Koronawirus na Świecie

All countries
620,374,878
Zakażeni
Updated on 26 September 2022 12:26
All countries
599,124,674
Ozdrowieńcy
Updated on 26 September 2022 12:26
All countries
6,540,610
Zgony
Updated on 26 September 2022 12:26

Koronawirus na Świecie

All countries
620,374,878
Potwierdzone
Updated on 26 September 2022 12:26
All countries
599,124,674
Wyzdrowiało
Updated on 26 September 2022 12:26
All countries
6,540,610
Zgony
Updated on 26 September 2022 12:26
spot_img

ZŁODZIEJE PIĘKNYCH NAZW – Artur Adamski

Zawłaszczanie szlachetnych pojęć i przywłaszczanie nazw związanych z pięknymi tradycjami oraz czcigodnymi postaciami to znany od dawna proceder cyników nieznających szacunku dla żadnych wartości.

Jednym z przykładów, służących zniewoleniu naszej ojczyzny, było nadanie grupce sowieckich marionetek miana Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Nazwę tę wymyślił Stalin, podkradając ją utworzonemu przez Charlesa de Gaulle’a Francuskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego. Swój PKWN Stalin sklecił z własnych, od lat bez reszty mu oddanych agentów. Wcześniej, razem w Wiaczesławem Mołotowem (tym, który o zabijanej w sojuszu z Hitlerem Polsce mówił: „pokraczny bękart traktatu wersalskiego”) wymyślił nazwę Związek Patriotów Polskich. W przypadku owego ZPP trudno o bardziej skrajne odwrócenie pojęć, gdyż jeśli nawet trafiały się w nim stanowiące znikomą mniejszość osoby polskiego pochodzenia, to najczęściej były renegatami deklarującymi przynależność do całkowicie innej, sowieckiej ojczyzny. Otwarcie tak się definiowała formalna założycielka ZPP Wanda Wasilewska, a na przykład Alfred Lampe należał w tym gronie do zaciekłych przeciwników tworzenia Ludowego Wojska Polskiego, bo „nie należy dzielić Armii Czerwonej” i to „do niej należy wcielać Polaków”. „Patriotyzm” takich członków ZPP, jak Jakub Berman, Julia Brystygier, Nesanel Kichler czy Fajga Mindla (żona Beniamina Zylberbergera, też członka ZPP znanego potem pod nazwiskiem Włodzimierz Brus) polegał na mordowaniu największych polskich narodowych bohaterów tamtych czasów.

Trudno też nie dostrzec cynizmu, z jakim przywłaszczano tradycję i nazwy ruchu ludowego. Polskie Stronnictwo Ludowe, którego prezesem aż do śmierci w roku 1945 był jeden z najpierwszych ojców naszej niepodległości Wincenty Witos, w latach 1945–1947 było największą nadzieją Polaków. W katowniach NKWD, UB oraz w wyniku zamachów skrytobójczych zamordowano setki szlachetnych, bez reszty oddanych ojczyźnie patriotów z PSL-u. Tysiące cierpiały w więzieniach, a doświadczanie różnorakich prześladowań było udziałem wielkiej rzeszy PSL-owców. Wielu, jak następca Witosa Stanisław Mikołajczyk, musiało ratować życie, uciekając z kraju. Metodami terroru i zbrodni prosowiecki reżim zdziesiątkował Polskie Stronnictwo Ludowe. Większość jego najlepszych członków wymordował a to, co z niego zostało, połączył z konstruowanym od podstaw przez prosowiecki PPR tzw. Stronnictwem Ludowym. Czyli z organizacją, której narzucony Polsce reżim nadał nazwę ukradzioną prawdziwemu, szczerze patriotycznemu i ogromnie ojczyźnie zasłużonemu ruchowi o korzeniach jeszcze XIX- wiecznych. Tym sposobem rząd uzyskał podporę o nazwie Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, do 1989 roku ogromnie użyteczną do sprawowania w Polsce władzy z obcego nadania. Jakże zasadne jest pytanie o aksjologiczny związek tegoż ZSL z tradycją Witosa, Mikołajczyka i setek PSL-owców, którzy swoim życiem zapłacili, walcząc o polską niepodległość. Co ci bohaterowie polskiej wolności powiedzieliby na oportunizm i prywatę, rozplenione po tym, gdy ich zgładzono, by zielony sztandar wręczyć pogodzonym z niewolą ojczyzny? I co by wszyscy oni powiedzieli na przywłaszczenie sobie imienia PSL przez stronnictwo przez wszystkie lata sowieckiej dominacji podporządkowane PPR, a następnie PZPR?

Założona w 1892 roku Polska Partia Socjalistyczna odegrała rolę ogromną w walce o odzyskanie niepodległości. Na polu walki i w przeprowadzanych przez zaborców egzekucjach zginęło wielu członków Organizacji Bojowej PPS. Obok Józefa Piłsudskiego do jej działaczy należeli prezydenci Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki, marszałkowie sejmu i premierzy Walery Sławek i Ignacy Daszyński oraz wielu nie mniej zasłużonych. Po przeprowadzeniu przez NKWD, UB i PPR operacji podobnej do tej, jaką w drugiej połowie lat czterdziestych zostało zniszczone PSL, Polska Partia Socjalistyczna działała niemal wyłącznie na uchodźstwie. Ostatnim z jej wielkich liderów była Lidia Ciołkosz, na zjeździe w Bernried w 1987 roku wybrana na prezesa Centralnej Rady PPS i jako jedyny żyjący członek przedwojennych jeszcze władz partii wyróżniona godnością dożywotniej honorowej przewodniczącej PPS. W wielu sprawach wypowiadała się jednym głosem z Solidarnością Walczącą. W 1993 roku stanowczo protestowała, gdy twór podający się za PPS dołączał do postkomunistycznego SLD. Dzisiaj nazwę partii Piłsudskiego, Daszyńskiego, Moraczewskiego przywłaszczyli sobie Andrzej Rozenek (współpracownik Jerzego Urbana) i tacy PZPR-owcy, z najbardziej haniebnych lat tej KPZR-owskiej marionetki, jak Joanna Senyszyn, Robert Kwiatkowski czy Anna Grodzka (przed operacją zmiany płci tow. Krzysztof Bęgowski). W każdym przypadku i pod każdym względem są to osobnicy będący krańcowym zaprzeczeniem wszystkiego, czym był prawdziwy PPS.

Zawłaszczanie nazw organizacji o wielkim historycznym dorobku to nie tylko generowanie fałszu, ale często poniewierająca skarb narodowego dziedzictwa potwarz dla ważnych postaci i ich dokonań. Proceder ten uruchomili sowieccy okupanci i jeśli polskie prawo nie potrafi sobie z nim poradzić, to powinien się spotykać przynajmniej z potępiającą reakcją świadomych obywateli.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Gorące tematy

Powiązane Artykuły