachów rocznie. Ale dziwnym trafem w 2017 r. zarejestrowano już… dwa tysiące takich zdarzeń. Wiem, są definicje i klasyfikacje prawne określające, czym jest terroryzm, czym jest atak i zamach terrorystyczny. Można się zgodzić, że aktem terrorystycznym był zamach na budynek federalny w Oklahoma City w 1995 r., dokonany przez Timothy’ego McVeigha i Terry’ego Nicholsa (zginęło 168 osób). Można się zgodzić, że zamachem terrorystycznym było zdetonowanie kilku bomb domowej roboty podczas maratonu bostońskiego; stało się to w 2013 r. za sprawą dwóch braci mających swe korzenie w Kirgistanie.

Czy strzelanina w synagodze lub meczecie, która przynosi ofiary śmiertelne jest zamachem terrorystycznym? Z pewnością tak.

Jeśli jednak zwolniony z pracy mężczyzna strzela i zabija swoich byłych współpracowników i byłych pracodawców, to jest to pospolity mord, jest to bandytyzm. Mamy tutaj do czynienia ze sfrustrowanym facetem szukającym zemsty, facetem żądnym odwetu. Jeśli do szkoły wbiega kilkunastoletni gówniarz, zapewne niestabilny umysłowo i strzela do Bogu ducha winnych dzieci, to nie jest to zamach terrorystyczny. Ten gówniarz to najzwyklejszy w świecie morderca i psychopata, po prostu podły człowiek.

W poniedziałek, 4 lipca, w czasie obchodów Dnia Niepodległości, w liczącym 30 tys. miasteczku Highland Park, położonym na północ od Chicago, podczas tradycyjnej ulicznej parady doszło do strzelaniny. Wydarzyło się to za sprawą, na pewno zwichrowanego psychicznie, 21-letniego Roberta Eugene’a Crimo III. Zginęło siedem osób, czterdzieści sześć zostało rannych.

To była masowa strzelanina, nie atak terrorystyczny. Od początku roku, do 20 lipca, doliczono się już w USA 337 tzw. masowych strzelanin, 387 ofiar śmiertelnych i 1405 rannych. Do tych strzelanin dochodziło w szkołach, sklepach, na przyjęciach urodzinowych, piknikach, a nawet w klubach nocnych. I będzie do nich dochodzić, bo wariatów i frustratów zawsze będziemy mieć wokół siebie.

Czy wspomnianej tragedii w Highland Park można było uniknąć? Być może. Gdyby ktoś wcześniej zauważył na przykład niepokojące filmiki i wideoklipy późniejszego zabójcy i dał o tym znać policji, FBI czy innym służbom. A sygnały, że zrobi coś złego były poważne. Tego nie dostrzeżono, bo i trudno każdego śledzić.

Niedawno, 17 lipca, nieco na południe od Chicago, w stanie Indiana, w miasteczku Greenwood (63 tys. mieszkańców) kolejny wariat i morderca zaczął strzelać w centrum handlowym. Zastrzelił trzy osoby, dwie zranił i… na tym się skończyło. Bo sam został zastrzelony przez mężczyznę, który akurat przebywał w centrum handlowym. Z dziesięciu wystrzelonych kul osiem trafiło mordercę-wariata; od momentu oceny sytuacji, podjęcia decyzji i oddania strzałów minęło piętnaście sekund. Gdyby nie ów – jak się go tutaj nazywa – dobry Samarytanin, ofiar mogło być więcej.

24 maja, inny z kolei psychopata, 18-letni tym razem, po zastrzeleniu swojej babci, dostał się w Uvalde w stanie Teksas do szkoły podstawowej. Wszedł sobie spokojnie, zabarykadował się i zaczął strzelać. 21 osób śmiertelnych, w tym 19 dzieci, 40 rannych. Ostatecznie został zastrzelony przez funkcjonariusza… Straży Granicznej. Ważne, że policjantom, ochroniarzom i innym funkcjonariuszom zajęło ponad 70 minut, aby podjąć akcję. Przez te ponad 70 minut nie podjęli decyzji i chowali się, gdzie i za czym tylko mogli.

I powstaje znowu pytanie, czy tzw. masowym strzelaninom można zapobiec. Czasami tak, czasami nie. Trzeba pogodzić się z sytuacją, że dojdzie do wymiany ognia z karabinów maszynowych między rywalizującymi gangami na pogrzebie jakiegoś członka gangu. Jeśli nie dojdzie do tego w tym miejscu i czasie, to dojdzie później w innych okolicznościach. Tak to już jest. Wszystkich członków gangów nie uda się zamknąć w więzieniach lub wyeliminować. Ale na przykład wzmocnienie ochrony niektórych obiektów, zwiększenie kontroli i zabezpieczeń jest już możliwe.

Nic nie stoi na przeszkodzie, oprócz dodatkowych kosztów, aby w barach, na stadionach, w sklepach czy szkołach pojawiło się więcej policjantów lub ochroniarzy. Jeszcze z 15-20 lat temu, aby wejść do szkoły publicznej w Chicago trzeba było pokonać specjalną bramkę do wykrywania metali, przejść przez czujne spojrzenia dwóch co najmniej policjantów i czasami nawet zostać przeszukanym. I to wystarczało, aby w szkołach nie było strzelanin.

Teraz, odkąd policja stała się obiektem ataków ze strony przeróżnych aktywistów Black Lives Matter, Antify i wszelkiej maści lewaków, anarchistów i marksistów – wycofuje się ją ze szkół. A to tylko zachęca wariatów i psychopatów. Skoro udała się akcja przeciwko międzynarodowym terrorystom na lotniskach, dlaczego nie mogłaby się udać i w innych miejscach? Mogłaby się udać, potrzeba tylko politycznej decyzji, determinacji i chęci.

W stu procentach nie da się rozwiązać problemu, ale na pewno można go ograniczyć. Tak samo by się dało zwalczać pospolitą przestępczość i bandyterkę na ulicach największych amerykańskich miast. Tak, na ulicach Nowego Jorku, Los Angeles, Chicago czy Filadelfii. Na ulicach dużych miast, w których niepodzielnie rządzi Partia Demokratyczna.

Były burmistrz Nowego Jorku, legendarny Rudolph Gulliani, kiedyś udowodnił, że przestępczość można zwalczyć.

Ale to opowieść na później. To opowieść, jak ludzie w dużych amerykańskich miastach stracili poczucie fizycznego bezpieczeństwa przede wszystkim z winy polityków.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Gorące tematy

Powiązane Artykuły