Koronawirus na Świecie

All countries
620,374,878
Zakażeni
Updated on 26 September 2022 11:26
All countries
599,124,674
Ozdrowieńcy
Updated on 26 September 2022 11:26
All countries
6,540,610
Zgony
Updated on 26 September 2022 11:26

Koronawirus na Świecie

All countries
620,374,878
Potwierdzone
Updated on 26 September 2022 11:26
All countries
599,124,674
Wyzdrowiało
Updated on 26 September 2022 11:26
All countries
6,540,610
Zgony
Updated on 26 September 2022 11:26
spot_img

Rok 2022: Kalendarium wojny i zarazy – Waldemar Żyszkiewicz

Czasami dobrze sięgnąć pamięcią dwa-trzy kwartały wstecz, przypomnieć sobie nastroje i klimaty tamtych chwil: zapowiedzi czarnych scenariuszy, roztaczaną grozę… Albo wręcz odwrotnie: hurraoptymizm i tromtadrację, że nas byle co nie przerazi, że my gotowi na gwizdek – grubo ponad stan i swe realne możliwości – pomagać innym w potrzebie.  

      Z końcem zeszłego roku rozszalał się retrowirus, tyle że w wariancie Omikron. Oczywiście, zasadniczo był to ten sam patogen, który od dwóch lat gnębił ludzkość Ziemi, ale przecież nie taki sam, bo znawcy przedmiotu już w latem roku 2020 przestrzegali, że sztuczne spowolnienie kontaktu dziwnego wirusa z populacją globu, za sprawą narzuconych lockdownów, czyli nazywając rzecz wprost – aresztów domowych, w których pozamykano całe społeczeństwa, oraz przez forsowanie szczepień w trakcie epidemii, spowoduje dwa nieuchronne zjawiska: a) przyspieszy mutowanie patogenu, czyli swoistą ucieczkę wirusa do przodu oraz b) znacząco opóźni osiągnięcie odporności populacyjnej, w kulturze darwinistów zwanej odpornością stada.

      Owa sygnalizowana przez światowe sławy wirusologii i epidemiologii „nieuchronność” nie była przecież ani wyrazem deterministycznego zabobonu czy ani tym bardziej skutkiem wiary w fatum, lecz prostym rezultatem trwania przy postawie naukowej oraz respektowania zasad niezgorzej już rozwiniętej wirusologii, której działanie w przypadku tego jednego akurat wirusa – SARS-CoV-2 – czwórka promotorów grypy Fauciego postanowiła zakwestionować. I co gorsza, całkiem nieźle w skali świata jej się to udało.

Szermierze Batmana: Daszak, Fauci, Gates i Schwab

W każdym razie od jesieni roku 2021 ten późny, bardziej zakaźny wariant patogenu wywoływał wprawdzie nadal chorobę nieprzyjemną, bolesną, mocno dolegliwą, choć nie tak już ciężką w przebiegu i zasadniczo o znikomym odsetku przypadków śmiertelnych, o czym teoretycy mówili od dawna, a lekarze zaobserwowali taki fenomen w swojej praktyce klinicznej. Tyle że dane o liczbie hospitalizowanych, wprawdzie ujawniane cząstkowo i wyrywkowo przez brytyjską Narodową Służbę Zdrowia (NHS), coraz częściej osłabiały akcję marketingową iniekcji mRNA, reklamowanej dotąd jako preparat niezawodny i bezpieczny, gdyż na szpitalnych oddziałach covidowych odsetek zaszczepionych znacząco jął przewyższać niezaszczepionych.

      A gdy jeszcze niemiecki Instytut Roberta Kocha ogłosił znaczący poszczepienny spadek naturalnej odporności organizmu, wdzięcznie nazwany VAIDS, sięgający nawet 80 proc. po trzeciej iniekcji; gdy ze Stanów – mimo usilnych prób ich blokowania – zaczęły wypływać informacje o coraz częstszych i coraz cięższych przypadkach szkód poszczepiennych, to już naprawdę mit „skutecznej i bezpiecznej szczepionki przeciw Covid-19” legł w gruzach. Tak więc, wielkich zaskoczeń tu być nie mogło, kto chciał wiedzieć – od dawna wiedział.

       Jednym z tych, którzy najwyraźniej wiedzieć nie chcieli, był profesor Andrzej Horban, szef rady medycznej przy premierze RP, który namawiając Polaków do wiadomej iniekcji straszył wizją Bożego Narodzenia z milionem chorych w przepełnionych szpitalach, bo „stadionów zabraknie”… Na Wyspach z kolei świąteczne orędzie do rządzonych wygłosił Boris Johnson, wówczas jeszcze brytyjski premier. Rozrywkowy i zabawowy lokator rezydencji przy Downing Street 10, posunął się do szantażu moralnego wobec wierzących, tłumacząc w tonie całkiem serio, że płynącym z miłości do bliźnich obowiązkiem chrześcijanina pozostaje przyjęcie tzw. szczepionki, choć jej wartość terapeutyczną najlepiej dezawuowały dane Narodowej Służby Zdrowia (NHS). Cóż, powierzanie swej kondycji psychosomatycznej decyzjom polityków nigdy nie jest mądrym posunięciem.

Najmocniej straszyli Horban i Pyrć

Ponieważ apokaliptyczny sylwester na przepełnionych stadionach, w wersji Horbana, zupełnie nie wypalił, pod koniec stycznia ruszył z odsieczą, czyli nową porcją straszenia prof. Krzysztof Pyrć, lider i spiritus movens rady, która utworzyła się przy przewodniczącym PAN. Utrzymany w nieco histerycznym tonie komunikat rady Pyrcia z przełomu stycznia i lutego postulował przymus powszechnych szczepień i czynił to dla Ojczyzny ratowania z wdziękiem komunikatu o sanitarnym stanie wojennym, by ratować zagrożone zarazą państwo polskie… No i chcąc nie chcąc, wykrakał.

       Przypominam wszystkie te mroczne chwile, które z lękiem i trwogą przeżyliśmy u progu tego roku, bo oto przyszła nagle, z całkiem niespodziewanej radykalna zmiana, która w ciągu jednej nocy wzięła w nawias czy anihilowała, jak kto woli, pęta zarazy: Polska stała się na dłuższy czas zupełnie wolna od zagrożeń i restrykcji pandemii. Po prostu, ot tak, po dwóch latach wróciliśmy do stanu sprzed Covida!

       Ten powiew wolności zawdzięczamy, aż strach to pisać, wrednemu Putinowi, który po miesiącach przygotowań, przesunięć taborów i wojsk, manewrów nadgranicznych, oskrzydlających oraz innych ruchów, śledzonych i komentowanych przez wywiady poważnych państw, nocą z 23 na 24 lutego br. zaatakował Ukrainę w wojnie pełnoskalowej. Nasz wschodni sąsiad zaskakująco dobrze radzi sobie z blokowaniem postępów wroga (w jaki sposób, to temat na inną okazję!), ale zarazem także płaci ogromną cenę wojny prowadzonej na wyniszczenie. Co gorsza, wygląda na to, że działania wojenne na Ukrainie trzeba przewidywać na lata, jeśli nie na dekady.  

Wiosna: wirus poszedł się czochrać    

Z kolei w Polsce, po dwóch latach uwolnionej z dnia na dzień od gorsetu wielu mało racjonalnych skrępowań, restrykcji i obostrzeń, zapanowała mentalna wiosna, czym przynajmniej częściowo można tłumaczyć unikatowy w skali świata fenomen spontanicznego wsparcia zaoferowanego przez naród polski ludności napadniętej Ukrainy.  To zresztą odmienny temat, a wspominam o tym, żeby pokazać skrajności propagandy i polityki sanitarnej RP, prowadzonej dość bezrozumnie, od burty, do burty, od lewa do prawa.

      Albo irracjonalne, pozbawione sanitarnego sensu zakazy (w tym osławione zamknięcie lasów!) i trzymanie ponad potrzebę w areszcie domowym, skądinąd pozbawionym wszelkiej prawnej legitymacji, albo hulaj dusza – piekła nie ma. Od wybuchu wojny, na terytorium naszego kraju znalazło się około 5-6 milionów uchodźców z Ukrainy, w pierwszym okresie bez żadnej systemowej osłony higieniczno-sanitarnej. To akurat cieszy, bo uchyla propagandowe mity o potrzebie i sensie maskowania się oraz dystansowania społecznego, a zwłaszcza o konieczności powszechnego kontaktu ze strzykawką.

       Po kilku tygodniach, gdy nawet w najciemniejszej szafie nie można było znaleźć śladów po „strasznej pandemii Covid-19”, swoje wojenne non possumus wygłosił również minister Adam Niedzielski, uroczyście zapowiadając, że więcej żadnych szpryc, nawet tych już zakontraktowanych, przyjmować nie będziemy ani za nie płacić. Rada wojenna przy prezesie oraz premierze miała chyba nadzieję, że dostrzeżona w świecie i mocno chwalona postawa Polaków będzie skutkować abolicją dla nas na specyfik comirnaty… Tak się jednak nie stało. Wśród różnych względów, takich jak brak chęci rezygnacji Big Pharmy z zysków, zdecydował głównie brak poparcia stanowiska Polski przez państwa dyrygujące UE, które ponad szlachetną postawę pomocy napadniętym czy nasz Jagielloński prometeizm, przedkładają potrzebę własnych korzyści. Czy można się im dziwić?

       Zastanawiające wydaje się raczej oczekiwanie, że za piękną postawę Polaków oraz szlachetne motywacje Rzeczypospolitej zdecydują się płacić inni, choćby zgodą na rezygnację z zaplanowanych zysków. W przyrodzie takie fenomeny się nie zdarzają.

Jagiellońska idea, pobudka czy mrzonka?     

Niewątpliwie, wskrzeszenie idei Jagiellońskiej dla tradycyjnego, patriotycznie i narodowo usposobionego Polaka brzmi jak zachęta, pobudka, niczym zapomniana surma bojowa… Ale dlaczego takie rośnięcie Polski w siłę miałoby cieszyć Niemców? Tego bym od sąsiadów z zachodu nie oczekiwał. Gorzej, że przypomniane wiosną koncepty, przemieszane z rytualnym, propagandowym wyklinaniem Putina w pierwszych tygodniach działań wojennych na Ukrainie, pozostają – ze względu na naszą obecną moc polityczno-gospodarczo-wojskową, czy raczej jej niedostatki – tylko Jagiellońską mrzonką, wystarczającą pewnie by zmobilizować społecznego ducha i przygotować ciało na trudne czasy, ale przecież bez istotnej geopolitycznej siły sprawczej.

       Włochy, Francja, Niemcy raczej nie mają wątpliwości, że brylowanie Rzeczypospolitej jest funkcją amerykańskich zamiarów wobec naszej części Europy, że każde wahnięcie się amerykańskich planów co do Trójmorza, będzie skutkować powrotem do ukochanej w Berlinie koncepcji Mitteleuropy… Na anglosaski ślad wskazywało ożywienie się Borisa Johnsona, jego ekscytowanie Warszawy do manifestacji postaw jawnie antyrosyjskich. Owszem, Johnson znajdował tu spory posłuch, tyle że praktycznie przestał już być brytyjskim premierem.

        Tymczasem z telepromptera prezydenta Bidena płyną chwilami tak zaskakująco sprzeczne treści, jakby do sterowania urządzeniem dorwało się jakieś niesforne dziecko. W dodatku, działania wobec Ukrainy, nad którą w Departamencie Stanu USA od przeszło dekady sprawuje nadzór Victoria Nuland, może bezpośrednio łączą się nie tyle z konceptem Trójmorza, ile z projektem Niebiańskiej Jerozolimy. Nawet działania zbrojne na południu i wschodzie Ukrainy sprawiają chwilami mocne wrażenie, że w gruncie rzeczy idzie o to, kto będzie gospodarzem terenów między Dnipro (dawny Dniepropietrowsk), gdzie dekadę temu powstało Centrum Menora, a południowym pasem ziem nad Morzem Czarnym, aż po Odessę włącznie. Bo to jednak różnica, czy nowych osiedleńców powita Rosja Putina czy Ukraina Zełeńskiego… Trzeba również przyznać, że każde z tych rozwiązań będzie mieć inne przełożenie zarówno na sam projekt Trójmorza, jak i na masowe przemieszczenia ludności ukraińskiej na terytorium Polski.

Wojna wojną, lecz priorytetem jest wirus

Żebyśmy się jednak w tym naszym pomocowym samozachwycie, w tym Jagiellońskim samodurstwie nazbyt nie rozdokazywali, to żadnej abolicji nie będzie: za szpryce zapłacimy, gazu nam uszczkną, węgla zabraknie, Unia zrobi swoje… Ameryka sobie poradzi, a my? Skąd u nas to wieczne chciejstwo? Ta łatwość ulegania podpuchom różnych geopolitycznych cwaniaków? Potrzeba błyszczenia, gesty puszenia się – to oczywista miara niedojrzałości. Gombrowicz miał jednak rację.

       Sankcje wygrała Rosja. Stany trochę namieszały. Johnsona nie będzie. Do realizacji projektów związanych z Ukrainą dojdzie za jakiś czas. W tej sytuacji trzeba zadowolić się cudownym powrotem pandemii: wirus znów u bram, akwizytorzy iniekcji w pogotowiu, dzienne liczby w nagłówkach. Olaboga!

Swoją drogą, lato to trochę dziwny termin na kolejną falę zakażeń. Najważniejsze jednak, że nie pozostaje ona w żadnym związku ze swobodnym przemieszczaniem się kilku milionów przybyszów po terytorium naszego kraju. A Putinowi należy się Nobel z medycyny publicznej. Choćby za te kilka miesięcy wakacji od wirusa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Gorące tematy

Powiązane Artykuły