Koronawirus na Świecie

All countries
201,619,864
Zakażeni
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
179,646,828
Ozdrowieńcy
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
4,278,708
Zgony
Updated on 6 August 2021 01:55

Koronawirus na Świecie

All countries
201,619,864
Potwierdzone
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
179,646,828
Wyzdrowiało
Updated on 6 August 2021 01:55
All countries
4,278,708
Zgony
Updated on 6 August 2021 01:55

Warto ograniczyć jedzenie białka zwierzęcego

0

Mięso to w wielu krajach podstawowy składnik jadłospisu, lecz niewielu wie, że nadmiar białka zwierzęcego staje się w naszym organizmie trujący. Nasz długi układ pokarmowy nie radzi sobie z dietą mięsną – mówi Czesław Lang w rozmowie z Magdaleną Szymerowską.

Podczas pandemii zaniedbaliśmy aktywność fizyczną. Jak do niej powrócić?

Namawiam wszystkich do budowania formy. Oczywiście powoli i rozsądnie. Sam przeszedłem covid i czułem się bardzo osłabiony, nie chciało mi się też ćwiczyć. Na początku straciłem ileś kilogramów, później znowu je odzyskałem, nie wiadomo jak. Dlatego bardzo ważne jest, żebyśmy odbudowywali swoją formę i jednocześnie wzmacniali odporność organizmu. Dlatego musimy zwrócić uwagę na to, co jemy. Powinniśmy odżywiać się zdrowo, żeby organizm budował swoją siłę odpornościową. Ale też, żeby układ krążenia i serce cały czas były poruszone i dobrze pracowały.

      Zachęcam wszystkich do aktywności fizycznej, ale rozsądnej. Na początek trochę się poruszać, pobiegać i z tygodnia na tydzień zwiększać intensywność. Oczywiście wszystkich namawiam do jazdy na rowerze, bo dzięki niej bardzo szybko odbudowujemy kondycję fizyczną.

      Proponuje zacząć od godzinnej przejażdżki. Bez spiny i rywalizacji, w swoim tempie. Po pewnym czasie będziemy mogli pokonywać coraz większe dystanse  i poczujemy, że forma powraca.

Czy wykonuje Pan jakiś swój własny zestaw ćwiczeń?

Tak. Codziennie rano oddycham metodą Wima Hofa. Metoda ta polega na specyficznym połączeniu trzech elementów – oddechu, ekspozycji na zimno i medytacji – w celu uzyskania konkretnych reakcji organizmu, a co za tym idzie polepszeniu samopoczucia. Dzięki stosowaniu trzech wymienionych elementów poczujemy się lepiej ze sobą w swoim ciele i najbliższym środowisku.

     Stosuję rano 40 szybkich, głębokich oddechów, następnie zatrzymuje oddech na jak najdłuższy czas. Robię cztery takie serie. To ćwiczenie powoduje, że tlen dochodzi wszędzie, do całego organizmu. Po tych oddechowych ćwiczeniach biorę lodowaty prysznic. Następnie robię klasyczne pompki. Jak zaczynałem, robiłem około dwudziestu pompek, teraz dochodzę do stu. Później gdy jest pogoda, jeżdżę rowerem, co sprawia mi najwięcej radości.

Jakie dystanse Pan pokonuje? Rozmawiałam ostatnio z Tadeuszem Mytnikiem, który mówił, że 40 kilometrów to dla niego za mało. Musi zrobić około 100 kilometrów.

Wszyscy, którzy kiedyś jeździli zawodowo, muszą przejechać około 80-100 km. Ale ja nawet nie patrzę na kilometry, tylko na czas. Jeżdżę około trzech godzin.

A w jakim tempie?

Bardzo różnie. Średnia wychodzi około 34 kilometrów na godzinę, ale jak jedzie się w grupie, nawet małej, to prędkość rośnie do ok. 38 km, bo można wtedy wykorzystać technikę jazdy na kole. Ale najlepiej jechać spokojnie w swoim tempie bez żadnej rywalizacji.

Gdyby Pan miał wyjaśnić, dlaczego jazda na rowerze jest dobra dla zdrowia, to co by Pan powiedział?

Jazda na rowerze jest to taki ruch, w którym wszystko działa na zasadzie pompy. Kiedy jedna noga naciska na pedał, to druga jest rozluźniona, wtedy krew może łatwiej krążyć. Pochylona sylwetka na rowerze powoduje, że lepiej pracują serce i płuca. Jest to wspaniała wentylacja całego organizmu, bo przecież jesteśmy cały czas na powietrzu. Resetuje się też mózg, można powiedzieć, że wchodzi się w pewien stan medytacji. Człowiek jedzie sobie sam ze sobą, ze swoimi myślami. Kiedy mam jakieś problemy, w czasie przejażdżki godzinnej one się rozwiązują. Problemy, które były wielkie, stają się małe.

Oprócz aktywności fizycznej potrzebne są te nawyki żywieniowe. Czy wyniósł pan ze sportu model odżywiania , który stosuje pan do dzisiaj?

Podczas uprawiania sportu za moich czasów nikt nie zwracał uwagi na to, co je. Nikt nas nie uczył, jak powinniśmy się odżywiać. Na zgrupowaniach, w ośrodkach jedliśmy bardzo dużo białka zwierzęcego. Rano jajecznica, jakaś szynka, mięso, na obiad schabowy, na kolację też wędliny. Kiedy wyjechałem do Włoch i tam zostałem kolarzem zawodowym, zmieniłem dietę. Oprócz mięsa jadłem więcej węglowodanów, czyli np. spaghetti.

      Później, kiedy skończyłem karierę, jadłem to co mi smakowało. Czyli opierałem się na nawykach żywieniowych wyniesionych z domu, z młodości – mięso, ryby, frutti di mare. Ale zacząłem mieć problemy zdrowotne. Doskwierało mi migotanie przedsionków, wrzody na żołądku, czułem się ciągle zmęczony, ospały. W poszukiwaniu zdrowia wyjechałem do kliniki dr Gersona w Meksyku. Tam niezwłocznie odstawiłem te produkty, które wydały mi się zbyteczne i zastąpiłem je innymi produktami, łatwiej przyswajalnymi. Zrezygnowałem z produktów pochodzenia zwierzęcego, zastępując je wszelkiego rodzaju sokami z marchwi, jarmuża, zacząłem jeść dużo owoców. Od dziesięciu lat jestem weganinem. Razem z żoną i gronem najbliższych, zarażamy weganizmem innych.

      Mięso to w wielu krajach podstawowy składnik jadłospisu, lecz niewielu wie, że nadmiar białka zwierzęcego staje się dla organizmu trujący. Nasz długi układ pokarmowy nie radzi sobie z dietą mięsną. Niestrawiony prawidłowo pokarm staje się w naszym organizmie toksyną. Dlatego dieta najwłaściwsza dla człowieka powinna być w przeważającej mierze dietą roślinną z minimalną zawartością białek zwierzęcych. Niestety dzisiaj jest na odwrót.

     Ostatnio robiłem badania, wyniki były rewelacyjne, jakbym miał 20 lat. Dlatego będę się tej diety trzymał aż do śmierci, bo dobrze się czuję, mam siłę i energię. Gdybym sam nie doświadczył na sobie, to bym nigdy nie uwierzył, że jedzenie ma tak wielkie znaczenie dla organizmu. W dzisiejszym sporcie jest to już brane pod uwagę. Na Tour de Pologne przyjeżdżają grupy zawodowe i przywożą całe autokary swojego jedzenia, mają swoich kucharzy, którzy przygotowują posiłki oparte na produktach łatwo przyswajalnych.

To bardzo ciekawe. Jak wygląda Pana menu w ciągu dnia?

Rano wypijam ma czczo kleik przygotowany na płatkach owsianych. Później sok z pomarańczy i duży talerz płatków owsianych z suszonymi owocami i ze świeżymi. Do tego dodaje łyżkę miodu. To jest moje śniadanie. Godzinę po tym śniadaniu wypijam sok z marchwi.

      Obiad zaczynamy tzw. zupą Hipokratesa. Jest to zupa, która jest zrobiona z wielu warzyw: ziemniaki, marchew papryka, seler, pietruszka, cebula, czosnek, seler. Wszystko to gotujemy i przecieramy (nie miksujemy), a potem wypijamy. Zupa Hipokratesa dzięki zawartości czosnku i cebuli ma silne właściwości alkalizujące i oczyszczające. Rewelacyjnie wspomaga pracę nerek. Ma dużą wartość pod względem witamin i minerałów, w tym potasu i witaminy K.

      Na drugie danie gotujemy ziemniaki do tego przyrządzamy sałatę albo kiszoną kapustę i obowiązkowo sok z marchwi.

     Na podwieczorek można podjadać owoce, gruszki, jabłka, banany, nigdy się nie chodzi głodnym. Potem kolacja – podobna do obiadu, też jest zupa Hipokratesa, też są ziemniaki, może być jakaś cukinia, pieczona dynia. Po takich posiłkach mamy moc, siłę i spadają nam niepotrzebne kilogramy.

Czy promuje Pan ten zdrowy tryb życia?

Tak, razem z żoną promujemy zdrowy styl życia i jedzenia. W 2006 roku, kupiliśmy zrujnowany pałac razem z 700 hektarami ziemi i przez lata stworzyliśmy ekologiczne gospodarstwo. Położone jest w Barnowie i Poborowie na Kaszubach w otoczeniu lasów i jezior. Uprawiamy ekologiczne żyto, owies, orkisz, grykę i łubin, a także użytki zielone, będące podstawą wyżywienia dla owiec i koni. W planach mamy także ekologiczną uprawę warzyw – między innymi ziemniaków i marchwi. W gospodarstwie na stałe pracuje około dziesięciu osób.

      Organizujemy też turnusy w których oczyszczamy organizm pod okiem fachowców: lekarzy, dietetyków. Wszystkie informacje są na stronie www.ekofolwark.pl

Nie mogłabym nie zapytać o Tour de Pologne, jak w tym roku będzie wyglądał wyścig?

Będzie pięknie, ale inaczej niż zawsze.

Dlaczego inaczej?

Początek największego polskiego wyścigu kolarskiego zaplanowano na 9 sierpnia w Lublinie. Podczas tegorocznego Tour de Pologne UCI World Tour czeka nas wiele nowości, jedną z nich jest trasa. Kolarze rozpoczną zmagania na Lubelszczyźnie. Czeka ich tam 417 kilometrów rywalizacji. Finisz I etapu przewidziano w Chełmie. Tam jeszcze jako tour wyścig nigdy nie zagościł. Kolejny etap też będzie piękny, bo z perły polskiego renesansu z Zamościa jedziemy do Przemyśla, też takiego nieodkrytego miasta, pełnego pięknych zabytków kultury i historii. Później wjeżdżamy w Bieszczady, startujemy z Sanoka i finiszujemy w Rzeszowie. To są nowe etapy, które będą bardzo ciekawe. Czwarty etap z Tarnowa do Bukowiny Tatrzańskiej, później z Chohołowa do Bielska Białej. Szósty etap to jazda indywidualna na czas w Katowicach. Ostatni etap, klasycznie już, zakończy się na trzech 5-kilometrowych rundach wokół krakowskich Błoń. W tym roku ostatni etap wystartuje jednak nie z Podhala, a z Zabrza. Zawsze kończymy w Krakowie, bo Kraków dla nas  jest tak samo ważny jak dla Tour de France Paryż.

Dużo ekip startuje w tym roku?

To Word Tour czyli w Tour dr Pologne wystartują wszyscy, którzy startują w Tour de France czy w  Giro d’Italia. Od strony sportowej jesteśmy na najwyższym etapie, nie ma wyższej klasy wyścigów.

Czy podczas Tour dr Pologne odbywają się promocje aktywności  fizycznej?

Tak, w czasie wyścigu organizujemy Tour de Pologne Junior dla dzieci. Przyjeżdżają całe rodziny a dzieci i młodzież jedzie tą samą trasą co Tour de Pologne. Mamy też wyścig dla amatorów i będzie memoriał Ryszarda Szurkowskiego. Każdy może startować w swojej grupie wiekowej.

Dziękuję za rozmowę.

Projekt wykonano dzięki partnerstwu z Fundacją LOTTO im. Haliny Konopackiej.

Czesław Lang – kolarz torowy i szosowy, wicemistrz olimpijski w Moskwie w 1980 roku oraz dwukrotny medalista szosowych mistrzostw świata – w drużynowej jeździe na czas. W 1977 roku w San Cristobal reprezentacja w składzie Czesław Lang, Tadeusz Mytnik, Mieczysław Nowicki, Stanisław Szozda zdobyła brązowy medal, a dwa lata później podczas czempionatu w Valkenburgu Lang, Witold Plutecki, Stefan Ciekański, Jan Jankiewicz zdobyli srebrny krążek. Do najważniejszych sukcesów należy zaliczyć również zwycięstwo w Tour de Pologne w 1980 roku oraz w wyścigu Settimana Ciclistica Lombarda także w 1980 roku. Czesław Lang był wielokrotnym mistrzem Polski, czterokrotnie startował w Wyścigu Pokoju.

    W 1982 roku podpisał zawodowy kontrakt z włoską grupą GIS Gelati-Campagnolo, stając się pierwszym zawodowym kolarzem nie tylko z Polski, ale z całego bloku wschodniego. W kolejnych latach reprezentował barwy grup Carrera – Inoxpran, Del Tongo Colnago oraz Malvor – Sidi. Dziewięć razy startował w Giro d’Italia, a trzy razy w Tour de France. W sumie wygrał 30 wyścigów zawodowych. Karierę zakończył w 1989 roku.

   Na początku lat 90. postanowił przenieść doświadczenia z zawodowego peletonu na polski grunt. Od 1993 roku jest Dyrektorem Generalnym Lang Team i Tour de Pologne. W krótkim czasie przywrócił blask zapomnianej kolarskiej imprezie. Pod jego okiem Tour de Pologne stał się jednym z najważniejszych wyścigów świata, należących do prestiżowego cyklu UCI World Tour.

Dlaczego warto adoptować dziecko?

0

W Polsce z roku na rok rośnie liczba bezpłodnych małżeństw. Szacuje się, że obecnie problem ten dotyczy aż 16% par. Tylko niewielki odsetek z tych małżeństw decyduje się na proces adopcyjny. Decyzja o adopcji jest bardzo trudna, gdyż wiąże się z odpowiedzialnością za życie innego człowieka. Rodzicielstwo adopcyjne wymaga od matki i ojca dojrzałej miłości, która wesprze dziecko w dźwiganiu ciężaru odrzucenia.

Jedyna właściwa motywacja – miłość

Największą motywacją, która pociąga małżeństwa do adopcji jest… miłość. Jeśli jest ona nieobecna w rodzinie, wówczas nie będziemy gotowi i dojrzali na przyjęcie roli rodzica wobec bardziej skrzywdzonych od nas ludzi. Głównym zadaniem rodzica adopcyjnego jest kochanie dziecka w sposób, który pomoże mu rozwijać się niemal identycznie, jak przy biologicznych rodzicach i aby pomogło mu to stać się dobrym, mądrym człowiekiem. Często bywa tak, że rodziny decydują się na adopcje z mniej wzniosłych przyczyn. Chcą zaspokoić swoje pragnienia o ojcostwie i macierzyństwie, wyleczyć własne straty, jednak takie pobudki nie są wystarczającym powodem, aby wziąć pełną odpowiedzialność za cudze dzieci. Te wszystkie zdarzenia mogą zapoczątkować proces dojrzewania w nich pięknej miłości, którą są w stanie obdarzyć nowego członka rodziny. Jednak adoptowane dziecko nie może stać się wyłącznie wypełnieniem naszej pustki, lekarstwem na ból i samotność.

Dlaczego warto?

Wielu rodziców, którzy podjęli się adopcji dziecka podkreśla, jak pięknie jest obdarzyć miłością i szacunkiem człowieka, który z przyczyn zupełnie od niego niezależnych stracił możliwość rozwijania się w rodzinie. Każde dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje czterech rzeczy: miłości, miłości, miłości i miłości. Dziecko bez miłości traci możliwości osiągnięcia pełni swojego człowieczeństwa. Każdy człowiek potrzebuje miłości mamy, której nie można zastąpić oraz miłości taty, innej, ale tej też nie da się zastąpić oraz miłości wzajemnej rodziców, która jest gwarantem prawidłowego rozwoju. Podarowanie dziecku odrzuconemu miłości nie tylko pomaga w jego rozwoju, ale wpływa również na samorozwój rodziców.

Prawo do miłości

Wychowywanie adoptowanego dziecka jest niebywale trudne, gdyż na jego osobowość mają wpływ wspomnienia, wydarzenia, nawet te z okresu prenatalnego, które często bywają traumatyczne. Problemem staje się także przekazanie mu prawdy o jego pochodzeniu biologicznym. Jednak świadomość, że kochamy i wspieramy rozwój człowieka, który ma takie samo prawo do miłości jak każdy z nas, daje satysfakcję i powód do dumy. Jeśli rodzice mogą patrzeć jak dziecko, któremu właśnie dali dom rozwija się, spełnia swoje marzenia, uśmiecha się, prosi o pomoc, to jest to najlepszy dowód na to, że warto stać się rodzicem adopcyjnym.

Bardzo wiele dzieci czeka na rodzinę i dom, a wiele małżeństw na potomstwo. Każdy z nas zasługuje na to, aby czuć się kochanym, bezpiecznym, ale każdy z nas jest także powołany do tego, aby swoją miłością obdarowywać innych. Nie wystarczy urodzić dziecko, aby być matką ani zapłodnić, żeby być ojcem. Dziecko ma mnóstwo potrzeb, których samo nie jest w stanie zaspokoić i wtedy właśnie potrzebuje rodziców. Nie jest istotne to, czy będą to rodzice biologiczni, czy adopcyjni. Ważne, aby byli kochający.